W tej obserwacji nie ma ani krztynki rusofobii.
Ale!
Bardzo trudno przejść obojętnie mimo oczywistego faktu, że obsesja na punkcie ludobójstwa i masowej eksterminacji ludzi stała się narodową ideą Rosji. W przeciwieństwie do wszystkich innych prób znalezienia „wspólnego nerwu” narodu i spiritus movens, to właśnie potrzeba „zabijania wszystkich – okradania wszystkich” zadziałała jako wspólny mianownik.
Jeśli wszelkiej maści „tradycyjne wartości” pachną pocieszną dętologią i państwowym formalizmem, to fizyczne zniszczenie wszystkich, kto nie chce się z nimi taplać w gównіе, faszyzmie i ciemnogrodzie – niezmiernie motywują ludność Federacji Rosyjskiej.
Nadszedł czas, by „odkryć karty” i szczerze przyznać, że państwowy kanibalizm, potrzeba pożerania całych narodów, okazał się uniwersalnym źródłem radości; szczęściem i marzeniem bezdomnych, akademików, praczek i pisarzy, parlamentarzystów i wiejskich elektryków.
Obecnie w Federacji Rosyjskiej nie ma takiego pojęcia, które mogłoby temu dorównać atrakcyjnością. Co najmniej 87% (cały elektorat Putina) jest mu w jakimś stopniu posłuszne, a pozostali są skazani na rzeź lub więzienie.
Przykład Wassermana jest świeży i jasny. Ale identyczne myśli pojawiają się u Wołodinów i Sobczaków, u Prilepinów i Gurulewów.
Wszyscy oni dawno temu przekroczyli Rubikon i z potulnego bydła zamienili się w bydło wyłącznie krwiożercze. (Aleksander Glebowicz Niewzorow)
@nevzorovtv
https://t.me/s/nevzorovtv?q=%D0%B2%D0%B0%D1%81%D1%81%D0%B5%D1%80%D0%BC%D0%B0%D0%BD



Komentarze
Pokaż komentarze (6)