Proszę sobie wyobrazić urzędnika w XVIII-wiecznej Rosji. On służył nie tylko państwu. Służył również człowiekowi, który dał mu to zajęcie, a totalna lojalność nie była abstrakcją. To była walka o przetrwanie. Bez tego stanowiska nie byłby on w stanie utrzymać rodziny. Rodziny zapisywały swoich synów na ciepłe synekurki wojskowe lub cywilne od samego urodzenia. A gdy chłopiec osiągał wiek małżeński, zdążył był on służyć już wystarczająco długo, by przejść na emeryturę z honorami, nie wykonując żadnej pracy choćby jeden dzień. Jedyną niezawodną drogą do stabilności było zapewnienie mu urzędowego stanowiska oraz przywilejów, protekcji oraz łapówek, które się z tym wiązały.
Także władza w Sowieciech opierała się na lojalności. Władza sowiecka była jak piramida z liderami partii na szczycie. Każdy przywódca wybierał lojalnych podwładnych. Niekoniecznie najlepszych, ale po prostu najbardziej lojalnych. W zamian owe popychadła otrzymywały wygodne stanowiska rządowe i własne wasalne "królestwa". Jeśli patron awansował, jego fagasy awansowały razem z nim. (Elvira Bary)


Komentarze
Pokaż komentarze (2)