sartoriusz sartoriusz
28
BLOG

Historia pierwszej pary

sartoriusz sartoriusz Kultura Obserwuj notkę 0

Bóg stworzył Adama i trochę się pysznił przed sobą i aniołami, bo pomyślał sobie, że odwalił najgorszy kawałek roboty i że to okazało się dobre, co mu wyszło.
Ale Adam okazał się melancholikiem i milczkiem, a bodajże, mrukiem zupełnym, nawet.
- Co ci? - Zapytał go Bóg, trącając powiewem wiatru, bo gdyby go trącił bożym palcem choćby, to z Adama ostałby się jeno proch.
A nie tak być miało na początku.
Adam coś odburknął otrząsając się z powiewu, jak z pcheł, których wtedy jeszcze nie było, gdyż nic przykrego, wtedy jeszcze, nie było dla człowieka, którym był Adam jedynie.
- No ! - Zachęcił go Bóg, delikatnym muśnięciem boskiego wiatru i dla rozluźnienia atmosfery, poszeleścił nieco listkami drzew różnorakich, a owoców pełnych, bo samych szlachetnych. I trawami też zaszeleścił miękko i przytulnie.
Adam siedział dalej w gburowatym milczeniu i Bóg począł niecierpliwość jakby, choć tylko jakby, albowiem Bóg, jak wiadomo, ma nieograniczone pokłady cierpliwości i nic go nie potrafi zniecierpliwić.
Wszak mimo sporego zapasu wieczności, Adam nadużywał czasu na zły humor, który malował się na jego twarzy, w dłoniach ukrytej, lecz dla Boga widocznej.
Bóg skinął na zwierzęta, których, wcześniej, bez liku stworzył i powiedział do Adama, by je ponazywał, bo pomyślał sobie, że w ten sposób Adam się trochę rozerwie i rozrusza, a potem to już będzie z nim ok. Gdyż wiedział Bóg, że bezczynność nie jest niczym dobrym i źle wpływa na każdą istotę, a wszak, Adam był na jego własne podobieństwo, i obraz, chociaż z tym obrazem, jak plotkowały anioły, to nieco podretuszował i podobieństwo stało się cokolwiek iluzoryczne.
Najważniejsze, że charakter pozostał.
Adam bez entuzjazmu łypał okiem na stwory paradujące przed nim w sposób wystudiowanie dostojny, i z wyłuszczeniem cech uroczych.
Rzucał imionami, jak kowal młotem, gdy się w kolano stuknął, miast w kowadło, nie zdając sobie sprawy, jaki problem zostawia następnym pokoleniom, ale, na usprawiedliwienie przyznajmy, że nie było w planie żadnych pokoleń.
Adam rzucał, oczywiście, a nie kowal, który przecież jeszcze się nawet nie urzemieślniczył.
Gdyż rzemiosło też dopiero po grzechu się narodzi, czy powstanie, jak kto woli semantycznie.
Ponazywał zatem, Adam wszystko, co się ruszało i fruwało, a nawet stwory pływające. Nie nadał imion tylko pełzającym gadom, tych, bowiem nie było, gdyż rozpełzły się później, już z grzechem, po świecie.
- Pięknie ponazywałeś Adamie - pochwalił go Bóg, choć krzywił się, przy każdym imieniu, ale nie chciał się wtrącać, bo istniała już determinanta wolnej woli, którą Bóg przydzielił człowiekowi -Adamowi, lecz, jako ojciec najlepszy, wiedział, iż najbardziej motywuje pochwała, nawet niezasłużona.
Adam, jednak, nie docenił bożej wyrozumiałości i lekceważąco machnął ramieniem.
- E tam! - Powiedział po hebrajsku, bo wtedy, dla oszczędności, tak rozmawiano, gdyż hebrajski pisany, nie zawiera samogłosek i jest oszczędniejszy. Poza tym jest trudny, ale nie dla Polaków, których Bóg musiał już wtedy przewidzieć, albo przeczuć, jak to Bóg.
Chodziło też o to, żeby Pismo Święte można było interpretować wedle potrzeb i konieczności. Co, niektórzy obeszli, pisząc po aramejsku, a nawet grecku, ale to później.
- A kogo sobie wybierzesz do partnerskiej współpracy i ten ... tego, innych spraw mniej publicznych? - Zapytał Bóg Adama.
Adam żachnął się.
- Z tego bydła mam coś wybierać? Czy ty myślisz, że ja będę spółkował ze zwierzętami!? Nigdy się to po mnie nie pokaże!
I po raz pierwszy się obraził na Boga, odwracając do niego plecami.
Boga nieco przytkało, bo takiej klasyfikacji wcale nie planował. Wszystkie istoty stworzył równe i równoprawne płciowo, bo umyślił sobie, że to usprawni Jego inteligentny projekt.
Założył, że istoty podobierają się w pary, dla lepszej współpracy.
Adama ustanowić zamierzał swoim namiestnikiem, by panował nad nimi, biorąc któreś z istot do pomocy, a tu Adam tak się zachował.
I Bóg się nieco żachnął na Adama po raz pierwszy, ale, w swojej boskiej cierpliwości, nie okazał mu tego, a musnął go jedynie przez kudłaty łeb nieco mocniejszym wiaterkiem i Adam zasnął, jak zabity, może i nawet by się zabił, ale wtedy śmierć jeszcze nie istniała.
Pogmerał Bóg w Adamowym ciele i dokonał małych poprawek, dodając to i owo, a jednocześnie ujmując to i tamto.
I z resztek stworzył Ewę, która nie czuła do innych istot takiej niechęci, jak Adam.
A, że spodobała się wężowi, zrobił się kłopot.

Bo Adamowi wyrosły rogi.

sartoriusz
O mnie sartoriusz

Jestem ja i obok jeszcze paru

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze

Inne tematy w dziale Kultura