Przyszedł do mnie komornik i, jak to komornik, zaczął się zabierać do zabierania, a ja mu:
- To nie moje!
A on mi:
- A czyje?
- A to mu powiedziałem i zostawił.
- A to czyje? - Zapytał przy innej wartości.
- A to nie moje! - Odpowiedziałem zgodnie z prawdą i satysfakcją.
Nie załamywał się i pokazywał wciąż kolejne przedmioty, coraz mniejszej wartości.
Na szczęście, nic nie było moje.
- A to czyje? - Zapytał na koniec, pokazując na stare, porysowane lustro.
Też nie moje! - Odparłem radośnie.
- O odbicie pytam! - Skarcił mnie gruboskórnie.
Spojrzałem i wybałuszyłem oczy ze zdumienia.
Odbicie też było nie moje.



Komentarze
Pokaż komentarze (1)