"I chcę powiedzieć Wysoka Izbo, że w niektórych wystąpieniach, niestety także moich kolegów posłów z OKP, z przerażeniem usłyszałem ten ton, który słyszałem w prokuratorskich przemówieniach wtedy, kiedy sam siedziałem na ławie oskarżonych. Znam ten ton dobrze, bardzo się go boję…chcę powiedzieć, że w niektórych głosach, o czym mówię z bólem, usłyszałem coś co bym nazwał antykomunizmem jaskiniowym. Jestem antykomunistą, mówiłem o tym wielokrotnie i chcę powiedzieć, że jako antykomunista tej jaskiniowości się boję. I dziś popisywanie się tymi deklaracjami gdzie się PZPR miesza z błotem, przyrównywanie do katyńskich morderców, mówi się że gorsi niż Hitler.. ja z tym nic wspólnego nie mam i mieć nie chcę. I chcę do tego jeszcze dodać, że w stanie wojennym po 13 grudnia i siedząc w kryminale nie byłem, aż tak odważny, żebym dzisiaj musiał być aż tak odważny."
Adam Michnik stenogram 28 posiedzenia Sejmu z dnia 28 kwietnia 1990 roku. Dyskusja nad sprawozdaniem komisji rządowej oraz projektem ustawy w sprawie przejęcia na rzecz skarbu państwa majątku byłej PZPR .
Kilka lat wcześniej...
1985 to rok w którym zaczęło dochodzić do towarzyszy, że ciężko będzie utrzymać idee PRLu. Liczba 46% ogółu ludności niezadowolonych ze stanu gospodarki szybko wzrosła do 58,5% na koniec roku następnego. Towarzysze zrozumieli, że obietnice uzdrowienia państwa zapowiadane w czasie stanu wojennego stały się zupełnym pustosłowiem a społeczeństwo szybko zaczęło wyciągać z tego wnioski. Nastroje społeczne z miesiąca na miesiąc drastyczne się pogarszały. W ZSSR działy się rzeczy, nie wróżące niczego dobrego – hasła wypowiadane przez Gorbaczowa musiały dawać wiele do myslenia – Głasnost i Pierestrojka.
Sytuacja gospodarcza stawała się gorzej niż zła – wspomniana fala niezadowolenia ze stanu gospodarki musiała przełożyć się ( i przełożyła się w statystykach) na niezadowolenie z sytuacji politycznej umęczonego stanem wojennym społeczeństwa.
W tym samym roku – uwięziony w areszcie śledczym Adam Michnik , pilnie strzeżony, niebezpieczny dla bytu PRL więzień polityczny – popełnia polityczne dzieło „Takie czasy... Rzecz o kompromisie”. Bardziej zaskakujące od samego popełnienia dzieła jest błyskawiczne tempo publikacji (ten sam rok).
Główna tezą Michnika było twierdzenie, że warunkiem niezbędnym do pokojowej realizacji przeobrażeń, jest osiągniecie kompromisu sił postulujących reformy ze skłonnymi do ugody odłamami klasy rządzącej. Druga teza, to postulat wyborów do sejmu chociaż w 30% miejsc w powszechnych i wolnych wyborach.
Lech Wałęsa w tym samym roku w wydanym „Raporcie – Polska 5 lat po Sierpniu” pisze – "W chwili obecnej nic nie wskazuje na to, że porozumienie jest możliwe[...] Porozumienie jednak nie jest tylko sprawą chwili. Można powiedzieć, że z narodowego punktu widzenia nie ma innego wyjścia niż dogadywanie się”.
Po stronie aparatu władzy – dzierżycieli PRL pierwszy manewr – próbny balon – na potwierdzenie kompromisu wypuszczono w 1986r.. Utworzenie Rady Konsultacyjnej, było pierwszą próbą wciągnięcia sił solidarnościowych. Skończyło się klapą. Szeregowi ludzie solidarności nie byli jeszcze dostatecznie przekonani do takiego ruchu. „Rzecz o kompromisie” nie weszła jeszcze do kanonu poczynań porządnego, prawego Polaka antykomunisty niejaskiniowego.
Z punktu widzenia establishmentu PRL idea kompromisu była oczywista – podzielenie się władzą z zaufanymi obgadanymi członkami Solidarności w newralgicznych sektorach potrzebujących reform. Zrzucenie na ich barki kosztów tychże reform – a w odpowiednim momencie przejecie ponownie pełnej władzy na fali demokratycznych decyzji wyborców znudzonych reformami.
Wentylem bezpieczeństwa w razie potoczenia się spraw nie po myśli towarzyszy miało stać się utworzenie na nowo urzędu prezydenta i objęcie go przez swojego generała.
Towarzysze z jednej strony przygotowywali się do dopuszczenia opozycji, z drugiej zaczęli wprowadzać reformy sprzeczne z ideą PRL.
Uchwalono Ustawę o podejmowaniu działalności gospodarczej czy też Ustawę o działalności gospodarczej podmiotów zagranicznych- ale- należy też powiedzieć, że wraz z nimi przeszły ustawy pozwalające przekuwać polityczne możliwości ludzi PZPR w ekonomiczne działania, co zwykło się określać „uwłaszczeniem nomenklatury”.
Poprzez takie ustawy jak Ustawa o warunkach konsolidacji gospodarki narodowej czy Ustawa o FOZZ, aparatczycy stali się nagle biznesmenami i co warto pamiętać są nimi do dziś.
Kiedy zaczęto mierzyć to zjawisko pod koniec 1989r. – doliczono się 1593 tzw. spółek nomenklaturowych – w tworzeniu tychże udział miało ok. tysiąca dyrektorów, kierowników i głównych księgowych, 9 wojewodów, 57 prezydentów i naczelników, 80 innych funkcjonariuszy władzy PRL. Jak zauważa Antoni Dudek spółek tych w rzeczywistości jest dużo więcej, ponieważ wskazane szacunki nie obejmowały firm, w których udziały posiadali członkowie rodzin kacyków PZPR.
Wspomniany historyk przytacza też słowa szefa Służby Polityczno-Wychowawczej MSW Czesława Staszczaka , ideologicznego „machera” bezpieki ze stycznia 1989 na dorocznej odprawie kadry kierowniczej MSW w Legionowie – mówił tam o „możliwości stworzenia funkcjonariuszom uzyskiwania dodatkowych dochodów” a w interesie służby udzielenia zgody na dodatkową pracę poza resortem spraw wewnętrznych” .
Uwłaszczanie się nomenklatury było sprawą oczywistą i widoczną jak na dłoni – Mazowiecki przejął władzę we wrześniu 1989 ale zakaz łączenia kierowniczych stanowisk w państwowym aparacie gospodarczym i administracyjnym z udziałami w prywatnych spółkach wprowadzono dopiero w 1990 i to rozporządzeniem, którego nie dało się wyegzekwować.
Warto przytoczyć słowa przypisywane Autorowi "Rzeczy o kompromisie" w wywiadzie dla belgradzkiego tygodnika NIN „Jeśli ludzie z nomenklatury wejdą do spółek akcyjnych, jeśli staną się jednymi z właścicieli, wówczas będą zainteresowani by tych akcyjnych stowarzyszeń bronić, a system akcyjny niszczy porządek stalinowski.”
FOZZ(Fundusz Obsługi Zadłużenia Zagranicznego) – powstał w rzeczonym i jakże ważnym 1985r. – o starym ‘fozie” nie wiele wiadomo – nikt się tą sprawą nie interesował. Sam śp. Michał Falzmann, który przez babranie się w tej sprawie stracił życie, był tym wielce zaskoczony.
"Istniał także stary FOZZ. Niestety poza ustawą powołującą ten Fundusz tak naprawdę żadnych informacji o nim nie ujawniono. Według ustawy miał on korzystać z pieniędzy pobieranych od przedsiębiorstw państwowych (około dwóch procent wartości ich obrotów). Przedsiębiorstwom tym kazano czasem płacić jakiś tajemniczy podatek od posiadanych przez nie zapasów. Ponadto stary FOZZ korzystał z dotacji pochodzących z budżetu państwa oraz miał także prawo operowania dewizami pochodzącymi z zagranicznych pożyczek. Do niedawna nie było wiadomo, jak tymi pieniędzmi dysponował i kto w rzeczywistości to robił. Rąbka tajemnicy uchylił obecny minister spraw wewnętrznych [Antoni Macierewicz]. Twierdzi, że przynajmniej część z nich przeznaczono na budowę gazociągu w ZSRR. Jeśli tak, to byłoby to poważne naruszenie prawa. Miał to być przecież fundusz obsługi - tak precyzowała ustawa. Tymczasem poważna część dochodu służyła jako haracz dla okupanta" - pisał "Nowy Świat" w lutym 1992 roku.
Kiedy sprawy szły już w „dobrym kierunku” od 1988 zaczęto przygotowywać grunt pod rozmowy okrągłostołowe.
Jacek Kuroń bez ogródek stwierdził wypowiadając się w 1989 do filmu dokumentalnego Tadeusza Pałki – „Okrągły stół. Polska ewolucja 1989 roku” – „Opozycjoniści wchodzą do pałaców władzy albo na czele zbrojnego ludu – i wtedy przychodzą zabrać władzę; albo na zaproszenie władzy – i wtedy nie ma co się łudzić – nie po to przychodzą, by władzę wziąć, tylko dlatego, że władza widocznie uważa, że sojusz z opozycją jakoś ją wzmocni. I to jest motto tego, co się tutaj dzieje”.
Jeśli przypomnisz sobie Czytelniku, co oficjalnie ustalono przy „Okrągłym stole” to wróć na sam początek – do tych paru zdań o „Rzeczy o kompromisie”.
Kompromisowi musieli przeżyć niezły szok kiedy po wyborach kontraktowych do parlamentu, PZPR nie zdobyło ani jednego mandatu do senatu, a do sejmu tylko 3 z gwarantowanych 299. Najgorzej było z lista krajową z 35 kandydatów PZPR głosy otrzymało tylko dwóch.
Kompromisowi zastrzelili się swoim hasłem – dobry komunista to skreślony komunista – co miało oznaczać bojkot PZPR w ten sposób, że kreśliło się z kretesem listę krajową i inne komunistyczne nazwiska- społeczeństwo tak wzięło sobie to hasło do serca, że pokazało jak bardzo są nierozważni i nieodpowiedzialni i jaskiniowi.
Widząc co się dzieje Lech Wałęsa oświadczył w przeddzień wyborów, że z listy tej wybierze jedno nazwisko.
Zwycięstwo Solidarności było miażdżące.
Ale nie – „Rzecz o kompromisie” – Polacy pamiętajcie – Kompromis jest najważniejszy – Naczelny walnał odezwę – „nie wolno pozwolić sobie na triumfalistyczno-konfrontacyjną retorykę. Ład instytucjonalny po wyborach winien być budowany wokół idei dialogu i kompromisu.”
Tu przerwał by dalej pogrozić - ” Nie zmieniło się przecież polskie położenie geopolityczne, nie zmienili się dysydenci aparatu przemocy”. (GW 6 VI 1989).
Jacek Kuroń zakazał zaś "używać określeń typu „śmierć komunie”"..
W imię kompromisu podeptano wszelkie standardy prawne – której to przestrzeganie miało być wyznacznikiem postępowania Solidarności. Zgodzono się na zmianę reguł gry w trakcie gry!
Między pierwsza a drugą turą – zmieniono ordynacje wyborczą w ten sposób, że 33 nazwiska z listy krajowej automatycznie weszło do wyborów w okręgu.
Druga tura cieszyła się mniej niż marna frekwencją – 25%. Jeden, jedyny kandydat Solidarności przegrał w okręgu – był to Piotr Baumgart – przegrał on z „niezależnym kandydatem” popieranym przez PZPR – Henrykiem Stokłosą...
Poniedziałek, 3 lipca 1989r. rano – cała Polska mówi o artykule naczelnego GW pt. WASZ PREZYDENT, NASZ PREMIER. Redaktor w wielkim skrócie przypomniał Polakom o co walczą – walczą o kompromis. Kompromisem tym jest pozostawienie przez PZPR stanowiska prezydenta a oddanie Solidarności urzędu premiera – „taki prezydent- pisał naczelny- będzie gwarantował ciągłość władzy, umów międzynarodowych i wojskowych sojuszy. Taki rząd będzie miał mandat ogromnej większości Polaków i zagwarantuje konsekwentną zmianę systemu gospodarczego i politycznego.. Tylko taki układ władzy może zrealizować w praktyce postulat „wielkiej koalicji” i ma szansę otrzymać odpowiednia pomoc dla odbudowy gospodarczej kraju. I będzie to układ wiarygodny dla Polski i świata”.
Słowo ciałem się stało 12 września 1989 Mazowiecki przejmuje urząd premiera. Reformy – Polacy są spragnieni reform.
Tymczasem...
Co dzieje się z najbardziej znienawidzona instytucja, psującą najwięcej krwi i robiąca najwięcej złego Służbą Bezpieczeństwa?. NIC!
„Nasz premier” zaczął od zupełnie innego działu - postawił w stan likwidacji jako pierwszą instytucje państwową nie SB a Urząd do Spraw Wyznań.
Troska „naszego premiera” o stan dobrze się mającego Kościoła Katolickiego była zadziwiająca. Służba Bezpieczeństwa – nie nękana rozwijała swą działalność na sztandarach Rzeczpospolitej Polski aż do wiosny 1990r.
„Nasz premier” nie kwapił się nawet ze zniesieniem ORMO czyli Ochotniczej Rezerwy Milicji Obywatelskiej – bo zniesione zostało 23 listopada 1989 decyzją SEJMU – dzięki inicjatywie grupy posłów OKP.
„Nasz premier” wcale nie kwapił się z likwidacja cenzury i nowelizacja prawa prasowego – tylko dzięki oporowi posłów OKP – cenzura nie dostała paru miliardów złotych na rok 1990. Co ciekawe w URM opracowano nawet projekt „demokratycznej cenzury” – najbliższy współpracownik Mazowieckiego twierdził nawet, że obrona przed przestępstwami prasy jest ogromnie potrzebna – (GW 10 i 25 I 1990).
Sama instytucja cenzury została zlikwidowana dopiero w kwietniu 1990r.
„Nasz premier” nie kwapił się nawet z obsadzeniem stanowisk wiceministrów w najważniejszych dla istnienia państwa resortach w momencie, gdy funkcje te sprawowali ludzie PZPR - sam Kiszczak – jak wskazuje Antoni Dudek – kpił sobie z Mazowieckiego wręcz prosząc go o taki ruch.
Kwiecień 1990r. to miesiąc „niesamowitego” przyspieszenia – zmiana nazwy z Milicja Obywatelska na Policja i automatyczne przejście funkcjonariuszy MO do „nowej” instytucji. Likwidacja SB i utworzenie UOP – z 22,5 tysiąca dawnych funkcjonariuszy do UOP przeszło 14 tys. czyli przeszło 63% na zasadzie weryfikacji.
- Czy jest pan gotów stać na straży porządku prawnego, odnowionej, demokratycznej Rzeczpospolitej Polskiej?
- Bezapelacyjnie, do samego końca... mojego lub jej...
Reszta albo zrezygnowała albo została przeniesiona z racji wieku na emeryturę albo przeszli do Policji na stanowiska kierownicze.
„Nasz premier” sprzeciwił się także, wymianie generalicji Wojska Polskiego. Nie przeprowadzono nawet jednostkowych zmian w kadrach. Doszło do takiego stanu rozhasania komunistycznych generałów, że gdy Bronisław Jamajka Komorowski postanowił zmienić szefa departamentu wychowania MON – generalicja uznała to, za zbyt gwałtowną rewolucje kadrową”.
Kolejna niesamowita zmiana to rozwiązanie Wojskowej Służby Wewnętrznej (kontrwywiad) i utworzenie w jej miejsce Żandarmerii Wojskowej oraz Wojskowych Służb Informacyjnych. Zmiana polegała tylko na zmianie wewnętrznych struktur i miała taki sam przebieg jak zmiany w MO i SB – czyli „nic nowego”.
"Stopczyk co wy tam palicie? Ja...Radomskie ale jak pan major woli to Franz ma Camele".
Proceder wywozu i palenia dokumentów służb specjalnych trwał od sierpnia 1989 do końca 1990r.
Natrudziła się ekipa ugodowców natrudziła w przeprowadzeniu komuny za rączkę przez trudny okres wdrażania „gospodarki wolnorynkowej” już w 93 towarzysze mogli powrócić i powracali na stare posady.
Waldi - premier Waldemar Pawlak po objęciu urzędu premiera poraz drugi zrobił całkowite czystki.
Pan minister Michał Strąk – Szef Urzędu Rady Ministrów tak oto tłumaczył się z tych dokonań Waldiego:
„Rzeczywiscie wracają starzy urzędnicy. To normalne. Przez cztery ostatnie lata młodzi gniewni robili reformę, której nie można było zrobić ze starymi urzędnikami. Teraz oni powracają do nowych struktur, aby to wszystko uporządkować’(GW –23,IX, 94).
Niech podsumowaniem możliwości Solidarności , potrzeb zmian i prawdziwości sytuacji będą słowa Leszka Millera z momentu kiedy wśród członków PZPR padł pomysł aby do rządu Mazowieckiego w ogóle nie wchodzić.
Miller poddając w wątpliwość taki pomysł szeregowych członków rzekł towarzyszom – „inaczej Mazowiecki zrzeknie się misji i ciężar niepowodzenia spadnie na PZPR. Wówczas mógłby przyjść kto inny, bardziej radykalny. Przejście do opozycji byłoby zgubne. Zaczęłoby się rugowanie członków PZPR ze stanowisk. Nie mielibyśmy wpływu na działalność rządu, a nasza krytyka byłaby niewiarygodna”(Archiwum Akt Nowych, Zespół KC PZPR, Wydział Administracyjny, sygn. 131/20A, „Notatki z telekonferencji w dniu 7 września 1989”.
Miłujmy się! Pasterzem niech nam będzie kompromisowy antykomunista!
Precz z antykomunizmem jaskiniowym!


Komentarze
Pokaż komentarze (67)