Tadeusz Hatalski
Navigare necesse est ….
52 obserwujących
449 notek
713k odsłon
3135 odsłon

O tym jakich mieliśmy prezydentów

Wykop Skomentuj155

Wybory prezydenckie już a pasem. Zaledwie trzy miesiące zostało do dnia, w którym będziemy wybierać prezydenta RP. Czyli do dnia, w którym zadecydujemy o tym, kto będzie reprezentował nas i nasze państwo przez kolejne pięć lat.

Jakiego wyboru dokonamy? Oto jest pytanie! Bo dotychczas z tymi wyborami, to znaczy, czy były dobre czy też nie, różnie bywało.

Pierwszy wybór, ten wynikający z umów okrągłego stołu pominę. Pominę dlatego, że to nie był wolny wybór. Niedźwiedź ze wschodu, mimo że dogorywający, ciągle jeszcze straszył. I choć ten strach, koteria związana z niedźwiedziem rozpowszechniała po to, aby nie zostać rozpędzoną na cztery wiatry, gdy niedźwiedzia już zabraknie, nie było to jeszcze do końca jasne. No i mieliśmy prezydenta ze strachu a nie z wolnego wyboru.

Potem prezydentem był Lech Wałęsa, którego wybieraliśmy już w wolnych, powszechnych i demokratycznych wyborach. Prezydent, z którym wiązaliśmy wielkie nadzieje. Że dzięki niemu dokończymy to, co zaczęliśmy jeszcze w 1980r., czyli urządzanie naszych, własnych spraw zgodnie z naszą wolą. A co jego poprzednik, gdy jeszcze był sekretarzem komunistycznej partii, zniszczył stanem wojennym. Niestety Lech Wałęsa, jak tylko został prezydentem, zamiast robić to, po co go wybraliśmy, zaczął wzmacniać lewą nogę.

I wzmocnił tak skutecznie, że na drugą kadencję już ludzie go nie wybrali. U swoich stracił zaufanie a u tamtych, mimo wzmacniania lewej nogi łaski sobie nie zaskarbił. I kolejnym prezydentem został A. Kwaśniewski, człowiek od lewej nogi właśnie. Mimo, że realne nogi nieraz mu się plątały (od filipińskiej choroby) to polityczne nogi miał całkiem mocne. I jak dotychczas, był jedynym prezydentem, który pełnił tę funkcję przez pełne dwie kadencje.

Zadziwiające! Polacy tyle wysiłku, wyrzeczeń i poświęcenia włożyli, aby pozbyć się komunizmu, a zaledwie kilka lat potem, jak tego komunizmu się pozbyli, postkomunistę na prezydenta sobie wybrali. Zaprawdę, niezbadane są tajniki polskiej duszy i polskiego umysłu. I logiki jego myślenia.

Potem prezydentem został L. Kaczyński. Pierwszy prezydent, który temu urzędowi zaczął przywracać należny szacunek a Polsce należną pozycję. I który, swoją osobistą determinacją i odwagą cywilną, potrafił powstrzymać zakusy agresora skierowane przeciwko małemu państwu. I za co, ludzie w tym małym państwie uważają go za bohatera narodowego. Niestety w Polsce, ze strony opcji politycznej, której prominentny przedstawiciel przegrał z nim rywalizację o ten urząd, oraz mediów wspierających tę opcję, spotykała go agresja na niespotykaną dotąd - wobec żadnego u nas w Polsce polityka - skalę. Agresja i nienawiść, którą ktoś celnie nazwał przemysłem pogardy. Lechowi Kaczyńskiemu, wskutek zbiegu nieszczęśliwych okoliczności (a kto wie czy nie innych również przyczyn, bo rzetelnego zbadania katastrofy nie było), ubiegać się o drugą kadencję nie było dane.

I tak prezydentem został Bronisław Komorowski. Któremu, po katastrofie w Smoleńsku, tak się spieszyło do objęcia tego urzędu, że objął go (co mu przysługiwało z racji sprawowania funkcji Marszałka Sejmu) zanim został opublikowany oficjalny komunikat o śmierci urzędującego Prezydenta. B. Komorowski rozpoczął swoje urzędowanie od deklaracji "Nikt na nasza polską wolność nie czyha, nikt na nas nie czyha", która to deklaracja skutkowała pozbawieniem armii zdolności obronnych, odstąpienia od projektu tarczy rakietowej oraz paradowaniem po ulicach Warszawy w Święto Niepodległości z czekoladowym orłem. O sławnych ‘bronkach’ w postaci bigosowania, pilnowania żony, wchodzenia z butami na miejsce spikera japońskiego parlamentu (i tak dalej) nie będę pisał, zwrócę natomiast uwagę na pewien prywatny szczegół tej prezydentury. Otóż Bronisław Komorowski pełniąc swój urząd, inaczej niż wszyscy jego poprzednicy (zaczynając od Lecha Wałęsy, który ten budynek na Pałac Prezydencki przystosował), w Pałacu Prezydenckim nigdy nie zamieszkał. Czyżby miał wyrzuty sumienia z powodu przemysłu pogardy, którym jego opcja polityczna dręczyła człowieka, po którym objął urząd? I bał się, że po nocach będzie słyszał głosy, albo co gorsza widział duchy ludzi, którzy zginęli w katastrofie? Jaka był powód, tego oczywiście nie wiadomo. Natomiast faktem jest, że Prezydent B. Komorowski, przez pięć lat swojej prezydentury, mieszkał w Belwederze a nie w Pałacu Prezydenckim na Krakowskim Przedmieściu.

I tak doszliśmy do roku 2015. Do roku, w którym to, wbrew temu co A. Michnik mówił o zakonnicy w ciąży, przejechanej przez pewien samochód na pasach, niemożliwe stało się możliwe. I Bronisław Komorowski przegrał wybory z mało komu wtedy znanym europosłem A. Dudą.

I zaczęła się prezydentura poważna i solidna, dbająca o bezpieczeństwo i interesy państwa oraz obywateli.

Wykop Skomentuj155
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Polityka