Tadeusz Hatalski
Kapitan statków morskich, aktualnie na lądzie.
61 obserwujących
513 notek
837k odsłon
  1133   1

Polska bandera wygeneruje dodatkowe przychody budżetu!

Co stoi na przeszkodzie, aby polscy armatorzy (a także inni) ‘pokochali’ polską banderę? I zaczęli ‘reflagować’ swoje statki, tym razem w drugą stronę, pod narodową banderę. Tę, przeciwko uciekaniu spod której, nie widział żadnych argumentów minister w rządzie Jerzego Buzka. Otóż podstawową przeszkodą jest brak dostosowania polskich regulacji państwa bandery do wymogów unijnego i światowego rynku żeglugowego. Aby to zmienić, konieczne jest uproszczenie przepisów w zakresie rejestru statków i opłat rejestrowych, wprowadzenie rejestru elektronicznego statków morskich, dopuszczenie w rejestrze statków języka angielskiego jako drugiego języka urzędowego, przekazanie do kompetencji Inspekcji Państwa Bandery (FSC) kontroli PIP prowadzonych na statkach, nowelizacja Kodeksu Morskiego w części odnoszącej się do regulacji dotyczących hipoteki morskiej, nowelizacja Ustawy o pracy na morzu. To są warunki brzegowe zmian regulacji i przepisów prowadzących do przywrócenia polskiej bandery w polskiej flocie handlowej. Jednak najbardziej istotną sprawą dla przywrócenia polskiej bandery w polskiej flocie handlowej, są pozapłacowe koszty pracy (kwestia ta jest również głównym elementem Wytycznych Wspólnoty z 2004r.). W Europie koszty ubezpieczeń społecznych sięgają 40% kosztów pracy. Portugalczycy w swojej reformie ubezpieczeń społecznych marynarzy, zeszli do 7%. Toteż nic dziwnego, że niemieccy armatorzy nagle ‘pokochali’ portugalską banderę, co oczywiście skutkuje dodatkowymi wpływami do budżetu państwa portugalskiego.

Z kolei u nas, w sprawie ubezpieczeń społecznych marynarzy, ciągle funkcjonuje fałszywy mit. A właściwie dwa mity. Pierwszy jest następujący. Obniżenie składek na ubezpieczenia marynarzy wiąże się z kosztami dla budżetu. W rzeczywistości jest odwrotnie. Otóż nowelizacja systemu ubezpieczeń marynarzy, aby przyniosła pożądany skutek, musi obejmować zmiany dwóch jego elementów. Obniżenie składki i objęcie obowiązkiem ubezpieczeń marynarzy pracujących na statkach wygodnych bander. Po wprowadzeniu takich zmian, wpływy do budżetu się zwiększą, ponieważ tych wpływów (z tytułu ubezpieczeń społecznych marynarzy zatrudnionych na statkach pod obcymi banderami) obecnie nie ma. Nie ma, bo ci marynarze nie płacą składek, gdyż nie są objęci obowiązkiem ubezpieczeń. I drugi mit, obniżenie składek jest przywilejem dla marynarzy. Też nieprawdziwy. Otóż w polskim systemie ubezpieczeń społecznych, niższa składka oznacza niższą emeryturę. Czyli marynarz, płacąc niską składkę w przyszłości otrzyma niską emeryturę. Więc, gdzie tu jest uprzywilejowanie? Natomiast jeżeli będzie chciał mieć emeryturę adekwatną do swojego wynagrodzenia, będzie musiał się do-ubezpieczyć. Ale już na własny koszt.  Wniosek, obydwa mity nie mają żadnego uzasadnienia w faktach.

Ponadto od czasu ogłoszenia wyroku TSUE w maju 2019r. (wyrok dotyczy ubezpieczeń społecznych marynarzy zatrudnionych przez armatorów unijnych na statkach wygodnych bander), problem braku nowoczesnych, dostosowanych do unijnego i światowego rynku żeglugowego, regulacji dotyczących zabezpieczeń społecznych marynarzy stał się również problemem społecznym. Przy obecnie obowiązujących kosztach ubezpieczeń emerytalnych i zdrowotnych, polscy marynarze przestają być konkurencyjni na unijnym, żeglugowym rynku pracy. W efekcie grupa zawodowa licząca ok. 30 tys. polskich marynarzy, pracujących na statkach wygodnych bander unijnych armatorów, jest zagrożona utratą pracy. W dalszej kolejności, negatywne skutki takiego biegu spraw, czyli zniknięcia polskich marynarzy z żeglugowego rynku pracy, odczuje szkolnictwo morskie. Związek przyczynowo skutkowy między jednym a drugim, jest prosty. Jeżeli po ukończeniu szkoły morskiej, zabraknie pracy dla jej absolwentów, to w następnej kolejności, zabraknie również chętnych do nauki w szkołach morskich. Co postawi pod znakiem zapytania sens utrzymywania szkolnictwa morskiego w Polsce, będącego na wysokim światowym poziomie.

Po odzyskaniu niepodległości Polska nie miała własnej floty handlowej. Ówcześni rządzący zdawali sobie sprawę, że taki stan rzeczy nie jest korzystny dla państwa. Trochę zajęło, bo wiele było spraw pilnych, ale już w 1925 r. prezydent S. Wojciechowski ogłosił „Ustawę o popieraniu polskiej żeglugi morskiej”. Poniżej fragment tamtej ustawy:
"Art.  1.  W celu popierania rozwoju polskiej żeglugi morskiej i związanego z nią przemysłu, w myśl art. 5 p. 5 ustawy z dnia 28 maja 1920 r. o polskich statkach handlowych morskich (Dz. U. R. P. № 47, poz. 285), jako też w celu współdziałania Państwa w stworzeniu narodowej floty handlowej, może być okazana tak dla nowopowstających, jak dla już istniejących krajowych przedsiębiorstw budowy statków morskich oraz dla przedsiębiorstw żeglugi pomoc materjalna ze Skarbu Państwa i wydawane przez Państwo zarządzenia gospodarcze, niniejszą ustawą przewidziane ….

Przytoczyłem krótki fragment tamtej ustawy. Cała ustawa też była krótka, zajmowała nie więcej niż jedną kartkę papieru. Wprowadzenie w życie tamtej ustaw, przyczyniło się do powstania polskiej floty. Można powiedzieć, że historia zatoczyła koło choć dzisiaj, kluczem do przywrócenia floty pod polską banderą, są nie tyle nowe ustawy co nowelizacje istniejących. W tym nowelizacja systemu ubezpieczeń marynarzy. Z kolei przywrócenie polskiej floty pod polską banderą oznacza wzrost przychodów budżetu państwa a nie wydatków budżetu. Z czego oczywisty wniosek - obniżenie składek na ubezpieczenia marynarzy to dodatkowe przychody budżetu - a nie dodatkowe wydatki!

Tadeusz Hatalski, kpt. ż. w.

Artykuł opublikowany w numerze 07/2022 dwutygodnika Namiary na Morze i Handel

Post Scriptum.

Wojna na Ukrainie pokazuję jednoznacznie, że flota pod narodową banderą potrzebna jest również ze względu na bezpieczeństwo państwa.


Lubię to! Skomentuj13 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Gospodarka