320 obserwujących
1194 notki
3713k odsłon
  2332   7

Biedny ateista w ślepej uliczce rozumu

Miejmy odwagę tkwić w naszej niewierze – apeluje tęczowy ateista, deprecjonując tym samym argument, że ateizm to brak wiary w Boga. Bezbożnik Biedroń deklaruje bowiem niewiarę w istnienie Boga, czyli faktycznie wyraża wiarę, że istnieje wyłącznie materia, na co nie ma żadnych dowodów, bo mieć nie może. Przynajmniej nikt do tej pory nie dowiódł tego naukową metodą. Biedroń potwierdza więc niejako, że nie kieruje się rozumem, lecz niewiarą, która gatunkowo przynależy do tej samej dziedziny pojęć co wiara. A przecież każdy szanujący się ateista zaklina się wręcz spazmatycznie, że ateizm nie jest rodzajem wiary.

Pewnie, każdy może powiedzieć, że Biedroń nie wie, co mówi i to jest akurat w tym przypadku, rzecz jasna, bardzo dobry argument. Prosty chłopak po Szkole Praw Człowieka nie odróżnia wiary od religii ani Boga od Kościoła. Jednak kwestia jest bardziej ogólna niż androny jednego zacietrzewionego lewaka. Pisał już o tym Leszek Kołakowski, któremu Biedroń – powiedzmy to sobie szczerze – mógłby do kiosku na rogu  po zapałki  biegać: "Ludzka kondycja ze wszystkimi jej smutkami i złem, ale też z całą swą świetnością i wielkością, pozostaje niezrozumiała i pozbawiona sensu, jeśli nie oglądać jej w świetle historii świętej: stworzenia, grzechu, odkupienia. Skoro tak, to wydaje się, że stajemy wobec następującej alternatywy: albo świat pełen sensu, kierowany przez Boga, okaleczony przez człowieka, uzdrowiony przez odkupiciela – albo świat absurdalny, zmierzający do Nikąd, kończący się Pustką, czcza zabawka bezosobowego fatum, które nie rozdziela kar ani nagród i nie dba o dobro czy zło".

Ateizm jako wiara w bezosobowe fatum? Znamienne w przypadku zadeklarowanych ateistów jest to, że jakkolwiek chętnie posługują się argumentem rozumu w przypadku negowania istnienia Boga, tak jeszcze chętniej unikają rozumowych argumentów, gdy chodzi o logiczne konsekwencje wynikające z deklaracji ateizmu. Przecież każdemu z nich musi narzucać się pytanie, skąd w takim razie wzięliśmy się my wszyscy, nasze otoczenie, wszelka materia, wreszcie cały wszechświat, skoro nie istnieje żadna nadprzyrodzona przyczyna? Otóż ateiści w tej kwestii nie mają żadnego wyjścia – siłą rzeczy muszą wierzyć, że wszechświat powstał z niczego. Jest to jednak wersja równie skandaliczna dla ludzkiego rozumu, jak stworzenie świata przez Boga. Owszem, mogą odmówić przyjęcia do wiadomości tego dylematu, mogą się nad tym nie zastanawiać, udawać, że ciepły deszcz pada. Przecież nie ma na tym świecie przymusu, żeby zastanawiać nad każdą trudną kwestią, ale wtedy trzeba  przestać  powoływać się na rozum w innych sprawach.

Skądinąd zabawny jest także fakt, że ateiści nie negują na przykład nieskończoności przestrzeni, choć to również jest gwałt na rozumie, bo tego w żaden sposób doświadczyć nie można, nie wspominając już o naukowych dowodach. W swoim czasie ateiści próbowali uchwycić się teorii Wielkiego Wybuchu, ale sami jej twórcy zastrzegli się, że to żaden początek. Tak więc poruszają się ateiści po absurdalnym wszechświecie, który powstał z niczego i zmierza do nikąd. Nie wierzą w Boga, natomiast wierzą w czarne i białe dziury, ciemną materię i wieczność wszechświata, czyli we wszystkie puste nazwy, które człowiek ponadawał zjawiskom, których nie potrafił wyjaśnić ani udowodnić. Jeśli to nie jest wiara, to na pewno religia.

I teraz proszę sobie wyobrazić, że na to wszystko przychodzi Adam Michnik, lewacki guru, który mówi tym biedakom ateistom prosto w oczy i bez ogródek, że Polska bez Kościoła to czarny obraz; że chrześcijaństwo stanowi zaporę przed nihilizmem; że Polska zawsze będzie katolicka: "Każdy kraj ma swoją tożsamość narodową, kulturową, ale naznaczoną jakoś przez czynnik religijny(...) To może przyjmować różne formy, ale jest nieusuwalne z tej tożsamości. Otóż Polska będzie katolicka. Jeżeli chcemy zmieniać ją w lepszy kraj, nie da się tego zrobić wbrew społeczeństwu".

A zza grobu wtóruje mu cytowany wyżej Leszek Kołakowski, ostrzegając, że wszelka próba "unieważnienia" Jezusa, usunięcia go z naszej kultury pod takim oto pretekstem lub na takiej oto zasadzie, iż nie wierzymy w Boga, w którego on wierzył – wszelka taka próba jest śmieszna i jałowa. Próba taka jest tylko dziełem ludzi ciemnych, którzy wyobrażają sobie, że sam prostacko zapisany ateizm nie tylko może wystarczyć jako pogląd na świat, ale może ponadto upoważniać do tego, by dowolnie, wedle własnego doktrynerskiego zamysłu, okrawać tradycję kulturalną, wyjaławiając ją z najżywotniejszych soków.

Naprawdę trzeba mieć wspomnianą przez filozofa Pustkę w głowie, żeby pogodzić ateizm z rozumem.

Lubię to! Skomentuj175 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Społeczeństwo