330 obserwujących
1225 notek
3787k odsłon
  2458   20

O rusofobicznej naturze Donalda Tuska

Od czasu, gdy Bronisław Komorowski po sromotnej porażce wyborczej został wybrany Człowiekiem Roku Gazety Wyborczej, nic nie jest w stanie mnie zaskoczyć w polskiej polityce. Dlatego też ze zrozumieniem przyjąłem wyznanie Donalda Tuska, że na unijnych salonach uważano go za rusofoba. Jeśli ktoś codziennie obcuje z typami w rodzaju Timmermansa, Verhofstadta czy Spurek, to nawet lewicowy liberał poczuje się niczym urodzony faszysta.

Podejrzewam, że jeśli Niemcy nie zmienią swojego stanowiska wobec pomocy Ukrainie, to Tusk może sobie przypomnieć, że Angela Merkel kiedyś wyzywała go od germanofobów. Tym bardziej, że Tusk wygrzebał z zakamarków pamięci, iż jego rząd był „surowym krytykiem niemieckiej polityki energetycznej”. Okazuje się bowiem, że „Niemcy dały się skorumpować rosyjskim gazem”. Dlatego teraz biada Niemcom, szczególnie byłym kanclerzom. Te jego pamiętne słowa, że „niemiecka sztuka rządzenia była błogosławieństwem nie tylko dla Niemiec, ale także dla Ukrainy i Europy” to była dyplomatyczna retoryka, bez znaczenia.

Nikt poważny przecież nie mógł na serio traktować opinii Tuska, że wieloletnia umowa z Gazpromem „była perfekcyjnie wynegocjowana”. Każdy trzeźwo myślący wiedział, że mówiąc to krytykował oczywisty fakt, że perfekcja była wtedy wyłącznie po stronie Gazpromu. Zresztą tamtą umowę podpisał Pawlak, gdy Tusk był na nartach. On nigdy by nie dał się skorumpować rosyjskim gazem.

Słusznie szef EPL podkreśla swoje zasługi w budowaniu Unii Energetycznej. Jakoś tak przed wyborem na przewodniczącego Rady Europejskiej Tuskowi wezbrała charyzma w mężnej piersi i udał się w podróż po Europie, aby promować wspólną politykę energetyczną. Było to zajęcie tak pracochłonne, że nieuwagę Tuska wykorzystali Niemcy i w tak zwanym międzyczasie zbudowali Nord Stream. Kiedy zatem nasz eksportowy rusofob wrócił z rozjazdów, było już po herbacie.

Taka jest prawda i Donald Tusk słusznie przypomina, jak się sprawy miały. On dałby się posiekać za bezpieczeństwo energetyczne, tylko „nie jest agresywny w retoryce” i dlatego to, co robi nie bardzo się komponuje z tym, co mówi. A mówi, że jego rząd zawsze był „w kategorycznej opozycji wobec polityki energetycznej Angeli Merkel”. Tyle, że nie był kategoryczny w mowie i piśmie.

W ogóle jest charakterystyczne, że wielkie czyny i myśli budzą się w Tusku przeważnie w kampanii wyborczej. Tak mają tylko wielcy mężowie stanu. Podobnie było przed wyborami w 2005 roku, gdy w Tusku dało znać o sobie chrześcijańskie dziedzictwo. Doznał nagłego nawrócenia i wziął ślub kościelny, dając przykład i świadectwo Polaka-katolika. Obecnie oddaje się rusofobii z domieszką germanofobii, gdyż w Polsce kwestionuje się jego umiłowanie polskości, a wybory za rok. Zaś w polityce, odwrotnie niż w sądownictwie, rok to już może być wyrok.

Różnie mogą się jeszcze sprawy potoczyć w kontekście Smoleńska. Jednak wcale się nie zdziwię, gdy się okaże, że Tusk od zawsze przyjaźnił się z Antonim Macierewiczem i nigdy nie odrzucił hipotezy zamachu. To może być główna przyczyna, że miał opinię rusofoba w Brukseli: „Tam się za głowę łapali, nazywali mnie monomaniakiem, że ja wciąż tylko o Ukrainie i o zagrożeniu rosyjskim. Dla Europy byłem zbyt antyrosyjski, a w Polsce PiS obrzucał mnie konsekwentnie błotem smoleńskich insynuacji. Za to w Kijowie miałem w tych sprawach pełne wsparcie i zrozumienie”.

Tusk jest zbyt skromny, by wspomnieć, że „w tych sprawach w Kijowie” pełne wsparcie i zrozumienie miała wówczas także Angela Merkel. I Donald wtedy mówił jednym głosem z Angelą. Nie dziwota, że dzisiaj Ukraińcy mówią jednym głosem o Donaldzie i Angeli. Karma wraca.

Lubię to! Skomentuj98 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Polityka