307 obserwujących
1172 notki
3650k odsłon
9722 odsłony

Klimatyczno-energetyczny problem Donalda Tuska

Wykop Skomentuj243

W czerwcu 2011 roku Donald Tusk zawetował unijny plan obniżenia emisji CO2, co było jednocześnie zablokowaniem wprowadzenia w życie jego własnego, z wielką pompą ogłoszonego  sukcesu z grudnia 2008 roku. Bowiem to w owym roku premier Tusk podpisał pakiet klimatyczno-energetyczny, a minister Sikorski z właściwą sobie egzaltacją ogłosił ten akt „olbrzymim osobistym sukcesem premiera, a Polska zyskała zrozumienie dla swojej argumentacji”. No i dzisiaj mamy konsekwencje tego zrozumienia, które skutkują między innymi tym właśnie, że Tusk usiłuje zrzucić winę za swój „sukces” na kogoś innego, a wiadomo, że w takich wypadkach najlepiej pasują poprzednicy.

Cała agenda pakietu, jego terminarz i sekwencje, poszczególne ustalenia oraz ich konsekwencje zebrane razem przypominają dzisiaj trudne do rozeznania bagno, a to za sprawą Donalda Tuska, który  z całych sił wypiera się „sukcesu”. Właśnie na kongresie PO po raz kolejny nasz szczery przywódca usiłował zepchnąć z siebie ciężar dzisiejszej kompromitacji, która w roku 2008 była właśnie owym olbrzymim sukcesem. „Ekipa Kaczyńskiego zgodziła się na pakiet w najgorszej dla Polski wersji” - ogłosił Tusk wczoraj na wspomnianym kongresie, zapewne licząc na niemoc intelektualną elektoratu PO i trzeba przyznać, że akurat to domniemanie ma solidne podstawy merytoryczne.

Warto więc przynajmniej w ogólnych zarysach uporządkować temat, gdyż bez tego nie da rady obnażyć przekrętu rządu Tuska, który usiłuje swoją ignorancję i nieudolność przekuć w winę śp. Lecha Kaczyńskiego. Otóż wszystko zaczęło się dla nas w marcu 2007 roku, kiedy to prezydent Kaczyński podpisał tak zwane Konkluzje Rady Europejskiej”, które zawierały cele(tzw. Cele 3x20) oraz postanowienia ogólne pakietu, czyli coś w rodzaju wytycznych do późniejszych negocjacji i ostatecznych ustaleń. To właśnie podpisał prezydent Kaczyński.

Jedną z tych konkluzji było oparcie się przyszłego pakietu o rok bazowy 1990, od którego liczono redukcje emisji gazów, co było niezwykle korzystne dla Polski i co potwierdzono w owych Konkluzjach Rady Europejskiej. A było to dla nas korzystne z tego prostego powodu, że wyznaczona przez Komisję redukcja o 20 procent była dla naszego kraju bezpieczna, gdyż od roku 1990 w Polsce upadło wiele zakładów i gałęzi gospodarki, co powodowało, że liczona od tegoż roku redukcja gazów cieplarnianych wynosiła u nas w roku 2007 ponad 30 procent. Zatem z nadwyżką spełnialiśmy założone kryterium 20 procent, czyli żyć nie umierać, nie groziły nam żadne koszty redukcji CO2. Tak to właśnie było.

Ale, jak to w życiu bywa, pod koniec 2007 roku z wiadomych przyczyn odszedł rząd Jarosława Kaczyńskiego i negocjować konkretne postanowienia pakietu przyszło następnemu rządowi, czyli Donaldowi Tuskowi i jego wesołej kompanii. Jedyne, co zdążył wynegocjować rząd PiS w 2007 roku, to było zmniejszenie polskiego celu energii odnawialnej z 20 do 15 procent. I wtedy stało się najgorsze, czyli do akcji wkraczyła olsenowska ekipa naszego szczerego przywódcy.

Otóż dzisiaj skrzętnie to przemilcza Tusk i jego medialni sponsorzy, a tymczasem w ostatecznym kształcie pakietu klimatyczno-energetycznego, który Tusk podpisał w grudniu 2008 roku, zmieniono rok bazowy do obliczeń redukcji gazów. Został ustalony nowy rok bazowy, a mianowicie 2005, co było dla Polski katastrofalne nawet przy zmniejszonym do 14 procent celu redukcyjnym. I tu właśnie leży pies pogrzebany, czyli premier Tusk zakopany po uszy w swoich politykierskich kombinacjach. Bo zmiana roku bazowego, czyli kluczowego terminu została podpisana przez Tuska i na nikogo już za to winy nie zrzuci. To jego wyłączny osobisty wkład w katastrofę zwaną pakietem energetyczno-klimatycznym.

Co ciekawe, po podpisaniu pakietu w ogóle nie poinformowano o tej zmianie ani opinii publicznej, ani prezydenta. Bańka z kłamstwem pękła dopiero właśnie w 2011 roku, kiedy to nasz szczery przywódca zmuszony był zawetować swój własny, olbrzymi, gigantyczny, historyczny, niepowtarzalny i monumentalny sukces z roku 2008. Jeśli mówimy o złośliwym chichocie historii lub oliwie, która zawsze na wierzch wypływa, to ten „sukces” Tuska jest dobitnym przykładem prawdziwości owych twierdzeń.

W każdym razie wtedy zaczęło się intensywne wmawianie opinii publicznej, że polskie kłopoty z pakietem klimatyczno-energetycznym są konsekwencją podpisu prezydenta Lecha Kaczyńskiego pod Konkluzjami Rady Europejskiej. Tymczasem choćby z tych przedstawionych przeze mnie faktów wynika, że zmiany były możliwe, skoro potem zmieniono rok bazowy i wartości celów energii odnawialnej oraz redukcji CO2. Nie da się więc ukryć, że koszmarnym błędem politycznym było podpisanie przez Tuska pakietu w takim kształcie w jakim go podpisał. I to jest powód jego bólu głowy dzisiaj, a nie podpis prezydenta z roku 2007.

Wykop Skomentuj243
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale