291 obserwujących
1107 notek
3465k odsłon
3608 odsłon

Mistrzowie stymulacji budżetowej atakują

Wykop Skomentuj82

Profesor Nałęcz, błyskotliwy doradca prezydenta Komorowskiego do spraw historycznej wagi, broni ministra Rostowskiego. Że to niby obecny kryzys zmusza go do nowelizacji budżetu, a gdyby nie ten kryzys, to ho, ho, ho! - budżet byłby zapewne na plusie, a my byśmy opływali w dostatki. Jednakowoż kiedy przez poprzedni kryzys przechodziliśmy suchą stopą, to minister Rostowski także nowelizował budżet i tu już jest poważna zagrycha. Właściwie to przez sześć lat ani razu nie utrafił z tym budżetem. Co rok, to jak kulą w płot. A może on jest po prostu jakiś maniak-nowelizator?

Premier Tusk jeździ po kraju i zapewnia policjantów, że oszczędności budżetowe ich praktycznie nie dotkną. Nasz szczery przywódca zadeklarował, że on nade wszystko umiłował bezpieczeństwo obywateli i zapowiedział szefowi MSW, że w kamasze go pośle, jeśli skrzywdzi materialnie choćby jednego posterunkowego. Na szczęście już wcześniej policja zdążyła zdementować informację, że koszt nowego logo wynosi miliard złotych, bo Tusk na pewno by pojechał po nich centralnie i po całości.

Ciekawe, jak premier będzie pocieszał wojskowych, bo już ogłoszono, że na nich państwo zaoszczędzi blisko 3,5 miliarda, co wynosi ponad 10 procent budżetu MON. Tymczasem wojsko również ma dbać o nasze bezpieczeństwo, może nawet więcej niż policja. Nie ma cudów - takie cięcie musi się odbić albo na bezpieczeństwie państwa, albo na żołnierzach. Gdyby było inaczej, to znaczy, że budżet obronny jest palcem na wodzie pisany.

Jednak MON zapewnia, że z powodu oszczędności nie ucierpią materialnie wojskowi i pracownicy cywilni; nie ucierpi modernizacja techniczna armii ani jej gotowość bojowa, ani wydatki socjalne. Oszczędności nie dotkną także kontyngentów wojskowych w Afganistanie i Kosowie. Minister obrony zarzeka się, że będą realizowane umowy już zawarte oraz zamówienia prorozwojowe w przemyśle obronnym. Będzie także kontynuowana reforma systemu dowodzenia. Wychodzi na to, że cięcia na prawie 3,5 miliarda będą dotyczyć wyłącznie generalskiego funduszu reprezentacyjnego, a w szczególności pozycji „Kobiety, wino i śpiew”.

Jakoś bez echa przeszedł tytuł informacji prasowej, że chłopaki Sławomira Nowaka od transportu „Zapomnieli dokończyć A1”.   Od 8 miesięcy bowiem nic się na tej autostradzie nie dzieje, ponieważ po bankructwie poprzedniego wykonawcy urzędnicy sławnej GDDKiA do tej pory nie mogą rozeznać się w papierach. Nikt nawet nie zna przypuszczalnego terminu ogłoszenia przetargu, nie wspominając już o terminie ukończenia prac. Jeszcze kilka takich numerów i sam resort Nowaka zaoszczędzi te 8,5 miliarda, które premier nakazał szukać we wszystkich resortach. Wojsko i policja mogą spać spokojnie, kiedy czuwa mistrz infrastruktury.

Niezrównany profesor Czapiński podpowiada czytelnikom Gazety Wyborczej, jak powinni czytać sondaże. Okazuje się, że żyliśmy w ciemnocie sądząc, że PiS rośnie, a PO spada. Nic podobnego – nikomu nie rośnie, wszystkim spada. Generalnie Czapiński zgadza się z Einsteinem – wszystko jest względne, sondaże także. Oszczędności budżetowe nie przełożą się na spadek poparcia dla partii Tuska, twierdzi Czapiński, gdyż wyborcom PO deficyt budżetowy niestraszny, dopóki go nie odczują w kieszeniach. Ale już chwilę potem dodaje, że PO sama się nie odbije w sondażach, dopóki nie zostanie przywrócony realny wzrost dochodów. Ciekawe, w którą stronę odbije Czapińskiemu, kiedy rząd w ramach oszczędności obetnie mu granty na te jego diagnozy społeczne.

Minister Rostowski zapewnił, że próg ostrożnościowy jest bardzo ważnym elementem ustawy o finansach publicznych, ale zostanie zawieszony. Kiedy bowiem ten bardzo ważny element będzie sobie wisiał, to minister będzie mógł prowadzić politykę antycykliczną zamiast procyklicznej. Natomiast premier Tusk jest zdania, że dzięki zawieszeniu progu ostrożnościowego będzie możliwa ochrona obywateli. Obaj niezłomni strażnicy budżetu są zgodni, że zadłużenie państwa na dodatkowe 16 miliardów, to jest silny impuls stymulacyjny. No, to przynajmniej wiadomo, dlaczego Grecy masowo wylegli na ulice. Dostali od swojego rządu tak potężny impuls stymulacyjny, że po prostu nie mogą usiedzieć w chałupach. 

Wykop Skomentuj82
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale