Blog
Serce ma swoje racje, których rozum nie jest w stanie pojąć
seaman
seaman There`s more to life than books, you know, but not much more.
290 obserwujących 1136 notek 3447226 odsłon
seaman, 1 września 2013 r.

Hołota, wata i miernota

Ktoś się żachnie, że przy niedzieli i to w dodatku 1 września zebrało mi się na pisanie o hołocie, ale czy to znamy dzień i godzinę, kiedy nam wena odpali? Nadchodzi chwila („nadejszła chwila”) i człowiek musi, inaczej się udusi. Ale mówiąc serio przeczytałem właśnie taką informację, że jakaś firma promująca sposoby odchudzania wykorzystuje zdjęcie zaginionej od 3 lat Iwony Wieczorek. No i właśnie pierwszą moją myślą na temat tej firmy było określenie „hołota”.

Na wszelki wypadek zajrzałem do internetowego słownika i podaję synonimy tego określenia – chamstwo, męty, motłoch, pospólstwo. Tak - pomyślałem sobie, utwierdzony w swoim domniemaniu - wszystko się zgadza, mamy do czynienia z hołotą. Owszem, ta konkretna hołota jest wykształcona, pachnąca dobrymi perfumami i wodami po goleniu, pod krawatami i garsonkami, zna trudne słowa i jest inteligentna ponad przeciętną miarę. Pracuje w modnej firmie reklamowej, często w eleganckim gabinecie, może ubiera się u Prady, zarabia masę forsy. Ale pozostaje hołotą, czyli mętem społecznym. To nie ulega wątpliwości.

Hołota zatem niejedno ma imię i postać, bynajmniej nie tylko obskurną i chamską, a nawet częściej gładką niż chamską. Takie czasy, chociaż to nie jest żaden precedens. 1 września 1939 roku niemiecka hołota napadła na Polskę. Była świetnie wyposażona, nowoczesna w każdym calu na owe czasy, najwyższa technika i myśl wojskowa najwyższej klasy. Tamta hołota miała wielkie tradycje, także w dziedzinie kultury i wszelkich nauk, nie wyłączając humanistycznych. W jej historii roiło się od wielkich poetów, muzyków i pisarzy, uczonych noblistów i romantycznych bohaterów. Ale cóż z tego? Dzisiaj największym pomnikiem niemieckiej kultury jest miejsce, które świat zna pod nazwą Auschwitz. I tak już pozostanie, być może po wsze czasy. Tak to bywa z hołotą, że zawsze z butów wyjdzie, jak słoma.

Media przypominają, że za kilka dni będziemy mieli pierwszą rocznicę słynnej rozmowy telefonicznej pewnego sędziego, Prezesa Sądu Okręgowego. Już sama nazwa piastowanego stanowiska brzmi nobliwie i wręcz budzi respekt. Ale cóż po tej nobliwości czy respekcie, skoro znowu mamy do czynienia z pospólstwem i miernotą? No, bo jak inaczej nazwać delikwenta, który przeświadczony, iż rozmawia z pracownikiem kancelarii premiera Tuska, dał pokaz podłej służalczości, wręcz gogolowskiej uniżoności i serwilizmu? Wysoki przedstawiciel trzeciej władzy, na co dzień aż do mdłości obnoszący się z rzekomą niezawisłością, płaszczy się w obrzydliwy sposób przed pierwszym lepszym urzędnikiem. W białym kołnierzyku pod sędziowską togą, wysoko wyniesiony w swojej profesji; wypucowany i wykształcony, ale po trzykroć hołota.

Poseł Jarosław Sellin udzielił się „Rzeczpospolitej” w wywiadzie. Na koniec takie stwierdzenie: - „Klasyczna polityka z ideami, wartościami i czytelnym programem nie umarła. Zabawa w postpolitykę to jest pomysł na jedną, góra dwie kadencje. Potem zostaje w rękach wata”. Jest sporo na rzeczy w tym określeniu. Ja bym nawet poszedł dalej i powiedział, że to mokra wata, bo w postpolityce jest także bezmiar wodolejstwa, czyli wody.

Weźmy jako przykład sztandarowe hasła i tematy rządu Donalda Tuska z kolejnych etapów walki o trwanie przy władzy. Jedno okienko, druga Irlandia, trzecia fala nowoczesności, cztery płaszczyzny inteligentnego rozwoju, siedem dźwigni...uff! A przecież mamy jeszcze i politykę miłości, jesienną ofensywę legislacyjną, nie róbmy polityki, Polska 2030, stymulacja budżetowa, konsolidacja finansów publicznych i tak dalej, i tak dalej...Potem jeszcze te wszystkie symulowane akcje, kastracja pedofilów, eksterminacja jednorękich bandytów, krucjata przeciwko dopalaczom, kołomyja ze związkami partnerskimi, wojna z kibicami, deregulacja, którą trzeba cofać...

A teraz, po półtora kadencji uprawiania tej postpolityki przez Tuska, ściśnijmy to wszystko razem, te 6 lat w garści i popatrzmy co nam pozostało po otwarciu dłoni? Jakaś bezkształtna grudka, strzępek niczego, mokra plama... Mniej niż zero, bo stracony czas liczy się in minus.

 

Opublikowano: 01.09.2013 13:42.
Autor: seaman
Skomentuj Obserwuj notkę Napisz notkę Zgłoś nadużycie
NEWSY - TOP 5

Ostatnie notki

Najpopularniejsze notki

Ostatnie komentarze

  • @Bialkowski  "Co do wyboru narzedzia, to wariat jest najlepszym z mozliwych" Nie, najlepszym z...
  • @cover  "...bo  ci  'od  zleceń'  to tacy  raczej  kształceni, nie ?? filmowi!" Ale...
  • @wiesława  "Bezpieczeństwo zleceniodawcy zapewnia szum medialny o "mowie nienawiści",...

Tematy w dziale