Nowy Minister Sprawiedliwości nie ma łatwego początku. Już zdążył wykazać się swoją niewiedzą na temat zasad działania prokuratury. Potem chlapnął parę zdań
o władzach Pakistanu, a teraz "zatroskani" dziennikarze "Polityki" po przeprowadzeniu zapewne rzetelnego śledztwa /mieli na to trochę ponad tydzień/ napisali o jego długach.
Na skutek tych wszystkich "olbrzymich" wpadek Ministra, Palikot poszedł w odstawkę, Niesiołowski wspinający się na szczyty swoich możliwości, w opowieściach o "trykociarach" i "małpiarni", też nie robi na nikim wrażenia, tylko wszyscy zastanawiają się jak to się stało że Czuma został Ministrem.
A tak naprawdę to co takiego złego ten Minister zrobił?
To co powiedział o rządzie Pakistanu, to czysta prawda. Zresztą podobne opinie wyraża wielu polityków na świecie.
To, że miał długi to też nie takie straszne. Połowa naszego społeczeństwa jest zadłużona, a w kontekście obecnego kryzysu nie wiadomo ilu będzie w stanie spłacać to co wzięło. Z informacji jakie przez cały dzień spływały wynika, że Czuma spłacił swoje zadłużenie, tak więc nie ma o czym rozmawiać, bo brak jest długu.
Mnie zdecydowanie bardziej przerażał Ćwiąkalski, który pełniąc obowiązki Ministra Sprawiedliwości nadal był pełnomocnikiem Stokłosy. Potem zamknął dostęp do zawodu młodym ludziom: nieorganizując naboru na aplikację sędziowską i prokuratorską / po raz pierwszy w historii/, a nabór na aplikację adwokacką przeprowadził, tak że ponad 90% nie zdało egzaminu / dziwnym trafem syn Ćwiąkalskiego odpowiedział na wszystkie pytania/.
Jakoś wtedy nie widziałem takiego poruszenia mediów. Nikt nie stawiał niewygodnych pytań, tylko wszyscy dopytywali się o śledztwo w sprawie laptopa Ziobry. A teraz "wybitni sędziowie Zoll i Safjan ubolewają jak to się mogło stać, że tak wybitnego ministra Tusk wyrzucił...
Czasem myślę, że coś jest na rzeczy w tej gadaninie o szarej sieci, układzie i itd...



Komentarze
Pokaż komentarze (1)