Mój głos w salonowej dyskusji nt. pewnego filmu, zrobionego przez b. znanego reżysera , na kanwie konkretnej historii i wystawianego do szalenie prestiżowej nagrody w kategorii języka barbarzyńskiego, brzmi następująco, czyli tak, jak u wszystkich salonowców innych. Na filmie nie byłem , filmu nie oglądałem. Sprawa ma się więc równie interesująco, co konstatacja, że w Indiach nie byłem, Indian nie widziałem; trudno zatem, bym wyrokował o ich barbaryzacji. Kinomaniak ze mnie szczególny, bo w kinie nudzić się nie lubię.
Szanowne towarzystwo salonowców płci wszelkiej pobiegło podobną do tej ścieżki dorgą , która jednak zawiodła na manowce, skąd najprościej przekroczyło granicę gromadnej śmieszności i w pewnej ilości, poszybowało dalej.
Jeżeli właściciel think tankietki i jego administracja, celowo rozdmuchali całą rzecz, to tylko i jedynie po to, by udowodnić, co było do okazania j.w.


Komentarze
Pokaż komentarze