Sławka znam całą wieczność, bowiem czas w sieci biegnie znacznie szybciej. Poznaliśmy się na pewnym forum DGP - dawno.
Trochę póżniej odnalazłem go na FB, już pod tym nazwiskiem. Od trzech lat proponuję mu założenie bloga tutaj ; przecież odbiór jego twórczości jest inny na fejsie, innym byłby ( zapewne ) w S-24. No to łaskawie zgodził się na promocję własnej twórczości. Zaufał. Dobre i to. Mam niezłomne wrażenie, że świetna , jeśli nie znakomita poezja - zupełnie inna, niż większość współczesnej, jakże minimalistycznej produkcji.
Proszę Państwa o uwagę i życzliwość. Warto.
Postaram się o następne TEKSTY , jeżeli wzbudzą zainteresowanie. Sławomir ma swoją stronę, nazywa się DARKSIDE.
=====================================================================================
Sławomir Różyc. Opowieści wilanowskie
------------------------------------------------------
Anuszka. Pieśń o wilanowskich przysiółkach
Rześko kreśli kółko pachnące rezedą
w koszuli słomkowej słońce z kapci wrześniem
pręży pierś z brodawek wypełnia jabłkami
ciepły trzeszczy dekolt czy sięgnie piąstkami
gdzie badyl ciemniejąc już w jesień się skrada
Osty drewniejące w szpilkowych koronach
myszom słońce z rosy woskuje futerka
opięte wspomnieniem porzeczek nie świeci
jednym płachciem w owoc zawiązane gładko
Słońce ! po dorzeczach na kokardzie liścia
Płynne trzpiotowate w kołnierzu w przestrzeni
lewie krąg zawieszam kropla z pierwszych palet
trawy osty słońce prostuję jaśminem
duszny smak rezedy nie przejmie w źdźbłach
dźwięku a i jaśmin lekko utoczę w bergeniach
Czerwień złocień w strugach lepka lemoniada
niesłodzona brzegiem przechodząca w karmin
w jednym pociągnięciu skrąglić nad Powsinem
jaśminem otworzyć w dźwiękach myszom pyszczki
z jakim się strzepują po kałużach wróble
27 lipca 2013. Maciejowice
####################################################
Sławomir Różyc. Księga Błękitnego Tamaryszka
I. Czajka.
Będzie z nami miesiąc pionowy, wyraźny
Wzdłuż nad tatarakiem toczy oprawiane
Kulki żurawiny to czy słońca topi
Zachodzące w wodzie czerwone i krągłe
Które nartnik kreśli łyżwą po jeziorze
Już od dawna czeka ten nie lotny snycerz
Metalem powleka w kitach tamaryszek
Dawno to spisane wieczorem to wrzosem
Ten wieczór rozstania kwiecistym obrusem
Zbyt parny aby w powietrzu utrzymać
Choć przysiadłe w sadzie lżejsze, nieroztropne
Który tam spod gruszy nad ziemią ukosem
Niesie się obraca rozczapierza lotki
Szczebiocząc zatacza wokół miejsc w ogrodzie
Do których na przemian pofrunie następny
Osobny do struga to do dłuta kręgiem
Jakie trzeba zebrać w skrzynkę przed zachodem
Który szlaki znaczy kroplą po obrusie
Nim piórko umoczy końcem w oczku wodnym ?
II.
Dziś nam do czereśni z ramion strącić oranż
wiatr się pewnie zerwie nim wypuścisz z dłoni
podobny stworzeniom żywym latający
w kolejności palców szal skrzydła otworzy
Prostując nad ziemią kaszmirowe sploty
od akwarel gęstszy kredą nie prześwieca
mniej w brawach zmienny niż w światłach poruszeń
to słońce gasnące na twoich powiekach
III.
Czemu cie nie widać ? Ten pomiędzy nami
Co twarzy nie krył w wysokich topolach
Pośród braci letnich lipcowy, nabrzmiały
Pod wieczór się słania w gorączce milczenia
On pierwszy dotknie rękojeści struga
Szlachetne drewno wyrobione dłonią
Pozna po omacku choćby zamknął oczy
Wpisze po gładkościach wzdłuż bukowych porów
Trącając o olchy niemal już w czerwieni
Bo listek każdy tam struna po strunie
Tutaj w zmierzch jak echo stąpa szpaków trelem
IV.
Pora do kuferka dobrzy przyjaciele
Najprostsze narzędzia – moi - chleb i wino
Czyszczone starannie bo czas miarę zmącił
Jutro ocalicie swych cichych od nowa
V.
Odwiedźmy porzeczki przy nich ćma się zbiera
samotnie się trwożą przez nie ruszą konie
grzywami zawieją olchy przed oczyma
jak tu ciemność dudni o porze zmierzchania
VI.
Czemu ja cie słyszę gdy szeleścisz w sieni
Foliową materią pudełkiem z kartonu
Jak mam cie odmienić ?
Jak masz poczuć słomę ?
W której zmierzch mnie łamie - szałwią - raz
Maciejką
VII.
Skryjmy się w fasoli nim z deszczu kopytem
błysną nad jeziorem jeszcze czajka brodzi
kiedy Noc prowadzi wierzchowce wysokie
szal czy może czajkę wprost z siodła nawleka
Jak ściegi ma z włosia tak spojrzenie z ściegów
przed czym nad skalniakiem prężne w ostrych kolcach
pod stójkami z płatków w taliach róże miękną
Czy to w szal zmierzchania czajka przeszywana
że ją kopytami w czerń konie w galopie
Czy słońce po olchach krwawi w żabich skrzekach
palcami drżącymi na wargach mi powiedz
Co krzyczy oranżem na twoich powiekach ?
1 marzec 2012.


Komentarze
Pokaż komentarze (4)