adam kadmon adam kadmon
623
BLOG

POETA RÓŻYC, PRZYJACIEL

adam kadmon adam kadmon Kultura Obserwuj notkę 4

Sławka znam całą wieczność, bowiem czas w sieci biegnie znacznie szybciej. Poznaliśmy się  na pewnym forum  DGP - dawno.

Trochę póżniej  odnalazłem go  na FB, już pod tym nazwiskiem. Od trzech lat proponuję mu założenie bloga tutaj ; przecież odbiór  jego twórczości jest inny na fejsie, innym byłby ( zapewne ) w S-24. No to  łaskawie zgodził się na promocję własnej   twórczości. Zaufał. Dobre i to.   Mam niezłomne wrażenie, że świetna , jeśli nie znakomita poezja - zupełnie inna, niż większość współczesnej, jakże minimalistycznej produkcji.

                       Proszę Państwa o uwagę i życzliwość. Warto.

                      Postaram się o następne TEKSTY , jeżeli wzbudzą zainteresowanie.  Sławomir ma swoją stronę, nazywa się   DARKSIDE.

             

 

 

=====================================================================================

 

                              Sławomir Różyc. Opowieści wilanowskie
                      ------------------------------------------------------

 

Anuszka. Pieśń o wilanowskich przysiółkach

Rześko kreśli kółko pachnące rezedą
w koszuli słomkowej słońce z kapci wrześniem
pręży pierś z brodawek wypełnia jabłkami 
ciepły trzeszczy dekolt czy sięgnie piąstkami 
gdzie badyl ciemniejąc już w jesień się skrada

Osty drewniejące w szpilkowych koronach
myszom słońce z rosy woskuje futerka
opięte wspomnieniem porzeczek nie świeci
jednym płachciem w owoc zawiązane gładko 
Słońce ! po dorzeczach na kokardzie liścia

Płynne trzpiotowate w kołnierzu w przestrzeni
lewie krąg zawieszam kropla z pierwszych palet
trawy osty słońce prostuję jaśminem
duszny smak rezedy nie przejmie w źdźbłach 
dźwięku a i jaśmin lekko utoczę w bergeniach

Czerwień złocień w strugach lepka lemoniada
niesłodzona brzegiem przechodząca w karmin
w jednym pociągnięciu skrąglić nad Powsinem 
jaśminem otworzyć w dźwiękach myszom pyszczki
z jakim się strzepują po kałużach wróble

27 lipca 2013. Maciejowice

####################################################

 

Sławomir Różyc. Księga Błękitnego Tamaryszka 
I. Czajka. 



Będzie z nami miesiąc pionowy, wyraźny 
Wzdłuż nad tatarakiem toczy oprawiane 
Kulki żurawiny to czy słońca topi 

Zachodzące w wodzie czerwone i krągłe 
Które nartnik kreśli łyżwą po jeziorze 

Już od dawna czeka ten nie lotny snycerz 
Metalem powleka w kitach tamaryszek 
Dawno to spisane wieczorem to wrzosem 

Ten wieczór rozstania kwiecistym obrusem 
Zbyt parny aby w powietrzu utrzymać 
Choć przysiadłe w sadzie lżejsze, nieroztropne 

Który tam spod gruszy nad ziemią ukosem 
Niesie się obraca rozczapierza lotki 
Szczebiocząc zatacza wokół miejsc w ogrodzie 

Do których na przemian pofrunie następny 
Osobny do struga to do dłuta kręgiem 
Jakie trzeba zebrać w skrzynkę przed zachodem 

Który szlaki znaczy kroplą po obrusie 
Nim piórko umoczy końcem w oczku wodnym ? 




II. 

Dziś nam do czereśni z ramion strącić oranż 
wiatr się pewnie zerwie nim wypuścisz z dłoni 
podobny stworzeniom żywym latający 
w kolejności palców szal skrzydła otworzy 

Prostując nad ziemią kaszmirowe sploty 
od akwarel gęstszy kredą nie prześwieca 
mniej w brawach zmienny niż w światłach poruszeń 
to słońce gasnące na twoich powiekach 




III. 

Czemu cie nie widać ? Ten pomiędzy nami 

Co twarzy nie krył w wysokich topolach 
Pośród braci letnich lipcowy, nabrzmiały 
Pod wieczór się słania w gorączce milczenia 

On pierwszy dotknie rękojeści struga 
Szlachetne drewno wyrobione dłonią 
Pozna po omacku choćby zamknął oczy 

Wpisze po gładkościach wzdłuż bukowych porów 
Trącając o olchy niemal już w czerwieni 
Bo listek każdy tam struna po strunie 

Tutaj w zmierzch jak echo stąpa szpaków trelem 





IV. 

Pora do kuferka dobrzy przyjaciele 
Najprostsze narzędzia – moi - chleb i wino 
Czyszczone starannie bo czas miarę zmącił 
Jutro ocalicie swych cichych od nowa 

V. 

Odwiedźmy porzeczki przy nich ćma się zbiera 
samotnie się trwożą przez nie ruszą konie 
grzywami zawieją olchy przed oczyma 
jak tu ciemność dudni o porze zmierzchania 


VI. 

Czemu ja cie słyszę gdy szeleścisz w sieni 
Foliową materią pudełkiem z kartonu 
Jak mam cie odmienić ? 

Jak masz poczuć słomę ? 
W której zmierzch mnie łamie - szałwią - raz 
Maciejką 




VII. 

Skryjmy się w fasoli nim z deszczu kopytem 
błysną nad jeziorem jeszcze czajka brodzi 
kiedy Noc prowadzi wierzchowce wysokie 
szal czy może czajkę wprost z siodła nawleka 

Jak ściegi ma z włosia tak spojrzenie z ściegów 
przed czym nad skalniakiem prężne w ostrych kolcach 
pod stójkami z płatków w taliach róże miękną 

Czy to w szal zmierzchania czajka przeszywana 
że ją kopytami w czerń konie w galopie 
Czy słońce po olchach krwawi w żabich skrzekach 
palcami drżącymi na wargach mi powiedz 

Co krzyczy oranżem na twoich powiekach ? 



1 marzec 2012. 

 

adam kadmon
O mnie adam kadmon

Jestem istotą czującą , która swoje przeżyła.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (4)

Inne tematy w dziale Kultura