Chciałoby się,aby w naszej krainie, obok popu, reliktowej kultury i kontr(gender)kultury , istniała jakaś KULTURA PUBLICZNA. Nawet pszenno-buraczana, bo to zawsze coś. Przecież, w 95 % wyszliśmy z łapci , o czym wstyd pamiętać - niektórym , chociaż do dziadków na wsi droga wciąż otwarta - już jej sołtys po południu nie zwija.
Niestety, stwierdza się istnienie monokultury buraczanej, którą w życiu publicznym dziś , uosabia druga osoba w państwie. Parlament, polska konstytuanta, nie jest miejscem fetowania osób, o których wiadomo ,że znane są z tego, że są znane i mają gwiazdy w usypanych tu i tam alejach.
Państowo USA ma historię o prawie 800 lat krótszą od od naszej, ale tam, nawet w najgłębszej prowincji jest duma z własnych wartości. Tam nikt nie wstydzi się tego kim / czym jest. Oni mają dumę, godność i przekonanie co do wartości, które reprezentują.
Na ich tle my jesteśmy małpy , z naszymi małpimi pretensjami do zewnętrznego świata.
Co w tych dniach dwóch ostatnich, było widać, słychać i czuć.


Komentarze
Pokaż komentarze