adam kadmon adam kadmon
233
BLOG

MOJE ZADUSZKI

adam kadmon adam kadmon Kultura Obserwuj notkę 2

odprawiam doroczne  misterum osobistej pamięci ponieważ z każdym dniem ubywa mnie samego czuję to   opowiadają  na szczęście nieliczne w moim domu lustra orzeka summa osobistych bólów dysfunkcji wyciekam jescze tylko wspomnienia osobistych śmierci przywracają ułamki chwil kojarzonych z osobami spotkaniami myślami z rozmową którą coś  kiedyś przerwało i tak nie dokończyło się biegnę myślą przecież  doprawdy  brak mi  pewności czy to co  uważam za osobistą pamięć jest jeszcze  prywatną wiarygodną  czy już tylko konfabulacją wyobrażni na temat nie wiem   niczego  nie jestem tak pewien jak tego że wciąż jeszcze chciałbym obudzić się jutro

umieranie rodziców odbyło się w  1995 wtedy w malignie w przeświadczeniu wygnania z domu w którym czuła się potwornie żle umierała matka wskutek nieleczonego raka  i w dwa tysiące czwartym gdy  umierał w moim domu  na nieleczonego raka  ojciec rak    konchy usznej wżerał  mu się  do środka czaszki  krok po kroku powodując potworne zniszczenia powodując utratę myślenia, utratę  uszu jednego po drugim  utratę czucia czasu  zatracenia tych wszystkich cech decydujących o człowieku gdy jest i gdy funkcjonuje mówił bełkotliwie niedorzecznie  majaczył podobnie jak matka  pewnej nocy przemówił we śnie  i to mną wstrząsneło bo  od wielu miesięcy nie brzmiał tak rozsądnie czytelnie  logicznie przemawiał do kolegi kolejarza oczywiście już umarłego zabrzmiał czystym sugestywnym głosem i po   kilku tygodniach odszedł we śnie domagając się papierosa którego nie mógł już utrzymać my troje  ja żona  córka spaliśmy obok  kiedy zobaczyłem jak    idzie śpiesznym krokiem wąską kładką rozciągniętą  w przękątnej naszej kotlinki jakoś wysoko ponad głowami gdzie masz  laskę stara cholero wrzasnąłem ale tylko  machnął energicznie  ramieniem   i pomaszerował tak jak już nigdy nie chodził i zniknął  i pobudziłem się wiedząc że nie żyje że umarł  więc  powiedziałem córce i żonie już to już a ona wspominała swojego ojca warsiawiaka z pragi  cwaniaka szoferaka bo kiedy  umierał na raka płuc to  łzy zeń wyciekły  najpierw dopiero potem   chciał   po dwakroć  zaczerpnąć powietrza i tak nam umarł i   w rodzinnym domu  mojej żony nadal trwał gwar wielu  przybyłych na tę oczekiwaną chwilę osób i dzieci biagały korytarzem w kuchni obok pokoju zmarłego na podwórze bawiły się dalej ksiądz zaszedł chyba godzinę wcześniej

szwagier mąż młodszej siostry mojej  małżonki zajechał po wypadku  na   rekonwalescencję chodził w  tym śmiesznym kołnierzu ortopedycznym założonym na śląsku skarżył się na ciągły ból towarzyszący gojeniu ale mówił też że  chciałby tutaj powrócić z tego  obcego śląska by umrzeć nie był kontent z życia jakoś mu się posypało między chceniem a doświadczeniem nie potrafił pogodzić wielu spraw po czasie jedynak wyrósł mu na  kryminalistę tego nie dożył tak się złożyło że  w weekend piliśmy trochę  gorzały  on wujek pszczoła i ja w nocy  do nas  przybiegł z wołaniem  ból się nasiła krzyczał  wywrócił się w  salonie przy kominku i  pomarł tak szybko żeśmy nawet nie zdążyli zadzwonić był zawał był wylew patrzyliśmy jak po agonii twarz mu sinieje robi się niemal czarna a na  wargach pojawił się  upiorny uśmiech no i zaraz przyszedł wujek pszczoła pochylił się nad nieboszczykiem i strzelił  go z liścia oni byli serdecznymi kumplami od zawsze wujek chrzestnym jedynaka wspomnianego był gnojka narkomana  i dilera posypało się życie szwagrowi  całkiem nie słusznie przecież pojechał na ten śląsk po nowe dobro po stabilność  po dobrą pracę i mieszkanie  i w zasadzie to miał ale mu się posypało więc   odszedł skąd chciał  w tych tarnowskich górach   fajową zostawił działkę  i murowaną daczę, a na tym kwawłku ziemi czosnek mu rodził ogromny w tym syfie ołowiu  pomieszanym z glebą i wodą tak więc nie  będę mogł podejść do kompa na zaduszki albowiem z wujkiem pszczołą młodszym szwagrem r. możliwe że z tadkiem listonoszem  pocelebruję te  pogńskie nasze zaduszki przecież  szczupłe grono dobrych  pijaków pogadać musi powspominać wyciągniemy  flaszki bo to już  będzie wieczór i przy płomykach lampionów świeczek i czego tylko napijemy się z kartonowych kubków po secie my po trzy krople na grobek osłonięci murem   kaplicznej ściany przed wiatrem i złymi spojrzeniami ciekawskich dla których wódki tam nigdy nie było nie ma i nie będzie  amen

adam kadmon
O mnie adam kadmon

Jestem istotą czującą , która swoje przeżyła.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (2)

Inne tematy w dziale Kultura