odprawiam doroczne misterum osobistej pamięci ponieważ z każdym dniem ubywa mnie samego czuję to opowiadają na szczęście nieliczne w moim domu lustra orzeka summa osobistych bólów dysfunkcji wyciekam jescze tylko wspomnienia osobistych śmierci przywracają ułamki chwil kojarzonych z osobami spotkaniami myślami z rozmową którą coś kiedyś przerwało i tak nie dokończyło się biegnę myślą przecież doprawdy brak mi pewności czy to co uważam za osobistą pamięć jest jeszcze prywatną wiarygodną czy już tylko konfabulacją wyobrażni na temat nie wiem niczego nie jestem tak pewien jak tego że wciąż jeszcze chciałbym obudzić się jutro
umieranie rodziców odbyło się w 1995 wtedy w malignie w przeświadczeniu wygnania z domu w którym czuła się potwornie żle umierała matka wskutek nieleczonego raka i w dwa tysiące czwartym gdy umierał w moim domu na nieleczonego raka ojciec rak konchy usznej wżerał mu się do środka czaszki krok po kroku powodując potworne zniszczenia powodując utratę myślenia, utratę uszu jednego po drugim utratę czucia czasu zatracenia tych wszystkich cech decydujących o człowieku gdy jest i gdy funkcjonuje mówił bełkotliwie niedorzecznie majaczył podobnie jak matka pewnej nocy przemówił we śnie i to mną wstrząsneło bo od wielu miesięcy nie brzmiał tak rozsądnie czytelnie logicznie przemawiał do kolegi kolejarza oczywiście już umarłego zabrzmiał czystym sugestywnym głosem i po kilku tygodniach odszedł we śnie domagając się papierosa którego nie mógł już utrzymać my troje ja żona córka spaliśmy obok kiedy zobaczyłem jak idzie śpiesznym krokiem wąską kładką rozciągniętą w przękątnej naszej kotlinki jakoś wysoko ponad głowami gdzie masz laskę stara cholero wrzasnąłem ale tylko machnął energicznie ramieniem i pomaszerował tak jak już nigdy nie chodził i zniknął i pobudziłem się wiedząc że nie żyje że umarł więc powiedziałem córce i żonie już to już a ona wspominała swojego ojca warsiawiaka z pragi cwaniaka szoferaka bo kiedy umierał na raka płuc to łzy zeń wyciekły najpierw dopiero potem chciał po dwakroć zaczerpnąć powietrza i tak nam umarł i w rodzinnym domu mojej żony nadal trwał gwar wielu przybyłych na tę oczekiwaną chwilę osób i dzieci biagały korytarzem w kuchni obok pokoju zmarłego na podwórze bawiły się dalej ksiądz zaszedł chyba godzinę wcześniej
szwagier mąż młodszej siostry mojej małżonki zajechał po wypadku na rekonwalescencję chodził w tym śmiesznym kołnierzu ortopedycznym założonym na śląsku skarżył się na ciągły ból towarzyszący gojeniu ale mówił też że chciałby tutaj powrócić z tego obcego śląska by umrzeć nie był kontent z życia jakoś mu się posypało między chceniem a doświadczeniem nie potrafił pogodzić wielu spraw po czasie jedynak wyrósł mu na kryminalistę tego nie dożył tak się złożyło że w weekend piliśmy trochę gorzały on wujek pszczoła i ja w nocy do nas przybiegł z wołaniem ból się nasiła krzyczał wywrócił się w salonie przy kominku i pomarł tak szybko żeśmy nawet nie zdążyli zadzwonić był zawał był wylew patrzyliśmy jak po agonii twarz mu sinieje robi się niemal czarna a na wargach pojawił się upiorny uśmiech no i zaraz przyszedł wujek pszczoła pochylił się nad nieboszczykiem i strzelił go z liścia oni byli serdecznymi kumplami od zawsze wujek chrzestnym jedynaka wspomnianego był gnojka narkomana i dilera posypało się życie szwagrowi całkiem nie słusznie przecież pojechał na ten śląsk po nowe dobro po stabilność po dobrą pracę i mieszkanie i w zasadzie to miał ale mu się posypało więc odszedł skąd chciał w tych tarnowskich górach fajową zostawił działkę i murowaną daczę, a na tym kwawłku ziemi czosnek mu rodził ogromny w tym syfie ołowiu pomieszanym z glebą i wodą tak więc nie będę mogł podejść do kompa na zaduszki albowiem z wujkiem pszczołą młodszym szwagrem r. możliwe że z tadkiem listonoszem pocelebruję te pogńskie nasze zaduszki przecież szczupłe grono dobrych pijaków pogadać musi powspominać wyciągniemy flaszki bo to już będzie wieczór i przy płomykach lampionów świeczek i czego tylko napijemy się z kartonowych kubków po secie my po trzy krople na grobek osłonięci murem kaplicznej ściany przed wiatrem i złymi spojrzeniami ciekawskich dla których wódki tam nigdy nie było nie ma i nie będzie amen


Komentarze
Pokaż komentarze (2)