... NIE wybiera się na pogrzeb innego kolegi, pokojowego noblisty. Doniosła o tym pewna gazeta, którą - co tu kryć, zaszczyca swą pracowitą weną, rymopis Warzecha. Owszem, na oficjalne uroczystości zjechali się do RPA Bush, Carter, Hollande , Sarkozy, wiceprezydent Chin Ludowych , Cameron z kniaziem Karolem Starym , nawet Radzio nasz jedyny, w całej ozdobie. Nie przybył nowy czeski premier, bo leń patentowany, a co do Zemana - ja nie wiem. No i oczywiście przyleciał latający Barack z amerykańskiego obozu, że o Raulu Castro nie wspomnę. Było nawet widać, jak ci obaj ostatni pościskali się publicznie, chociaż obyło się bez całusków i przytulanek .
Pan zaś LECH, swoją absencję usprawiedliwiał niekoniecznym stanem siedemdziesięcioletniego zdrowia. Tego samego zdrówka, które zupełnie niedawno, pozwalało mu rozkosznie pluskać się z młodymi syrenami , w basenach Florydy. Pewnie więc tylko z sobie znanych względów, huknął w blogu Wałęsy, fotkę onego z kielichem wina , krzepko ściskanym w słabującej dłoni. Zaiste : in vino veritas !
Tak to człek pracowicie czyni, co tylko może, aby skutecznie się odbrązowić.


Komentarze
Pokaż komentarze (5)