Temat w regionie już znany, ale sądzę, że jest to powód do akcji o charakterze ogólnopolskim. Oto Dyrekcja Ochrony Środowiska nakazała zlikwidowanie w trakcie czterech lat stada bizonów, które żyły sobie spokojnie w Kurozwękach od końca XX wieku. Powód jakiś bizon mógłby uciec i skrzyżować się z żubrem (samicą rzecz jasna), a to by popsuło stuletni wysiłek na rzecz odbudowy pogłowia żubra w Polsce.
Urzędnicy myślą w jakichś przedziwnych kategoriach. Sen z oczu spędza im to, że oto jakiś bizon przedrze się przez ogrodzenie, przebiegnie niezauważony przez nikogo pół Polski i posiądzie jakąś żubrzycę. No dobra – poniosło mnie, przepraszam – zbliży się w relacji intymnej do jakieś samicy żubra i popsuje nam rodzimy gatunek.
Koszmary senne rozumiem. Niejaki Joe Głodomór – bohater powieści „Paragraf 22”, miał takie co noc. Obawy – też rozumiem, każdy jakąś schizę ma. Wydaje mi się jednak, że rozwiązaniem jest nakaz wybudowania innego ogrodzenia (w końcu z ZOO – zgodnie z tym tokiem myślenia – może uciec wszystko, np. bawół afrykański i też się intymnie do samicy żubrzej zbliżyć), które uniemożliwi wyrwanie się bizonowi na wolniznę. Ba – nawet ochipowanie bizonów i ich całodobowy monitoring jest do wykonania, ale nie! Bo jesteśmy w Polsce – kraju bardziej porąbanym, niż to wynikało z dawnych żartów Zulu Guli…
Dopiero co walczyliśmy z zakazem pieprzenia w barach mlecznych. Teraz mamy zakaz pieprzenia bizonów w Polsce i to całkowity! Bo nawet jeśli zrozumieć, że w świetle prawa bizon z żubrzycą nie może. To zakaz pożycia bizona z bizonową jest doprawdy nieludzki (stado ma się zgodnie z urzędniczym nakazem nie rozmnażać).
Szczegóły w materiałach medialnych (np. Bizony na rzeź? i Bizon przegra z żubrem?).
Dla mnie chłopcy (nie napiszę panowie, panowie pieprzeniem bizonów się nie zajmują) – Regionalny Dyrektor Ochrony Środowiska w Kielcach Waldemar Pietrasik i Generalny Dyrektor Ochrony Środowiska Michał Kiełsznia powinni się pieprznąć w czaszki i to mocno.
A wszystkim, którzy jeszcze nie byli w Kurozwękach, serdecznie to miejsce polecam. Pamiętam, jak wyglądało dwadzieścia lat temu, wiem, jak wygląda dziś. A odrodziło się na grzbietach bizonów sprowadzonych w to miejsce w 2000 roku. Tak powstała jedna z najważniejszych atrakcji turystycznych regionu świętokrzyskiego. Przez piętnaście lat nie zagrażały żubrom. Za to cieszyły oko uczestników Safari Bizon, żyły sobie spokojnie na wolnym wybiegu i miały głęboko gdzieś żenujący poziom polityki w Polsce. Skoro bizony do polityki nie poszły – polityka przyszła do nich i to w najbardziej idiotycznym wydaniu, jaki jest możliwy.
P.S. Organizuje się obrona bizonów na Faecbook.com
Komentarze
Pokaż komentarze (14)