adam kadmon adam kadmon
379
BLOG

Witryna Poetów nr 25

adam kadmon adam kadmon Kultura Obserwuj notkę 8
 
 
 
 
 
 

                                                WITRYNA POETÓW NR 25

 

To przedostatnia w tym roku , odsłona Witryny Poetów. Z poczuciem satysfakcji , jaką nam przynosi jej ogromna poczytność w portalu Wirtualne Media pl , witamy się z naszymi Czytelnikami także i tu , gdzie sięga jej obecność. A pojawiamy się regularnie w trzech portalach społecznościowych. 

W przeddzień czynionych przez nas wyborów , które zapewne zdeterminują na pewien czas najbliższą przyszłość Polski , pozwalamy sobie przypomnieć sentencję filozofa BERTRANDA RUSSELLA , z którą trudno się nie zgodzić : 

” To smutne ,że głupcy są tak pewni siebie , a ludzie mądrzy tak pełni wątpliwości. "

 

 

Witryna Poetów nr 25

            LUDMIŁA JANUSEWICZ 

 

                   CHOĆ KAWAŁEK 

 

Chciałbym przez życie 

z tobą przejść choć kawałek 

kiedyś przy oknie z pelargonią 

powiedziałeś 

Stoję przy oknie zliczając nasze 

spacery po bulwarze statki i łodzie 

i myślę ile razy nazwaliśmy kolory 

morza na tej drodze 

 

 

                                                       ENTROPIA 

 

A kiedy spadnie 

już ze mnie 

sukienka ciała 

chcę się rozproszyć 

atomami 

w przestrzeni 

na zawsze 

niestała 

 

 

Witryna Poetów nr 25

                  WIKTOR SMOL 

 

WĘŻOWE JAJA w TRUFLACH Z SYROPEM KLONOWYM I DOMIESZKĄ 

CYNIZMU 

 

moje miasto przecina plątanina torowisk 

tramwaje niczym kukiełki pozapinane 

na stalowych sznurkach pajęczyn centrali 

z łoskotem mkną po krętych ulicach 

na zakrętach kołyszą jak kobiety w biodrach 

tramwaj jest pojemny 

domyka magię pożądania 

które trzeba brać na serio 

gdzieś zostało zapisane 

nie pożądaj żony bliźniego swego 

weź ją jak swoją 

kobiecie nie odmawia się 

podobnie jak pacierza 

na kacu nie wsiadasz za kółko 

samochodu którego sponsorem był tatuś 

co to urwał się z uwięzi tej krzykliwej kobiety 

dla której kiedyś łapał spadające gwiazdy 

i brodził w stawie jak ten pan z lektury 

mieszkam na wyspie 

bez problemu przekraczam granice 

stu mostów między dzwonnicami wiekowych kościołów 

z twarzą przyklejoną do szyby tramwaju 

w ludzkich twarzach szukam 

rozwiązania sensu bycia tu i teraz 

za plecami czuję oddech 

i ciężar zgłodniałych spojrzeń 

odkręcam głowę wkoło wszyscy tacy sami 

o kształtach i posturach przeróżnych 

stanowią jeden zbiór ludzi zabieganych 

zamyślonych rano zmęczonych wieczorem 

kładą się z ręką na pulsie dnia który minął 

bez większych wrażeń z kolejną dostawą 

nowych rachunków 

niedopowiedzenie w tekście jak w życiu pytanie 

czy spotkam tych ludzi pojutrze i jeszcze 

czy z kropki 

postawionej na końcu zdania 

zdołam wyjść by uciec poza własny nawias

 

 

  POBOŻNE ŻYCZENIA I MYŚLENIE O ZMATERIALIZOWANEJ SZTUCE 

 

Nie wiem, czy myśli mają skrzydła 

i nie wiem, gdzie podziewają się nocą. 

Kiedy rozmyślam o poezji, łapię się na tym, że mnie opływa. Skoro jest 

wszędzie dookoła mnie i jestem jej świadom, to raczej dobra nowina. Niby 

tak, ale nie do końca jestem tym faktem usatysfakcjonowany. 

Zupełnie czym innym jest poruszanie się w wielkim domu książki z 

możliwością oglądania ich obwolut, 

a zupełnie czym innym możliwość ich nabycia i wertowania karta po karcie do 

ostatniej strony, i powrotu, kiedy się tylko zapragnie. Podobnie sprawa 

wygląda w bogato zaopatrzonym sklepie z zabawkami i poruszanie się pośród 

tej krainy czarów dziecka, któremu wolno tylko patrzeć — broń Boże 

dotykać . 

Identycznie rzecz się ma w markecie, kiedy dorosły człowiek 

uświadomi sobie, że jest zewsząd otoczony wszystkimi dobrami, a nie może 

ich nabyć nawet drogą rat za zero złotych. 

A poezja? Skoro jest wszędzie i mnie zaledwie opływa, a w żaden sposób nie 

mogę nabrać z niej w dłonie nektaru tych zakodowanych magią liter, albo 

się w niej zanurzyć — uwiera niczym cierń, doskwiera, boli. To, z czym 

mogę się wirtualnie zetknąć, kursorem najechać na link i otworzyć, jest jak 

ciastko za szybą najwyśmienitszej w mieście cukierni.

 

 

Witryna Poetów nr 25

      ZYGMUNT JAN PRUSIŃSKI 

 

        ROZKWITAJĄCA MODLITWA 

 

Mogę zatrzymać czas 
w jednym przypadku całując cię pod klonami, 
odpędzić (złe duchy) jak powiadała 
moja babcia Katarzyna Sowińska z Parysowa - 
byłem jej ulubieńcem. 

Osiągam zaszczyty 
poniekąd wiedzą kruki że poetą jestem 
zbliżony i do księżyca i do ciebie, 
zachowuję się jak robaczek świętojański 
błyskam za twoim oknem. 

Czujesz obecność że jestem ci potrzebny 
zwiastowanie przybliża nadętość 
trąb grających – ta orkiestra, 
nie ma sobie równych – przyroda łączy mnie z tobą 
rozciągam przestrzeń miłości. 

Człowiek upragniony jest cukrem w ustach 
więc pod tymi klonami zachowuję 
mityczny rozkwit kobiety kochanej, 
mam z tobą plany swobodnej aspiracji 
uzupełniam treść z ogrodu. 

Bo być twoim ogrodnikiem 
to położyć ręce na słonecznym łonie… 

25.6.2015 – Ustka 

 

 

                                                          IDZIESZ BRZEGIEM… 

 

Jest jakaś cisza w tobie 
choć morze i w nocy falami się zbliża 
intonujesz swoisty zabieg 
czasem zapytasz tego co słyszy 
może go nie ma w pobliżu 
aczkolwiek istnieje na północy 
zapracowany by pisać 
o kobiecie z południa 
w wybranych miejscach stawia kropkę 
oczyszcza czas by nic nie zardzewiało 
co było krótkie a jednak zostało 
w księgach ziemi. 

Pojęty w uczuciu do kobiety 
opisuje złociste skrawki zbliżeń 
choćby ta jedna iskra czułości 
kiedy schylam się przed nim 
zareagował jakby chciał 
zerwać gałązkę bzu 
umocnił swoją męskość 
i podniecił nie wiedząc o tym 
a krawędzie jego duszy różowiały 
na styku wzruszenia 
tak dawno nie kochany 
zbliżyłam piersi. 

I to była poezja 
z nim nie jest inaczej 
rozbraja na swój sposób 
całuje stopy na brzegu plaży 
z wilczym apetytem śpiewa do księżyca 

o miłości niespełnionej tak do końca. 

 

 

27.6.2015 – Ustka 

 

                                                         OBEZNANIE UCZUĆ 

 

Może trochę pobędziesz ze mną 
morze kokietuje piasek - 
siedzisz kilka metrów od fali 
spokojne obezwładnienie 
urok się bawi nieprzytomnie. 

Ale jest pewna część zbawcy 
a moja część to co masz dla mnie. 

Nigdy nie ukrywaj uczucia 
zawsze bądź kobietą księżyca - 
to jest jedyny mój nocny przyjaciel. 

Były czasy że śpiewałem przy gitarze 
ujarzmiając płochliwą lirykę - 
wokoło stroiłem znaczenia zwarte 
kołysałem w dogodnym metrum 
bossa novę na poczekaniu. 

Żarliwe iskierki błogosławione 
świecił z nich blask narodzin - 
jakby sama czynność dotknięć. 

Zatem pozwól pomarzyć ujęciem 
że powrócisz w to samo miejsce. 

23.6.2015 – Ustka

 

 

Witryna Poetów nr 25

                   ADAM KADMON 

 

                         IMITACJE 

 

Wszystko można powtórzyć 

każdy dźwięk każde wzruszenie kolor 

pierwotny w świadomości smak i zapach 

każde niebo i piekło zmysłów 

Od tego są symulatory wrażeń 

coraz doskonalsze 

w imitacji 

czegoś czego już nie potrafimy 

odtworzyć w sobie 

na własną pociechę oraz po to 

by chwila trwała w nas 

nie zmieniona o jotę 

na podobieństwo i obraz genetycznej 

pamięci 

z tej czerpiąc 

czasem ktoś przemawia w umarłych 

językach 

 

 

                                           RÓWNONOC 

 

Noc zimna 

pulsująca lodem 

Bezlistne cienie zaglądając 

do okien 

opowiadają do snu 

splot kolejnych miłości 

o których zapomnisz 

z brzaskiem 

pierwszego tramwaju 

dusza 

Cóż ona zasiądzie 

w wymoszczonej 

klatce urojeń 

 

 

Witryna Poetów nr 25

Użycie w przypadku tego poety słowa DESER tutaj , byłoby najmniej niefortunne , bo to twórca tragiczny , jak mało kto uwikłany w rzeczywistość wrogą duchom niepodległym. Wątek jego osobistej tragedii , rozpaczy , sprowadza na pamięć TRENY Jana Kochanowskiego. 

 

       WŁADYSŁAW BRONIEWSKI 

                      1897 – 1962 

 

 

                                                ANKA

 

Aniu, mówię na głos, ale cichutko, bo tak mi lepiej, 
żeby się myśl najczulsza nie umknęła, 
Aniu, już prawie rok, jak idą ślepi, 
za tobą, któraś mi się umknęła. 

Mówię na głos cichutko, cichuteńko, 
żeby Ewa nie usłyszała: 
stąd bliziutko, zamknięte okienko, 
mogę przysiąc, że nie będzie słyszała. 

Aniu, my stąd, z Juraty, 
wybieraliśmy się Rzeką Wisłą 
w światy, a może w Zaświaty, 
no i nic z tego nie wyszło. 

Anulu! Od kiedy ciebie nie ma, 
podjąłem tym groźniej, tym śmielej 
poemat, 
z którego będzie Wesele! 

Na naszej ziemi nie będzie Hiroszimy, 
będą tańczyły topole i wierzby, 
płockiej zimy my się nie boimy: 
popłyną szkockie jesienne zmierzchy. 

O tej Wiśle ja nie powiedziałem 
tobie tego, com pragnął, 
ale wierz mi, że naręczem całem 
tobie wiersz by się ugiął i nagnął, 

tobie będą sprawy się działy, 
ty byłaś dla nich, 
tobie będą słowiki śpiewały 
w każdych doznaniach. 

Zawsze pierwsza, choć nieżyjąca, 
choć taka na pozór daleka, 
jedyna spośród tysiąca - 
a ojciec czeka… 

 

 

                                                OBIETNICA 

 

Córeczko moja daleka, 
pusto, pusto koło mnie, 
serce krwawi i czeka, 
ono nie umie zapomnieć. 

Umarłaś, lecz niezupełnie: 
nadal razem się trudzim. 
Com ci obiecał — spełnię: 
wiersz mój odniosę ludziom, 

by dawał pokój i światło, 
miłość, nadzieję, radość, 
choć niełatwo, córeczko, niełatwo 
nieść wiersz i pod nim upadać… 

Ta noc straszliwym ptaszydłem 
siadła na mnie i kracze. 
Oberwę, oberwę jej skrzydła, 
wyrwę się, wyrwę rozpaczy. 

 

 

                                                               Anka, 1956 

                                                         NADZIEJA ( 1956 ) 

 

Anka, to już trzy i pół roku, 
długo ogromnie, 
a nie ma takiego dnia, takiego kroku, 
żebym nie wspomniał o mnie: 

o mnie, osieroconym przez ciebie, 
i choć twardość sobie wbijam w łeb, 
nie widzę cię w żadnym niebie 
i nie chcę takich nieb! 

Żadna tu filozofia 
sprawy tej nie zgładzi: 
mojej matce, mojej siostrze było: Zofia, 
i jakoś czas na to poradził. 

A ja myślę i myślę o tobie 
po przebudzeniu, przed snem… 
Może ja jestem coś winien tobie? — 
bo ja wiem. 

Na Powązkach ośnieżona mogiła, 
brzozy coś mówią szelestem… 
Powiedz, czyś ty naprawdę była, 
bo ja jestem… 

 

 

                                                 BAUDELAIRE 

 

Chciałbym, żebyś szła 

pod wiotką parasolką, 
ulicą jesienną 
pełną drzew 
nagich, 
ale jakże pięknych. 
Takimi ulicami 
chodził Baudelaire 
i myślał, 
czy na jutro 
będzie miał wiersz 
dla matki 
i dla kochanki… 
I dla chleba. 

adam kadmon
O mnie adam kadmon

Jestem istotą czującą , która swoje przeżyła.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (8)

Inne tematy w dziale Kultura