Wszystkie kobiety na scenie nekropolitalnej
w ich przechodnim marszu od grobu
do grobu od wspomnień do potknięcia
o dawno niewidzianych przyjaciół są
niebywale piękne widać kwitną
żyjąc listopadem słonecznej jesieni
Coś w sylwetkach erotyczny promień
żywy taniec duchów niezapomnianych
po nigdy bo na wyciągnięcie ręki
Podążaj wraz z nimi melodio nie nie
milcz
Powiedziałem Elu nad jej bliskich grobem
przytul się wysłuchaj jeszcze moje serce
bije w miarę rytmicznie
tańcząc na twój widok
Zaprawdę nie pożądam ciebie widzieć
w kaplicy moich wiejskich stworzeń
Mnie wyprostuje historia poezja i luz
ciebie być może krótkotrwały wyrzut
Elu z ulicy Kopernika z przyjaźni
nigdzie nie ma dalszego dystansu
Wybaczcie moi bliscy żyjący
w artefaktach wspomnień
że was wołam wieczorem w moich rąk
od Boga ciepło
JAK KAŻDY TYTUŁ
świecie mój otulony pomorską rustyką
tu czas nie pogania czekając od zmierzchu
w świtanie
tak za dniem dzień wewnątrz kokonu którym
chronię się przed ponadkrwistością podmiotu
lirycznego poezji tyleż zuchwałą co smętną
świecie mój we wszystkich motywach szarości
już ciebie dawnego nijak nie pamiętam
czasu tamtego tamtych przestrzeni i aktów
na trzy spusty do wywołania zamkniętych
trzeba z młodymi naprzód iść
a po co
ich także dopadnie nostalgia postępującej
przeszłości niczym zawodzenie nerek
na szańcach kolejnego wybryku
proklamowanej siwizny tak właśnie jest
kamienie milowe przemienić w grubo ciosane
krzyże osobiste pokutne
trzeba je szlifować z wyczuciem aż
poza mgłę w niedokończony horyzont
( z mojego SZALBIERZA WERSÓW )


Komentarze
Pokaż komentarze (19)