Sir Winston Sir Winston
714
BLOG

Brednia multikultu i kultu imigracji

Sir Winston Sir Winston Polityka Obserwuj notkę 32

Pierwsi byli Włosi.
Tak, to nie Turcy pierwsi masowo imigrowali do Niemiec, było nie było – obecnej centrali Eurorzeszy – lecz właśnie Włosi. Dziś to w ogóle nie byłaby imigracja, tylko „przemieszczanie się” w granicach Układu Schengen, ale naonczas nic takiego nie obowiązywało, dlatego ubodzy Włosi „emigrowali” do bogatych Niemiec zakładać włoskie restauracje, a głównie – do roboty przy taśmie i wywożenia śmieci. Bodaj milionowy dostał swego czasu w prezencie motorynkę. Wtedy to się nazywało vespa.

Prawie nikt dziś o tym nie pamięta.
I to jest oczywiste, dlatego że nie wynikły z tej wędrówki większe problemy. W końcu poza pewnymi różnicami między dwoma zachodnimi narodami prawie wszystko miały one wspólne...
Ja wiem: różnica mała, ale decydująca, tak jak przy „prawie wszystkim wspólnym” te 3-procentowa różnica między genomem ludzkim a genomem drożdży.
No więc, tak: różnica niby to niewielka, ale decydująca, ostateczna i nie do pokonania, można się jednak zasymilować, czyli poddać Leitkultur, ale i wrócić do siebie. Także kolejne pokolenia mogą wrócić; pewnie że nie bez bólu; ani w tę, ani wewte. Czy ktoś obiecywał, że będzie łatwo porzucić swoją ziemię?
Z Schengen czy bez Schengen, każdym razie różnica między wędrówką Włochów a przeprowadzonym niedługo potem masowym importem Turków do Niemiec była zasadnicza. Co ja mówię, zasadnicza: fundamentalna! galaktyczna!
Po pierwsze rozbiły się wówczas na Zachodzie obozem cywilne dywizje ludzi, którzy z fundamentów świata, który właśnie zdobywali, cenili jedynie dwie: pieniądz i technikę. Jednon i drugie zamierzali zresztą posiąść, a wszelkie inne elementy tego świata mieli – i generalnie nadal mają – w du... żym poważaniu. Jak ktoś mi zaraz zacznie opowiadać o tureckich celebrytach na kanałach niemieckiej telewizji albo o stuletnim tureckim wniosku o przyjęcie do Unii Europejskiej, zacznę krzyczeć.
Ale i Turcy to betka w zestawieniu z całą resztą desantu, jaki Okcydentowi zafundowała zagnieżdżona w nim horda lewizny, generalnie z obozu mieńszewików. Szmacąc język polityczną poprawnością, naprodukowali tysiącami bałamutnych sloganów typu żaden człowiek nie jest nielegalny czy islam – religia pokoju albo wzbogaca nas multi-kulti. Lista może być kontynuowana właściwie bez końca, nie ma sensu pytać o jej długość, bo to jak pytać o pojemność lejka. Oni sami z siebie nigdy nie przestaną wytwarzać środków, które niszczą łacińską, chrześcijańską kulturę... mógłbym napisać po prostu Kulturę, the Kulturę, bo jedna tylko stworzyła współczesny świat. Nie żadne hindu, nie chińskie koturny i nie Japonia, nie mówiąc już o szatańskiej antykulturze sowieów.
To chrześcijańska Europa stworzyła samą siebie, Ameryki, Afrykę – nie tę plemienną w glinianych chatkach, lecz tę, która podąża na ile daje radę za Zachodem... ale i daleką Azję mimo jej odrębności; to oni mniej czy bardzie udatnie imitują przecież Zachód, a nie odwrotnie.
Wróćmy do naszych baranów.
Mamy pośród nas – w Polsce mniej niż za Odrą i dalej, ale poczekajmy na rozwit europejskiej polityki azylowej – miliony ludzi, którzy nas nienawidzą i jak najgorzej nam życzą. Ci najbardziej świadomi swojej odmienności myślą o przejęciu całości tego wszystkiego dla siebie, ci bardziej ugodowi chcieliby swoje mentalne (ale jak najbardziej fizyczne) archipelagi odmienności, w którą nie wolno ingerować. Nie dostrzegają powodów, by uznać się za mniej uprawnionych do własności dóbr tego świata, świata chrześcijańskiej Europy, niż ci, którzy za swymi ojcami i dziadami ją tworzą. Jest to nieporozumienie równie zasadnicze, jak i mylenie obywatelstwa z narodowością. I tak archipelagi obcości okazują się archipelagami wrogości i rozszerzają się jak zakaźny liszaj a ich wrogość coraz bardziej staje się ich cechą konstytutywną.
To nie wróży niczego dobrego; już nie na żadną dłuższą metę, to wieszczy zło na dzisiaj. Nie chodzi o to, by wszystkich poddać ekstradycji, bądźmy na tyle sprawiedliwi, by docenić tych, którzy przybyli tu i starają się być na cudzej ziemii lojalnymi poddanymi gościnnego króla (także tego nieistniejącego, nie ma wszak państw bez suwerena). Jest jednak dość przykładów osób nie kryjących się ze swą wrogą wobec nas postawą. Dlaczego nie wypowiedzieć im gościny?
Dziś, lecz obawiam się, że już na niedługo, jest to pogląd dla co poniektórych ekstremalny, pewnie znajdzie się i taka lewizna, która zacznie wrzeszczeć, że to mowa nienawiści (kolejne szatańskie prostytuowanie języka). Takim wolno tekst ten przeczytać, nawet wielokrotnie, ale otwierać się poniżej nie wolno. Przyjmuję tylko wypowiedzi po fazie myślenia.
Do czego by to porównać?? Może tak: Gdzieś w wiekach średnich, gdzieś w warownym grodzie, gdzie – bywa – za obronnymi murami także mieszkańcy okolic znajdują regularnie schronienie przed nękającymi ich rabusiami, podjazdami z dzikich pól i oczywiście – otwartymi najazdami wojsk, zdarzają się także wędrowcy bardzo egzotyczni. Jaką szansę miałby jednak w nim pomieszkać przybysz, demonstrujący przywiązanie do zdeklarowanych wrogów miasta, lżący jego wiarę i tradycje i który wraz ze swymi krewnymi dopuszczałby się od czasu do czasu napaści a to na kleryka, a to na kramarza, a to na rycerza z załogi obronnej?
Toż takie rzeczy karze się na gardle! Miałby szczęście nikczemnik, gdyby go tylko za mury wypędzono, bez prawa powrotu.
Z drugiej strony trzeba sobie zadać przeciwne pytanie: Jakie szanse miałby poistnieć gród, który takich „gości” by do siebie zapraszał, a nawet – kosztem swoich – hołubił?
Proszę mi – z góry uprzedzam – demografią głowy nie zawracać, bo i to nic, jak tylko nikczemne lewe kłamstwo. Gdyby ktoś chciał TEN problem rozwiązać, to ułatwiłby posiadanie dzieci własnym narodom, najlepiej zmniejszając łupienie rodzin podatkami, zamiast wyrzucać krocie na „integrację” i „zrównywanie szans”.
Naszych dzieci nie trzeba będzie integrować, wystarczy pozwolić im się rodzić, a one już same sobie poradzą nie gorzej od rodziców i dziadków, którzy dla nich tworzyli ten świat, a nie dla tych, co zechcą przyjść go splugawić.
Na razie zdarzają się pojedynczy harcownicy.
Badają nas walką. Ale to początek czegoś, co już się zaczęło i samo się nie zatrzyma.
Sir Winston
O mnie Sir Winston

Large Visitor Map Wszystkie wypowiedzi w tym blogu stanowią osobistą i subiektywną opinię autora, który nawet sam uznaje się w POlskiej rzeczywistości za osobę spoza kręgu rozumnych. Młodym, wykształconym, z wielkich miast zaleca się niezwłoczne przełączenie na onet lub serwis informacyjny rządu - przynajmniej będzie się można poczuć jak jedna wielka rodzina. "Człowiek, który przypisuje sobie prawo posiadania własnego zdania na jakiś temat, nie zadając sobie uprzednio trudu, by go przemyśleć, jest doskonałym przykładem owego niezmiennego i absurdalnego sposobu bycia człowiekiem, który nazwałem masą"

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (32)

Inne tematy w dziale Polityka