Siukum Balala Siukum Balala
103
BLOG

Przy barze o psie

Siukum Balala Siukum Balala Społeczeństwo Obserwuj notkę 5

image

Grassmarket

Każda brukowana uliczka starego Edynburga skrywa jakieś historie, jakieś tajemnice. Potykamy się o nie maszerując przez Grassmarket, choć możemy potykać się i w znaczeniu dosłownym z uwagi na liczne puby, których tu jest wyraźna nadreprezentacja. Historię napotkamy drapiąc się najbardziej stromą, ale i najbardziej kolorową ulicą Edynburga, czyli West Bow.

image

West Bow 

Dalej jest jeszcze bogaciej. W muzeum medycyny przy Nicolson Street też dowiemy się sporo o dokonaniach XIX wiecznej chirurgii, ale i o sprawach, których niechcielibyśmy oglądać. W muzeum edynburskiego uniwersytetu też pare interesujących artefaktów. To są jednak bardzo mroczne historie, a ja staram się szukać jaśniejszych stron ludzkiego bytowania. Staram się przemieszczać po jaśniejszej stronie ulicy.

image

Edynburg.Zamek 

Dlatego z Grassmarket skręcam w wąską uliczkę Candlemaker Row. W czasach kiedy ludzie nie płacili takich wysokich rachunków za prąd, jedynymi dostawcami światłości byli rzemieślnicy zajmujący się - jak sama nazwa ulicy wskazuje - wyrobem świec. Candlemaker Row zaprowadzi nas prosto do kościoła i na cmentarz franciszkanów.

image

Na szczęście po drodze jest pub, więc i diabłu ogarek od Candlemakera się należy. Na cmentarz jeszcze przyjdzie czas. W pubie Greyfriars Bobby - po dwóch pintach Tennent's Lager - potkniemy się o niezwykłą historię psa z Edynburga. Pies to jedyna na świecie istota zdolna do takich samych zachowań jak człowiek. Do altruizmu, do bezgranicznego, bezinteresownego poświęcenia, wierna do grobowej deski, służąca swemu panu zawsze i w każdych okolicznościach. Oczywiście, tak jak i człowiek, potrafiąca kąsać.

image

Bobby z Edynburga nie był zwykłym Skye Terrierem, Bobby był zwykłym gliniarzem pracującym dla edynburskiej policji. Każdej nocy wraz ze swoim partnerem Johnem Grayem przemierzali Edynburg wzdłuż i wszerz zwalczając zbrodnię, występek, prostytucję i wszelkie zło jakie pleniło się wówczas na edynburskich ulicach. Każdej nocy chodzili na patrole noga w nogę, a może raczej noga w łapę. John Gray postukiwał podkutymi butami a Bobby sunął bezszelestnie z nosem przy ziemi. Po dwóch latach od pierwszego patrolu John Gray umiera na gruźlicę. Bobby nie może znaleźć sobie miejsca, jest jakiś nieswój. Po kilku dniach odnajduje grób partnera na cmentarzu franciszkanów przy Candlemaker Row. Siada przy grobie i czeka, zbliża się wieczór, trzeba wyruszać na patrol. Służba nie drużba. Będzie tak siedział przez 14 lat. Bobby nie rozumiał pewnych rzeczy, był niestety tylko psem. 

image

Próby przepędzenia Bobby' ego przez administratora cmentarza nie na wiele się zdają. Każdego wieczora Bobby wraca i czeka na przyjście swojego partnera, więc James Brown, ogrodnik opiekujacy się cmentarzem, rad nie rad, przejmuje dodatkowo opiekę nad Bobbym. Karmi, pozwala odwiedzać przyjaciela, wreszcie stawia przy grobie Graya budkę dla Bobby'ego. Teraz jesienne, edynburskie szarugi nie będą już tak dokuczliwe. Informacja o niezwykłym psie dociera do mieszkańców Edynburga, sława i szacunek dla psa rośnie, wikt otrzymuje w pobliskim pubie. Tu gdzie i ja się czasem stołuję piwem. Wreszcie Lord Prevost ( burmistrz ) Edynburga wciąga Bobby'ego na miejski etat wreczając mu obrożę z numerem, biorąc tym samym psa w opiekę. Obrożę Bobby' ego można obejrzeć w muzeum w Edynburgu.

image

 Bobby odchodzi do swojego przyjaciela 14 stycznia 1872 roku. Od razu powstaje problem z pochówkiem, nikt nie wyobraża sobie, że Bobby mógłby spocząć gdzie indziej, niż u boku swojego przyjaciela, co z powodów kanonicznych jest oczywiście niemożliwe, nie grzebie się psów w poświęconej ziemi. Znaleziono jednak wyjście salomonowe. Miejsce między bramą, a cmentarną kaplicą, jakieś 35 yardów od grobu Graya, to teren niepoświęcony i tam zdecydowano się pochować Bobby'ego. Miejsce pochówku okazało się bardzo fortunne, bowiem dziś na Greyfriars Kirkyard, grób Bobby'ego łatwo odnaleźć, nie tylko dlatego, że zawsze leżą tam świeże kwiaty i nie tylko dlatego, że zawsze stoi tam jakaś wycieczka wysłuchująca z przejęciem historii o niezwykłym psie Bobbym, wiernym Skye Terrierze z Edynburga.

image

Dotknięcie nosa przynosi podobno szczęście. 

image


image


image


image

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (5)

Inne tematy w dziale Społeczeństwo