Walka o przywrócenie w Polsce prawdziwej demokracji prowadzona - w stylu wygłodzonej charcicy - przez Joannę Szczepkowską, mnie za bardzo do gustu nie przypada. Bo wiem, że to nic nie zmieni.

Wszak mimo ogłoszenia przez tą panią końca komunizmu w dniu 4 czerwca ja ciągle doświadczam tego samego co dwaj bohaterowie filmu Stanisława Barei " Co mi zrobisz jak mnie złapiesz " Dla mnie PRL trwa. Z tą różnicą, że nie wysiadam z kolejki na Ochocie. Bo ja to mam do Londynu naprawdę dobry dojazd. Budzę się o 15:00. Rozbieram się bo o 11:00 mi się nie opłacało. Nie muszę się golić, bo goliłem i kąpałem się w zlewie na Stansted. Zmieniam koszulę. I tak. Jem kolację, nie łapię PKS-u, bo od 15 - tu lat nie jeździ, nawet przepełniony. Z Tłokowa jadę rowerem do Jezioran. Łapię mleczarkę z Lidzbarka na Track, bo mleczarstwo ma szybki transport, inaczej mleko się zsiada. Potem łapię " 2 " na Partyzantów i o 17 jestem na dworcu PKP w Olsztynie. Jem na śniadanie kebaba, nic innego się nie opłaca, bo jest drogo i o 17:40 mam transport na lotnisko w Szymanach.

W Szymanach jem obiad, kupuję w bezcłowym wino, bo w samolocie się nie opłaca. I o 21:00 odlatuję na Stansted. O 22:30 jestem na Stansted. Przechodzę kontrolę paszportową i kładę się obok " Bootsa" bo mają miękkie leżanki bez pałąków. Nie rozbieram się bo mam nową kurtkę i buty z " Ali Express " Stać mnie. Śpię do momentu kiedy w kebabach zaczynają zdejmować krzesła ze stołów, strasznie przy tym hałasując.

Oni śpią na miejscu w swoich domach kupionych za niezwykle tanie kredyty w czasach " żelaznej lady " i nie rozumieją ludzi, którzy nie śpią, by spać mógł ktoś. Oni chyba nie rozumieją tego co chciał przekazać im William Szekspir. Nie ten alfabet, jak rzekłby Donald Tusk... i nie cyrylica. I tak. Idę do łazienki, rozbieram się do pasa, myję się. Myję zęby jeśli zachodzi taka konieczność, jeśli zachodzi konieczność to się również golę i o 5:45 łapię Stansted Express na Liverpool Street, przesiadam się na metro Elizabeth Line i za 8 minut jestem w robocie. Pakistańczyk mnie wita z serdecznym uśmiechem, bo wie, że jestem obowiązkowy, a mając dodatkowo dobry dojazd z Jezioran do Londynu to do pracy zawsze zdanżam.

Myję naczynia przez 3 dni, a w piątek znowu mam samolot do Szyman za 65 PLN. Śpię na pięterku nad kebabem i tak mi się lepiej opłaca, bo pokój w Londynie za tydzień to ok 300 funtów. A dwa bilety z Szyman i z powrotem to 130 PLN. To mi się bardziej opłaca. I tak - jak wspomniałem - w piątek mam ze Stansted powrotny do Szyman. To za dwa płacę 130 PLN. Szwagier pracuje w lesie na Kurpiach to mnie do Biskupca zabiera z metrami, bo transport drzewny jest najszybszy, inaczej kora z drzew odpada, drewno wysycha i są straty bo się waga nie zgadza. A z Biskupca to już prosto.

Karetka pogotowia jedzie na dyżur do Jezioran, zabieram się z nimi bo znam Waldka i dalej znowu prosto. Pogotowie ma najszybszy transport, inaczej ludzie mogą umrzeć. Biorę rower. Jadę do domu, nie rozbieram się, nie jem kolacji bo jadłem na Stansted o 3 AM. Po powrocie nic mi się już nie opłaca. Śpię twardo, budzę się o 15:00, jem śniadanie, nie golę się, biorę rower i w Londynie jestem o 22:30.
To po co ta przekwitła idiotka zwalcza system, który każdemu dostarcza satysfakcji umożliwiając szybki i bezkolizyjny dojazd do pracy ?




Komentarze
Pokaż komentarze (17)