
Odwiedzający mojego bloga wiedzą, że jestem wielkim admiratorem obecnego premiera - dwojga imion - Donalda Franciszka. Staram się jak mogę, na ile pozwala mi posiadana wiedza, objaśniać pisoskim, zakutym łbom, meandry politycznej myśli i niemiecką logikę premiera tysiąclecia. Nosiłem się nawet z zamiarem - idąc za przykładem Trzaskowskiego - założenia strony, która wspierałaby działania rządu. Tylko weź tu wymyśl chwytliwy tytuł, kiedy istnieje już domena " Sok z buraka ", stworzona przez dwugodzinnego prezydenta. Ciekawym byłoby sprawdzenie, czy doszło do niewłaściwego policzenia głosów i ta 2 - godzinna prezydentura była ze wszechmiar zasłużona. Nie tracę jednak nadziei, może coś kiedyś przyjdzie mi do głowy, a póki co pracuje co sił i uwijam się za dwóch. Obecnie wziąłem na warsztat tzw. złe języki. W sieci pojawiają się sugestie, owych złych języków, że obecny rząd to kontynuacja Gangu Olsena, bo za co by się nie wzięli to wszystko spier...dolą.

Rzecz należało sprawdzić u źródła, sprawdzić czy Gang Olsena działa w Kopenhadze, czy może przeniósł się w Aleje Ujazdowskie. Złapałem przeto pierwszy nadarzający się samolot do Kopenhagi i sprawdziłem rzecz na miejscu.

Dobrych wieści nie mam. Wygląda na to, że Duńczycy poradzili sobie z przestępczością, której źródłem był Gang Olsena. Zdaje się, że w oparciu o franczyzę działa jego odpowiednik w Warszawie, bo za co by się nie wzięli to wszystko spier...dolą. W Kopenhadza zaś porządek, nie ma złodziejstwa.

Taką ilość rowerów można spotkać jedynie w Amsterdamie. Łatwiej być potrąconym przez rower niż przez samochód. Nikt tego nie mocuje do stojaków, nikt tego nie kradnie, choć - z mojego polskiego punktu widzenia - aż się prosi. Nawet przed duńskim parlamentem, a wiemy że w każdym parlamencie zasiada spory odsetek złodziei ( vide poseł Król z KO, czy skazany nieprawomocnym wyrokiem poseł Gawłowski, również z partii jak wyżej ) nawet tam rowery luzem i nikt nie kradnie.

Przed duńskim parlamentem
Tylko po co kraść rower jeśli ma się rower ? na dwóch rowerach to nawet zaprawiony w bojach sowiecki sołdat jechać nie potrafi. Wygląda na to, że w Danii wypełniają się idee Marxa, każdemu według jego potrzeb i zdolności. Byłeś u I Komunii, masz zdolności i potrafisz utrzymać równowagę na dwóch kółkach. Buch ! i masz rower. Tak to działa w Danii, każdy ma rower, choć nie wszyscy byli u I Komunii. Większość też ma zegarki, dzięki temu, że Armia Czerwona dotarła tylko na Bornholm. To są jednak tylko takie poboczne dygresje ( jak to w moim pisaniu ) nie mające związku z przewodnim tematem notki. W Kopenhadze nikt niczego nie dewastuje, czysto, schludnie, bogato. Najlepsze wrażenie robi jednak metro, bijące na głowę metro londyńskie, które choć najstarsze w Europie, z najbardziej rozbudowaną siecią, dziś nie zachwyca. W Kopenhadze trudno na wagonach metra znaleźć szpecące grafiti, w Londynie to standard. I to wszystko w sytuacji, gdzie nie ma w składach motorniczych. Jeśli marzyłeś by zostać kolejowym maszynistą, to miejsce dla ciebie, bowiem na początku i końcu składu są pulpity sterownicze i możesz spełnić marzenia dzieciństwa. Możesz być motorniczym w składzie metra z Placu Ratuszowego na lotnisko.

Ja zawsze chciałem być maszynistą kolejowym, niestety badania zdrowotne do Technikum Kolejowego przekreśliły moje marzenia. Wada serca, miałem dożyć pierwszej 18 - tki i dalej ciemność. Medycyna jednak okazała się bezsilna, przeżyłem już trzy 18 - tki i 0,5( nie mylić z 0,7 ) i dalej spełniam marzenia. Poprowadziłem skład metra z centrum Kopenhagi na lotnisko. Dobrze, że kupiłem bilet, bo akurat kanar nie pobłaża takim maszynistom - marzycielom. Jak widać zatem z relacji mój wylot do Kopenhagi nie był bezcelowy, zadanie wykonane. Gang Olsena nie operuje już w Kopenhadze. Operuje w Warszawie i w naszych rękach leży, czy w 2027 roku Egona, Benny'ego i Kjelda wyślemy we właściwe miejsce.



Komentarze
Pokaż komentarze (16)