Siukum Balala Siukum Balala
330
BLOG

Moje zmagania na Mistrzostwach Świata

Siukum Balala Siukum Balala Rozmaitości Obserwuj notkę 31

Jako sportowiec a jednocześnie Polak, co wcale się nie wyklucza, mój występ na Mistrzostwach Świata w Rzucie Kaszanką ocenić muszę wielopłaszczyznowo i pod kątem. Miał mój start na tej imprezie wymiar olimpijski. Citius, Altius, Fortius. Ukoronowanie lat treningu, lat wyrzeczeń, nagroda za wysiłek trudu. Żywy kontakt z kibicami to doświadczenie niezwykłe. Ryk dobywający się z gardzieli żony " Jóóózeeeek, qurvaaa, rzucaj " to doświadczenie mistyczno - metafizyczne. Użyłem tych dwóch słów w połączeniu bo stale mylą mi się ich znaczenia. Wybierzcie sobie właściwe.

Miał mój start również wymiar patriotyczny. Reprezentowanie kraju z orłem na piersi, kraju który mimo, że leży na lądzie jest wyspą. Kraju, który dzięki obecnemu rządowi osiąga od wielu już lat wzrost gospodarczy rzędu 4 koma 327 procenta lub 4 koma 328 procenta, nie mogę tego zapamiętać. Sprawdzę później  na blogu Starego i poprawię. Ten to ma głowę do procentów, oczywiście nie w tym znaczeniu co wujek Mietek. W barażach o ćwierćfinał chciałem sobie jeszcze przypomnieć PKB per capita ale nie dałem rady. W swoim sportowym żargonie nazywamy to " podpórką " takie psychologiczne wsparcie, myślenie o czymś ważnym pomaga w wysiłku z intensyfikowanym. Na przykład boksujemy się z kimś i myślimy o tym, że nasz  przeciwnik sypia z naszą żoną. To bardzo  pomaga. Nie przypomniałem sobie, tego całego PKB ani tego kto sypia z moją żoną, może dlatego odpadłem.
 

Miał wreszcie mój występ, tam w Ramsbottom , wymiar czysto ludzki, humanistyczny. Pokonanie własnych niedoskonałości. Walka z samym sobą, ze swoimi słabościami  i ze swoim nauczycielem od WueFu. Pieprzony Gwizdek. Jak on mnie upokarzał. Żaden z jego orłów z SKS-u nie startował w Mistrzostwach Świata, a ja skromny chłopak z zaburzoną koordynacją ruchową, turlający piłkę lekarską gdzieś w kącie sali gimnastycznej, startowałem. Jak grali w Szczypiorniaka to turlałem w szatni, potrzebowali całej sali dla siebie.
Krzychu Kowal, król strzelców wszystkiego jest dziś alkoholikiem, ja też jestem, ale nie takim. Krzychu to już z domu wynosi a ja przynoszę. Wczoraj przyniosłem rower. Nie zapiął frajer kłódki to ma za swoje, się prosił. O swoje mienie trzeba dbać. Gwizdek nie pozwalał mi nigdy grać z chłopakami w okularach. Nosiłem ogromne okulary po babci minus 7, u nas wszyscy w rodzinie  nosili minus 7, oprócz tatusia. Nie wiem dlaczego on nie miał minus 7, może nie był z nami spokrewniony ?
Okulary nie były już babci potrzebne, ponieważ  w okresie o którym wspominam akurat nie żyła. Przez te okulary to chłopaki mówili na mnie Człowiek- Mucha, Gwizdek jeszcze szyderował ze mnie i mówił:
- Ty się Mucha do sportu nie nadajesz. Pieprzony Gwizdek, dresiarz.
 

Kilka razy grałem z chłopakami w piłę, ale bez okularów to nie miało sensu. Po 5 minutach od pierwszego gwizdka Gwizdka już się trzepotałem w siatce jak sandacz w żaku wujka Mietka, jak chodziliśmy kłusować na Białołękę. A piłka była po drugiej stronie boiska. Bez okularów nic nie widziałem, dobrze że były wymalowane te białe linie, gdyby nie to, to pewnie  poleciałbym  w pole i się roztrzaskał o drzewo. Wiedziałem, że nie mogę przekraczać tych białych linii. Granie w piłkę bez okularów nie ma sensu. Bez okularów jestem bezradny, jak prezydent Komorowski bez słownika ortograficznego.
 

Ja to wogóle jestem w czepku urodzony, tak mówili. Tego czepka to ja miałem powyżej uszu, albo poniżej ? Nie wiem dokąd ten czepek mi sięgał, ponieważ nie pamiętam kiedy sie urodziłem. Niektórzy się chwalą, że pamiętają kiedy się urodzili, ja nie będę kłamał. Po prostu nie pamiętam. Ten czepek to niby miał mi dawać szczęście, ale chyba u mnie  był założony na lewą stronę, bo tylko pecha miałem w życiu, choć wszyscy w rodzinie mówili, że mam szczęście. Najgorzej to ze sportem było, biegałem w panczenach, to bardzo trudne łyżwy, bo długie. Zawsze mi się sczepiały i leżałem jak długi, złamałem nogę. A ta pieprzona rodzinka stoi nad moim łóżkiem i mówi:
- Miałeś chłopaku szczęście, że nic gorszego ci się nie stało.
Luuudzie !!!, ja bym was pozabijał, noga w dwóch miejscach złamana, ból  przeszywa mnie na wylot, wujek Mietek puka w gips, że by jeszcze bardziej bolało,  a wy mówicie, że ja mam szczęście ?
W tamtych czasach hełm niemiecki nie był popularny ale nieraz sobie myślałem, że lepiej byłoby się urodzić w hełmie niemieckim niż w tym  czepku. Może w hełmie niemieckim cieszyłbym się większym respektem na trzepaku. A tak to sami widzicie, ciężko miałem. Dlatego ten start na Mistrzostwach Świata w Rzucie Kaszanką był dla mnie taki ważny.
 

Jutro opiszę, całą imprezę bo dziś boli mnie głowa, ponieważ całą noc piłem z Mariolką i jej mężem.

 

Zobacz galerię zdjęć:

Sprzęt sportowy i sędziowie Sędziowie liniowi Finał Reprezentant Polski zastanawia się. Rzucić czy zjeść ?

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (31)

Inne tematy w dziale Rozmaitości