Idą chude czasy, jarskie czasy. Prawdopodobnie ograniczą spożycie mięsa. Długo przed 1989 rokiem, czyli rokiem w którym pomarszczona i sfrustrowana dziś diva ogłosiła koniec komunizmu, pracowałem w RFN - jako stolarz - w ośrodku buddyjskim. Robota złota, uprzejmi buddyści, co i rusz chylący głowy kiedy się ich mijało, przy okazji składający dłonie jak do pacierza, brakowało tylko umiłowanego przez premiera Tuska serduszka. To było budujące, czułem się tam dobrze. Jedyną niedogodnością był zakaz spożywania i posiadania mięsa oraz wyrobów pochodnych. Całkowita asceza, twarożki, jogurty i warzywa w postaci ogórków i sałaty. Najgorszy jednak był dzień " ekadashi " czyli 24 - godzinny post, pozwalający jedynie na wypicie szklanki wody z solą ( elektrolity głupcze ! ) A nad tym całym jadłospisem w jadalni wisiał portret Dalajlamy. Idą złe czasy, bo oto w polskim Sejmie pojawił się Dalajlama.




Komentarze
Pokaż komentarze (17)