422
BLOG
Radosne chwile w życiu Stefana N.
Jedyną radosną stroną mojego dzieciństwa była wojna. Siedzę sobie na wersalce u Gozdanków i oglądam Pancernych albo Klossa, wolałem Pancernych bo całe życie chciałem być Gajosem. Teraz to już nie, bo Gajos stary i wygląda o wiele gorzej niż Marek Kondrat. Siedzi całe podwórko, mnie to Edek Gozdanek raczej z wersalki zrzucał, ale z podłogi od dołu też dobrze widać. Nie sprzeciwiałem się bo po pierwsze był silniejszy, po drugie chodził do VIII klasy i to już drugi rok, po trzecie gdybym się sprzeciwił to bym już więcej Pancernych w życiu nie zobaczył. Telewizor w kamienicy był tylko u Gozdanków. Pan Gozdanek nie pił bo był chory, a po pracy miał swoją firmę, jeździł wózkiem po sklepach i zbierał makulaturę, to się dorobili tego i owego. Zauważyłem, że w tych rodzinach gdzie był alkohol, no to było wesoło, ale w domu było mało rzeczy, a u tych co nie było alkoholu to było więcej rzeczy, ale za to było smutno bo u nich nikt nie potrafił rozrabiać tak jak wujek Mietek. Na przykład pierwsze flamastry na podwórku to miała Czesia Gozdanek, a o rowerze to nie wspomnę bo każdy głupi wie, że Edek. W tamtych czasach za Gomułki ciężko się żyło wszystkim, nie tylko rodzinie Michników, bo i nam też, chociaż u nas w rodzinie nikt nie siedział, bo zawiasy wujka Mietka się nie liczą. My jako dzieci nie interesowaliśmy się polityką tylko wojną, to było takie nasze przedłużenie polityki. Ale myśmy o tym nie mieli zielonego pojęcia. Nas interesował tylko śmietnik bo miał klapy jak czołg Rudy 102. Odgrywaliśmy wszystkie odcinki, każdy jeden i to po dwa razy. Mnie najbardziej się podobało, że Edek zawsze wybierał Iwonkę na Marusię, bo to moja siostra. Czesia była Lidką a Marcin Zadroga był Gustlikiem bo był silny i nie chodził do szkoły. Ja zawsze musiałem grać Szarika bo byłem najmniejszy i tylko ja potrafiłem wejść do śmietnika dolną klapą. Te odcinki w czołgu to odgrywaliśmy tylko zimą bo latem smród był gorszy niż pod Kurskiem. To dobrze jak w czołgu śmierdzi, ale prochem a nie obierkami. Jedno co mi się nie podobało to to, że Edek zawsze chciał abyśmy grali VI odcinek, ten w którym Janek całuje się z Marusią w szpitalu. W tym odcinku ja nie grałem, bo Szarik był w tym czasie ranny. Ale i tak się cieszyłem, że nie gram bo Edek dawał mi klucze i mogłem mieć telewizor Gozdanków tylko dla siebie, a oni u nas w tym dużym pokoju odgrywali ten odcinek. A ja to byłem wtedy królem życia, telewizor mój. Mogę sobie włączyć jak chcę, mogę sobie wyłączyć kiedy mi się tylko spodoba. Nie wyłączałem nigdy bo szkoda mi było czasu antenowego. Wersalka też tylko do mojej dyspozycji. Chcę to leżę w poprzek a jak mi się znudzi to mogę się położyć wzdłuż, a najlepiej to się wdrapię na oparcie i stamtąd będę oglądał Pancernych. To i nie dziwota, że mnie tak wojna się podobała. Ale w wojsku nie byłem przez te oczy, pan kapitan na WKU powiedział, że szkoda, bo z takimi uszami to mógłbym pracować jako stacja radarowa. No fakt, słuch to ja mam dobry. A wszyscy się śmiali, wesoło w tym wojsku chyba było.


Komentarze
Pokaż komentarze (6)