Letnie Słońce wspinające się po mazowieckim niebie sięgnęło zenitu. Dziedziniec zamku książąt mazowieckich wypełnił się jasnym, pełnym światłem. Takim samym jak na Stadionie Śląskim w Chorzowie. Żadna z zamkowych wież nie rzucała cienia ani do zewnątrz ani na zewnątrz, co tylko potwierdzało, że Słońce było w zenicie.
- Dlaczego jeszcze nie zaczynają ? co kombinują ? znowu będą drukować ?
Szmer i coraz głośniejsze szepty zaczęły docierać do stojących na kamiennej murawie piłkarzy. Piłkarze jedni z orłem na piersiach drudzy z krzyżami na plecach, stojący na zamkowym dziedzińcu, w prostokącie wyznaczonym białymi liniami również zaczęli się niecierpliwić, co objawiało się przestępowaniem z nogi na nogę. Sanderus wysłany przez księcia Janusza, by uspokoił nieco rozemocjonowane krużganki sprzedając odpusty, zaczął kręcić własne lody, sprzedając gadżety klubowe LZS Platforma. Szmery, narzekania i pyskówki nie cichły.
- Janusz każ zaczynać - powiedziała księżna Anna kopiąc z całej siły księcia Janusza w łydkę - krużganki zaraz zaczną zadymę i rozniosą nam zamek w drebiezgi.
Księżna Anna z Kiejstutowiczów, typowa, narwana litewska krew. Potrafiła robić księciu takie sceny, że tylko garnki w zamkowej kuchni fruwały, a służba pierzchała w popłochu do Płońska, biorąc trzy dni na przeczekanie.
- A łacia ! - syknął książe z bólu - no jak zaczynać bez transmisji, poczekajmy jeszcze chwilkę, może Polsat dojedzie ?
- No jak ci przyjedzie, kiedy przysłali gońca, że im pod Czerskiem luśnia w wozie transmisyjnym poszła - powiedziała stanowczo księżna Anna Mazowiecka.
- Zapowiadaj - zwrócił się książe do Marcina Latocha, wawelskiego meczowego herolda wyrzuconego niedawno z pracy przez samego Jagiełłę.
- Tylko mi nie wypal znowu z tym stanem wojennym z Krzyżakami, obrażą się i zejdą z boiska, wiesz przecież jacy są wrażliwi.
- Spokojnie wasza książęca mość, Jagiełło tak dał mi popalić, że naprawdę nie wiem czy kiedykolwiek wrócę na Wawel na funkcję herolda.
Latoch wziął róg bawoli, długi, centkowany kręty i tak jak przed chwilą dziedziniec zamkowy wypełnił się światłem, tak teraz wypełnił się jego stentorowym głosem
- W imieniu księcia Janusza i księżnej Anny witam serdecznie wszystkich kibiców na krużgankach, witam rycerstwo mazowieckie. Dziś wielki historyczny mecz, finał rozgrywek o Puchar Księcia Mazowieckiego. Po zażartych bojach do finału dotarła sponsorowana przez księcia Janusza drużyna LKS Mazovia, która już za chwilę zmierzy się z LZS Ortelsburg, reprezentacją komturii szczycieńskiej. Drużyny grają w składach :
LKS Mazovia, atak : Zbyszko z Bogdańca, Hlava, Zawisza Czarny, pomoc: biskup Oleśnicki, Zych ze Zgorzelic, Jurand ze Spychowa, obrona : Wilk z Brzozowej, Cztan z Brzozowa - wymieniani zawodnicy kłaniali się z rycerską gracją najpierw w kierunku książęcej loży, a potem w kierunku publiczności rozsiadłej na krużgankach...
dalej w obronie : Sanderus, Sanderus ! gdzie jest Sanderus ?
- Sanderus złaź stamtąd - krzyknął kapitan drużyny Zbyszko z Bogdańca - przestań handlować tymi gadżetami LZS Platforma i odpustami po " pincet " i tak nie dasz rady 500 + Zawstydzony Sanderus zbiegł na dziedziniec zostawiając chińska torbę z gadżetami przed białą linią wyznaczającą boisko.
- Pozostali zawodnicy LKS Mazovia - kontynuował Latoch - to Zyndram z Maszkowic, Tolima, Jan Zizka i na bramce Maćko z Bogdańca.
W drużyna LZS Ortelsburg dawniej Szczytno wystąpi w następującym składzie, atak : Zygfryd de Loewe - kapitan, brat Rotgier, brat Gotfryd, w pomocy : bracia Ulrich i Konrad Jungingenowie oraz Kuno von Lichtenstein, obrona : Heinrich von Plauen, Winrich von Kniprode, Albrecht Hohenzollern i Luther von Braunschweig, na bramce niezastąpiony Konrad von Wallenrod. Serdecznie witam równiez nasze dwie cheerleaderki... publiczność zgromadzona na krużgankach nie pozwoliła Latochowi dokończyć, rozległ się ryk i na boisko wbiegła Jagienka ze Zgorzelic i Danusia Jurandówna, obie z wielką gracją zaczęły tańczyć i wymachiwać pomponami w barwach biało - czerwonych. Publiczność wyła z zachwytu. Przekrzykując kibiców Latoch dokończył - zapraszam naszego miłego gościa, sędziego z Francji pana Fulco de Lorche na murawę i w imieniu księcia i księżnej pani proszę o rozpoczęcie sportowych zmagań. Z krużganków zbiegł przystojny mężczyzna w typie Lotaryńczyka, odziany w obcisłe krótkie spodenki w drobną czarną szachownicę. Skłonił się w stronę loży książecej, posyłając jednocześnie powłóczyste spojrzenie w stronę księżnej Anny. W tym momencie bardzo przypominał gwiazdę polskiego kina Leona Niemczyka.
- Zapraszam do siebie kapitanów drużyn - powiedział po polsku z wyraźnym lotaryńskim akcentem.
Do sędziego podszedł Zbyszko z Bogdańca i Zygfyd de Loewe.
- Panowie, mamy spore opóźnienie z powodu uszkodzonej pod Czerskiem luśni w wozie transmisyjnym Polsatu, mecz zatem odbędzie się bez transmisji telewizyjnej i drugą połowę niestety jedna drużyna musi zagrać pod Słońce.
- Cooo ! - wykrzyknął Zygfryd de Loewe - mamy grać bez transmisji ? to potośmy tu ciągnęli z Szyman wyczarterowanym samolotem Air Berlin ? chłopaki schodzimy z boiska - zakończył. Po jego słowach Krzyżacy nucąc Tamtaradej zaczęli po kolei schodzić z dziedzińca zamku książąt mazowieckich.
- Stop ! Stop ! Halt ! - niezręczną ciszę przeciął donośny głos księcia Janusza.
- Ty Zygi ! co ty odwalasz ? Pamiętasz turniej o Puchar Wielkiego Mistrza w Malborku ?
- Pamiętam - odpowiedział komtur ze Szczytna - wygraliście.
- Przypomnieć ci co było z transmisją - książe Janusz wydawał sie łapać byka za rogi.
- Nie pamiętam - odpowiedział wyraźnie skonfudowany komtur
- Miała być transmisja przeprowadzona przez DDR Fernsehen, też nie było bo zanim dojechali to ich po drodze rozwiązali - nie przerywając kontynuował - myśmy wtedy zagrali nie bacząc na nic, bo swój honor trzeba mieć. Albo gracie, albo wpuszczam litewskich kiboli z podzamcza, a ci zrobią wam taką rozpierduchę w szatni, że na wyczarterowany Air Berlin do Szyman nie zdążycie - zakończył książe Janusz.
Zygfryd de Loewe, ze spuszczoną głową powoli idąc jak żołnierz z polskiej niewoli podszedł do krzyżackich piłkarzy.
- Chłopaki gramy, swój honor trzeba mieć. Ustawcie się i jeszcze raz zaśpiewajcie Tamtaradej, aż Januszowi dachówki z baszty pospadają.
- Panowie ! - zatem jest decyzja, gramy - sędzia Fulco de Lorche powrócił do przerwanej przed chwilą rozmowy. Ponieważ jedna drużyna musi grać drugą połowę pod Słońce proponuję sprawiedliwe rozwiązanie, losowanie poprzez rzut monetą.
Spojrzał w stronę Zbyszka z Bogdańca - przez moment wydawało się, że porozumiewawczo - i wyjął z kieszeni złotego dukata z orłami piastowskimi na awersie i rewersie.
- Co pan wybiera - zwrócił się w stronę Zbyszka z Bogdańca
- Oczywiście " orzełek " - odpowiedział kapitan LKS Mazovia
- A pan panie Zygfydzie ?
- A co jest do wyboru ?
- Pan Zbyszko wybrał " orzełka " więc została panu " reszka " albo " sztorc "
Po chwili namysłu Zygfryd de Loewe powiedziała dobitnie
- Sztorc !
Fulco de Lorche podrzucił monetę, podkręcając lekko. Złoty dukat poszybował w powietrze, kręcąc się i mieniąc wszystkimi kolorami złota. Po dłuższej chwili spadł na kamienną murawę, radośnie brzęcząc i tocząc się, tocząc coraz wolniej między kamieniami stanął na sztorc.
- Qurva mać ! - wykrzyknął w sposób zgoła nie rycerski Zbyszko - Krzyżakom nawet diabeł dzieci buja.
- Panie kapitanie druga połowa pod Słońce, wszystko uczciwie i sprawiedliwie - powiedział do Zbyszka z Bogdańca, wsuwając mu niepostrzeżenie między ochraniacz , a piszczel niewielki kordzik firmy " Misericordia "
- To na brata Rotgiera - szepnął - mam z sukinsynem porachunki. Grajcie ostro.
W tym samy czasie Zygfryd de Loewe dyrygował swoją drużyną śpiewajacą słynne - Tamtaradej, tamtaradej.
- Chłopaki druga połowa pod Słońce, wiecie co robić ? - zwrócił sie do drużyny.
- Damy radę ! - wykrzyknął głośno Hlava, a Sanderus nieco ciszej.
Fulco de Lorche przeciągle gwizdnął w gwizdek wystrugany przez Juranda z wierzby znad spychowskiego jeziora. Rozpoczął się historyczny mecz pomiędzy LZS Ortelsburg - komturia szczycieńska, a LKS Mazovia. Co przyniesie ? zobaczymy, ale chyba wygra Ortelsburg 2:1.
PS. Niezłym mnie ten Kurski Łukiem zalatwił. Sam nie wiem co oglądać i o czym napisać notkę o " Krzyżkach " czy o meczu ? " Krzyżacy " sercu drodzy na tym się wychowałem, ale i mecz w celu podkręcenia nastrojów nacjonalistycznych obejrzałoby się. Oglądam i to i to, dlatego notka po raz pierwszy typu mix.




Komentarze
Pokaż komentarze (36)