Nie należało długo czekać, aby prezydent Donald Trump zastosował tę doktrynę w praktyce. Już w nocy z 2 na 3 stycznia amerykańskie siły specjalne przeprowadziły atak na terytorium Wenezueli, w wyniku którego schwytano urzędującego przywódcę państwa, Nicolása Maduro. Działanie to nie tylko jawnie narusza prawo międzynarodowe, lecz — zdaniem wielu ekspertów — stoi również w sprzeczności z prawem Stanów Zjednoczonych, zgodnie z którym prezydent nie posiada uprawnień do rozpoczęcia działań wojennych bez uprzedniej zgody Kongresu. Sam Donald Trump utrzymuje jednak, że operacja była zgodna z prawem, argumentując, że Maduro był objęty aktem oskarżenia za narkoterroryzm oraz handel bronią, co w jego ocenie uzasadniało użycie siły. Wydarzenie to pokazuje skalę determinacji prezydenta USA w obronie amerykańskich interesów w zachodniej półkuli, a zarazem uwypukla postępującą marginalizację roli instytucji międzynarodowych w XXI wieku, coraz częściej porównywanych do bezsilnej Ligi Narodów okresu międzywojennego.
Niedługo po udanym aresztowaniu Nicolása Maduro prezydent Donald Trump zaczął grozić innym państwom Ameryki Łacińskiej, między innymi Kolumbii oraz Kubie. Działania te wpisywały się w założenia nowej doktryny Stanów Zjednoczonych, jednak informacja o rozpatrywaniu przez Biały Dom użycia sił zbrojnych w celu przejęcia Grenlandii okazała się niespodziewanym ciosem dla europejskich sojuszników USA. Pomimo, że temat zakupu Grenlandii był już wcześniej poruszany, państwa europejskie nie otrzymywały sygnałów sugerujących tak daleko idącą eskalację retoryki wobec regionu arktycznego. Europa odpowiedziała na amerykańskie groźby serią wspólnych oświadczeń, w których jednoznacznie podkreślano nienaruszalność integralności terytorialnej Danii i Grenlandii. Sekretarz stanu Marco Rubio planuje w najbliższym tygodniu rozmowy z duńskimi władzami w sprawie ewentualnego zakupu Grenlandii. Kluczowe pozostaje jednak zrozumienie, dlaczego ta skuta lodem wyspa jest dla Stanów Zjednoczonych aż tak istotna. Najważniejszym czynnikiem jest jej strategiczne położenie geograficzne, które umożliwia nie tylko kontrolę militarną nad północnym Atlantykiem — zwłaszcza, że USA już posiadają tam bazy wojskowe — lecz także, w związku z topnieniem lodów arktycznych, potencjalną dominację nad nowymi, kluczowymi szlakami handlowymi. Równie istotne są bogactwa naturalne, w tym metale ziem rzadkich.
Nieznane pozostają przyszłe działania prezydenta Donalda Trumpa i jego administracji, pewne jest jednak odejście Stanów Zjednoczonych od liberalnego podejścia do polityki zagranicznej, co zostało ostatecznie potwierdzone atakiem na Wenezuelę. Nowa doktryna Białego Domu ukazuje niepewność współczesnego porządku międzynarodowego oraz wynikające z niej zagrożenia. Sprawa Grenlandii może stać się zapalnikiem w relacjach europejsko-amerykańskich. Unia Europejska zmuszona jest do redefinicji własnej roli i narzędzi działania, gdyż w przeciwnym razie jej polityczna podmiotowość może stanąć pod znakiem zapytania.


Komentarze
Pokaż komentarze