Emancypacja ludzi to koniec bezkrytycznego przyjmowania przez nich religijnych dogmatów i interpretacji woli boskiej przez Kościół. To wolność słowa, wolna prasa i rozdział Kościoła od państwa. Dlatego Kościół bardziej obawia się demokracji, bo z autokratycznym reżimem można się jakoś pod stołem dogadać, a jak nie to zyskać łatwo sympatię ludzi wspierając ich w dążeniu do jego obalenia i najlepiej zastąpienia innym, bardziej mu przyjaznym. Z demokracją się pod stołem dogadać nie da, bo w demokracji nie ma jednego stołu, okrągłego czy innego, nie ma jednego urzędu czuwającego nad tym co się publikuje, o czy mówi w radio czy pokazuje w wieczornych wiadomościach, bo i nie ma jednych wiadomości. Demokracja jest więc dla nich o wiele bardziej niewygodna i trudniej im w niej funkcjonować, stąd tak wielu duchownych zaczyna z czasem działać przeciwko niej popierając grupy i liderów obiecujących coraz większą kontrolę nad społeczeństwem... oczywiście dla dobra innych, ojczyzny, rodziny i przede wszystkim w imieniu tego czy innego boga.
Niektórzy politycy wykorzystują te obawy duchowieństwa i przymilając się mu, albo po prostu przekupując zdobywają jego poparcie i sympatię ludzi. Duchowieństwo zaczyna ignorować złe strony tych polityków i ich antydemokratyczne nastawienie tłumacząc swój wybór wyborem mniejszego zła. Rzecz w tym, że to tylko z pozoru wybór mniejszego zła, podczas gdy wybierają właśnie to większe, tylko że dobrze się maskujące. Oni też jednak przekonają się o tym dopiero po czasie nie dostrzegając, że sprowadzają na siebie i swoich wiernych zło znacznie gorsze od tego, od którego chcieliby go uwolnić. W końcu to też tylko ograniczeni ludzie i ulegający pozorom odziewający się jedynie w nimb nieomylności i bożego błogosławieństwa.



Komentarze
Pokaż komentarze (6)