Przez ostatnie tygodnie media polskojęzyczne starały się i starają się wbić w głowę Polaków falszywą tezę o przemianie premiera Kaczyńskiego. Miało to na celu dwie sprawy:
1. Ukazać JK jako postać niewiarygodną, koniunkturalną oraz w konsekwencji bezideową; zniszczyć i zdewaułować dotychczasowy dorobek ideowy i polityczny prezesa, który niby przecież sam się od tego dorobku odcina.
2.Związać kandydatowi PiSu ręce. Uwypuklanie wyciszenia JK po katastrofie i nadawanie temu formy całkowitej przemiany miało za zadanie wytrącić Kaczyńskiemu jakiekolwiek instrumenty krytyki rządu. Kaczynski miał być politycznie poprawny, spolegliwy a nawet uległy wobec działań i pomysłów oponentów z PO. Politycy partii rządzącej i reżimowi dziennikarze czuwali nad każdym słowem byłego premiera-czy aby tym razem nie było ono agresywne?
Nie miało to tylko za zadanie ułatwienia pijarwoskiej i niemerytorycznej kampanii Komorowskiego. Sęk nie tylko w tym, że skrępowany poprawnością Kaczyński musiałby mierzyć się jedynie na polu pijaru i banału z kimś, za kim stoi cała armia specjalistów od wmawiania ludziom że Słońce kreci się wokół Jowisza. Jak dziś możemy stwierdzić z pewnością, poza walką wyborczą chodziło także o coś nie mniej ważnego. Tusk, Komorowski, zależne od mocodawców 3RP media, od wielu tygodni chcieli ustawić Kaczyńskiego w narożniku i roli petenta także wobec katastrofy smoleńskiej. Stąd podkreślanie przez premiera na każdej konferencji prasowej po katastrofie, że żaden poważny polityk nie będzie podzielał teorii spiskowców. Stąd ośmieszanie właśnie przez Tuska jakichkolwiek głosów artykułujących logiczne pytania o 10.04.
I kiedy trwaliśmy w tym błogim świecie rządzonym niepodzielnie i bez słowa sprzeciwu ze strony liczących się polityków opozycji, kiedy widzieliśmy kolejne przejęcia przez PO ważnych elementów państwa przy głuchym akompaniameńcie krytyki mediów czy polityków, kiedy wreszcie z przerażeniem opadaliśmy w świat jakiegoś bezwładu i matrixu, nagle nastał czas ożywczej pobudki.
Oto wczoraj medium TVN24 uderza sensacyjną informacją, że żadne zapisy ze skrzynek TU nie zostaną najprawdopodoniej opublikowane, gdyż Rosjanie się na to nie zgodzą. Pojawienie się takiej informacji w stacji rzadowej i na pierwszej stronie jej portalu internetowego nie tyle było dla mnie informacją, co zagadką. Rosjanie robią problemy, rząd nie panuje nad stenogranami...fatalne wiadomości z punktu widzenia środowiska 3RP. Spokojnie więc czekałem na szybkie upublicznienie tych stenogramów, ogłoszenie tego szybciej niżby się ktokolwiek spodziewał - pokazanie siły naszego rządu i tego jak dbamy o swoje. Nie zaiodłem się, już dziś rano poszła informacja, że premier i marszałek Komorowski chcą prawdy i dziś pokażą ją Polakom i światu.
Jednak to co nastąpiło później, już mnie zaskoczyło. O udostępnieniu zadycyduje RBN. Dlaczego, z jakiej ustawy, po co ten teatr? To co zaskoczyło blogera, nie zaskoczyło byłego premiera. Jarosław Kaczyński natychmiast i zdecydowanie odmówił uczestnictwa w tym fasadowym gremium decyzyjnym. Prezes nie poświadczył swoją osobą wiarygodności nie tylko zebrania Rady, ale przede wszystkim stenogramów przywiezionych z Moskwy. Powtórzył to zresztą następnie po południu na spotkaniu z dzienikarzami, mówiąc, że w stosunkach z Rosją należy się zwracać nie do władz, tylko do społeczeństwa. Jak dodał, na tym tle trzeba stawiać sprawę katastrofy pod Smoleńskiem. Zaznaczył, że jest to kwestia naszego honoru, interesu, suwerenności, a także "przyzwoitości w sensie takim ogólnospołecznym, ogólnonarodowym".
Miała być skuteczność, szybkość i legalizm. Stenogramy miały być ogłoszone, miało to być zrobione zaskakujaco szybko i w ciele konstytucyjnym (RBN) w obecności najważniejszych polityków. Gdyby to się udało, byłoby to dla Komorwskiego i jego świty większe zwycięstwo niż kampania na wałach, powołanie RBN i nominowanie Belki razem wzięte. W 100%, przez wszystkie siły polityczne zostałby uwiarygodniony rosyjsko - tuskowy plan ostatecznego rozwiązania tzw sprawy katastrofy smoleńskiej. Kaczyński realnie abdykowałby z pozycji opozycyjnych i z pozycji lidera Polski Niepodleglej. W kraj gruchnłęłoby drugie kamstwo katyńskie.
Tusk zrozumiał, że Jarosław Kaczyński jest w znakomitej formie. Putin zrozumiał, że ma po drugiej stronie gracza godnego. Ale najważniejsze, że Polacy uslyszeli, że nakaz walki o prawdę jest rozkazem 'a la long'.


Komentarze
Pokaż komentarze (5)