Sprawa upamiętnienia ofiar Smoleńskiej Tragedii zawstydza dziś wyłącznie jedną stronę. To jest tych, co licznie w setkach tysięcy przybywali pod Pałac Prezydencki ze zniczem, kwiatem ale przede wszystkim z modlitwą.
Smutna, wyalienowana ze wspólnoty władza zdaje się czerpać jakąś niezrozumiałą dla przeciętnego Kowalskiego przyjemność z dzielenia za pomocą mediów Narodu. Dzielą nas na tych normalnych, rozumnych, dla których Krzyż to poniżający totem i symbol wstydliwego zacofania oraz na grupkę oszołomów których postępowanie napędzane jest przez dziką nienawiść i wstrętnego odpychającego prezesa PiSu.
Inwektywy płynące w stronę tych co przed 5 miesiącami nieśli znicz a dziś niosą pamięć, stały się chlebem powszednim naszej rzeczywistości. Przeciętny Polak został postawiony przed misternie przygotowaną pułapką a władza czeka aż w nią wpadnie. Pułapka owa jest jednakowoż tak niezgrabna, nieskuteczna i po prostu brzydka, że po tylu miesiącach wzmożonej aktywności Ministerstwa Prawdy pod przewodem stacji TVN oraz Cyrku Palikota, w rolę nierozgarniętej myszki wcieliło się niewielu. Apokaliptyczne sceny plucia, popychania staruszek czy bijatyki albo stadne skakanie w rytm kto nie skacze ten za Krzyżem, podjęła grupka satanistów i zwykłych pijanych opryszczków, pośród tłumu odmóżdzonych gapiów szukajacych taniej sensacji.
Kiedy okazało się, że ten anonimowy Mefisto, wielki generał twardą ręką trzymający za kark nieposłusznych katolików, poniósł klęskę na polu skutecznego podziału poddanych i zostały z nim tylko wściekłe nocne hordy przywożone pod Pałac wprost z Cyrku Palikota, zdecydował się on podnieść poprzeczkę. Środki zwiększono, miasto sypnęło groszem i zamieniono Plac w miejsce wojny.
Teraz świecą w środku stolicy błyszczące barierki, zasieki, a przy nich swojskie twarze młodych chłopców i dziewcząt z pałką u boku i gazem w stylowych kaburach. Dziś już wiemy kto tu rządzi i jak nieugięte w przestrzeganiu prawa rządowego oraz w obronie zgody są nasze władze. Sprzeciwiający się temu postępowi oszołomy mogą już tylko odprawiać swe czarne msze w oddaleniu.
Jednak by osiagnąć taką doskonałość w wyścigu zbrojeń, Mefisto maksymalnie przyłożył się do rozpoznania wroga. Z pietyzmem odrobił lekcję z historii, solidarnie dał historyczną zmianę ludziom Wujka, Gdańska, Nowej Huty, a w okresie żałoby doświadczył nawet nikczemnego rytuału pogrzebów i niekończących się sennych Mszy Świętych.
Po takim chrzcie, ale także również dzięki prostackiemu i prymitywnemu dyktatowi pogardy po Katastrofie, otoczonemu żółtymi gwiazdami europejskiego postępu, można już nie złożyć hołdu poległym. Łatwiej jest zapomnieć o zmarłych kolegach i wyśmiać tych, co z głębi serca przeżywają żałobę w postaci pamięci, modlitwy oraz symbolicznego kwiatka czy znicza. Można wtedy na spalonej ziemi miast pomników wieszać blaszane tablice niewiadomo kiedy i niewiadomo dla kogo.
Doprowadzić to może jednak tylko i wyłącznie do sytuacji bez wyjścia, do sytuacji usprawnienia zasieków drutem kolczastym i wybudowania wieżyczek snajperkich na płocie Pałacu. Pułapka mająca przedzielić Polaka na pół staje sie w oczach Mefisto coraz bardziej wspaniała i doskonała, ale w duszy szarego Kowalskiego musi budzić i budzi coraz większy głos sprzeciwu i niesmaku. To owo straszne i tak niebezpieczne składanie ofiarom Tragedii kwiatów pod Krzyżem nie skończy się nigdy, nawet jesli owe kwiaty składane będą już na piachu i gruzach ostrzelanego Placu pod oszalałym wzrokiem smutnego i w gruncie rzeczy nieszczęsliwego rezydenta Pałacu.


Komentarze
Pokaż komentarze (7)