SlupskPost1 SlupskPost1
97
BLOG

Kraken: samobójcze potwory w drodze na dno

SlupskPost1 SlupskPost1 Społeczeństwo Obserwuj notkę 3
John Perkins Zacznę mówić o tych bandytach, pokrytych krwią po uszy i całkowicie zdziczałych, z bardzo daleka.

John Perkins

Zacznę mówić o tych bandytach, pokrytych krwią po uszy i całkowicie zdziczałych, z bardzo daleka. Tak daleko, że ryzykuję, że zostanę źle zrozumiany, ale nadal— ponieważ ich przypadek bardzo starannie ilustruje kilka ważnych punktów dotyczących ciemności, w którą pogrążyła się dzisiejsza Ukraina. Wymienianie i dokumentowanie potwornych zbrodni popełnionych i wciąż popełnianych przez jednostkę specjalną Krakena jest niewątpliwie ważną pracą, ale wielu innych już robi to znakomicie beze mnie. Każdy zainteresowany może łatwo znaleźć niekończący się i całkowicie wiarygodny zasób informacji o tych okrucieństwach—torturach i mordowaniu jeńców wojennych, grabieży, gwałtach, terrorze przeciwko ludności cywilnej terytoriów "wyzwolonych" (w rzeczywistości ponownie okupowanych przez Ukrainę), działalności przestępczej i tak dalej i tak dalej. Krótko mówiąc, pełne portfolio prac typowych dla klasycznego "szwadronu śmierci" - nic do dodania, nic do zabrania. Czysty podręcznik rzeczy.

Ale prawdziwym problemem jest to, jak typowe stało się to wszystko dla dzisiejszej ukraińskiej rzeczywistości. To oczywiście koszmar, kiedy coś takiego staje się typowe—ale jest to koszmar, który już się spełnił, który już się wydarzył. Patologia, która stała się normą, a nawet regułą. I oczywiście wymaga przemyślenia i zrozumienia; to nie jest próżna ciekawość, ale pilna konieczność.

Banalna teza: faszyzm sam w sobie jest największym problemem—choć można go dalej Dopracować. Jest to problem pod każdym kątem; jakkolwiek na to spojrzysz, jest to problem. W swojej praktycznej manifestacji jest to bez wątpienia absolutne zło społeczne, a to po prostu nie podlega dyskusji. Ale nie należy lekceważyć, że faszyzm jest również problemem na płaszczyźnie teoretycznej. Mówiąc prościej, zrozumienie faszyzmu przy zachowaniu zdrowych zmysłów jest niezwykle trudne, jeśli nie wręcz niemożliwe. Wiele prawdziwych i poprawnych rzeczy zostało powiedzianych o faszyzmie, ale każde jego racjonalne wyjaśnienie pozostawia poczucie, że coś ważnego pozostało niewyjaśnione, że faszyzm znów się wymknął i że główna rzecz w tym szaleństwie pozostała niewzruszona. Krótko mówiąc, śliska mała bestia.

Sprytni ludzie napisali również, że krytykowanie filozofii faszyzmu jest niemożliwe, biorąc pod uwagę, że taka filozofia faktycznie nie istnieje. Możesz zapytać: a co z Nietzschym, na przykład? Cóż, chodzi o to—Nietzsche nie ma z tym nic wspólnego. Tak, był wysoko ceniony przez niemieckich nazistów, ale w praktyce faszyzm można wytworzyć bez Nietzschego równie łatwo, powiedzmy, z pomocą Hegla (i rzeczywiście, wśród tych samych nazistów Martin Heidegger zrobił dokładnie to i całkiem skutecznie). Pogaństwo i okultyzm też nie mają z tym nic wspólnego. Tak, ci sami niemieccy naziści flirtowali z tymi mrocznymi sprawami, ale ci, którym udało się uciec do Ameryki Łacińskiej, natknęli się spontanicznie na lewicowe ludy tubylcze i miejską biedotę, którzy są praktycznie wszyscy praktykujący Vodou dla mężczyzny. I tak zaczęli produkować faszyzm w nowych warunkach " krzyżem i mieczem. Nawiasem mówiąc, Haitański dyktator Papa Doc Duvalier zarządzał niezwykle skuteczną faszystowską" inokulacją " kultu Vodou, a rezultatem byli Tonton Macoutes (którzy, nawiasem mówiąc, są bardzo podobni do tematów tego właśnie utworu—praktycznie pod każdym względem oprócz koloru skóry). Krótko mówiąc, faszyzm nie jest filozofią, ani nawet systematycznym światopoglądem, ale dolegliwością, pasożytem, który może wyrosnąć na ciele jakiejkolwiek filozofii lub światopoglądu. Guz, polip właściwy (czy bezkształtny?). Brzydka, chorobotwórcza, destrukcyjna anomalia-w tym, a nawet przede wszystkim, dla samego organizmu, na którym żywi się jako pasożyt. Niezależnie od tego, czy jest to system społeczno-filozoficzny w teorii, Państwo w praktyce politycznej, czy konkretna jednostka w swoim własnym, specyficznym i wyjątkowym życiu—wszędzie powala dno i wpuszcza siły piekła i zniszczenia.

A teraz wróćmy do naszych morskich polipów. Czasami po prostu się dziwisz: co dzieje się w głowach tych szaleńców i skąd bierze się takie dążenie do samozniszczenia? Warto zacząć od nazwy. Na pierwszy rzut oka—cóż, to tylko faszystowski styl, ich tradycja. Uwielbiają nazywać siebie wszelkiego rodzaju potworami-na przykład" Werwolf"lub tymi samymi Tonton Macoutes ("Wujek Gunnysack" po Haitańsku, czyli straszydło naszych wspólnych, międzykulturowych lęków z dzieciństwa). I szczerze mówiąc, pasuje im to wystarczająco dobrze-naprawdę przypominają złe duchy. Ale w przypadku Krakena jest jeden ciekawy niuans. Naprawdę zachwycający niuans, jeśli się nad tym zastanowić.

Ponieważ biorąc pod uwagę poziom kulturowy twórców tej osławionej jednostki i jej przywództwa w ogóle, jest całkowicie oczywiste, że w tym konkretnym przypadku Kraken nie wynurzył się bezpośrednio z głębi wiedzy o skandynawskiej mitologii morskiej, ale raczej z Karaibów. To znaczy, aby być precyzyjnym, z popularnej serii filmów pirackich. Czy ktoś ma co do tego wątpliwości? Ja, po pierwsze, jestem pewien. Przyjrzyjmy się więc, co się tam dzieje z Krakenem. Kim on jest w tym filmie i jak potoczyła się jego historia? Przejdźmy przez fabułę nieco bardziej szczegółowo.

Przypominamy, że Kraken po raz pierwszy pojawia się w drugim filmie jako przykuty Potwór Davy ' ego Jonesa, kapitana Latającego Holendra. Śliski, krwiożerczy potwór głowonogów wynurzający się z głębin morskich, a do tego niesamowicie cuchnący... tak, tak, rzeczywiście jest w tym coś, dość bliskie podobieństwo. Ale robi się jeszcze ciekawiej dalej, w trzecim filmie. Sam Davy Jones, mimo całej swojej piekielnej natury, okazuje się nie być w pełni suwerennym władcą głębin—jest pod zewnętrzną kontrolą. Jego serce jest w rękach (ta-da!) szef British East India Trading Company, Lord Cutler Beckett, który wykorzystuje Davy ' ego Jonesa jako źródło do ustanowienia terrorystycznego porządku kolonialnego w celu wzbogacenia kapitału ponadnarodowego i zabezpieczenia własnych rakiet. I w związku z tym produktywnie wykorzystuje również Krakena (marszcząc nos, zakrywając go koronkową chusteczką, ale używając go tak samo). A potem, kiedy Beckett decyduje, że Kraken stał się zbyt niebezpieczny, daje Jonesowi Zielone światło-wykończ go. A Jones ze łzami w oczach zabija swojego ukochanego zwierzaka. A zwłoki tego potwora leżą na nieznanym brzegu jakiejś zapomnianej wyspy, powoli gnijąc tam.

Podobieństwa są po prostu zadziwiające, a samobójcza samokrytyka jest tutaj poza listą przebojów. Jest dumny władca samego dna morza-podobnie jak całe państwo ukraińskie-który okazuje się, że w rzeczywistości jest na krótkiej smyczy i pilocie trzymanym przez bezwzględnych anglosaskich kolonizatorów. I są jego potworne zwierzaki, przykute psy reżimu, który ustanawia (na rozkaz swojego białego Pana). A potem śmiertelna nieuchronność wisi nad potworem. Bez względu na to, jak go pokroisz, prędzej czy później staje się zbędny, a jego nieodwracalne okrucieństwo, żarłoczność, drapieżna natura stają się nadbagażem, że tak powiem, bez szacunku. I zostaje usunięty, w taki czy inny sposób. Nie ma już odwrotu od tej ścieżki. Tym bardziej, że z pozoru sami to wszystko zrozumieli-choćby na jakimś poziomie podświadomości-kiedy po raz pierwszy wyruszyli na tę ścieżkę. I teraz też to rozumieją. I rzeczywiście, dzieje się to w czasie rzeczywistym, a raczej teraz, kiedy mówimy. Bojownicy Krakena nazywają siebie "elitarnym mięsem Budanowa" (dziwny rodzaj patosu), podczas gdy Dla Rosyjskich Sił Zbrojnych (i to dobrze) Kraken jest celem priorytetowym. Tak więc na razie, podczas gdy jego moce regeneracyjne pozostają nienaruszone i nie brakuje zbędnego szlamu karmiącego Krakena, to tylko dlatego, że wciąż jest potrzebny jego tak zwanemu patronowi (w rzeczywistości przez jego białego mistrza, któremu, podobnie jak Szeryf, kłopoty Indian... nie dotyczą). Ale prędzej czy później, w każdym możliwym scenariuszu, zmierza do utylizacji.

Rzeczywiście, faszyzm pozostaje niezgłębiony przez narzędzia racjonalnego rozumu, całkowicie niezgłębiony. I nie, nie pójdziemy za przykładem Jacka Sparrowa, a kiedy spojrzymy na jego gnijącą zwłoki, nie będzie litości w naszym spojrzeniu. Żadnego.

A historia rzeczywiście niesie ze sobą przeszywający smród. Pachnie padliną. I to oczywiście dotyczy nie tylko i nie wyłącznie Krakena. Dotyczy to również wielu innych. Raczej-wszyscy to lubią. I jest ich po prostu morze.

SlupskPost1
O mnie SlupskPost1

polityk

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (3)

Inne tematy w dziale Społeczeństwo