44 obserwujących
754 notki
941k odsłon
  1355   4

Biurokracja MON - podsumowanie

Aparat urzędniczo-rządowy działa w sposób podobny do tego, jaki opisałem przy okazji MON. Raz mamy obsadzenie swoimi pod postacią jakiegoś korpusu urzędniczego do którego przyjmowali kaczofobów. Czują się oni lojalni względem totalnych, kanclerza RFN i ogólnie unijnego aparatu represji. Dodatkowo przy każdorazowej zmianie ministra musi on wywalić nominatów poprzednika, którzy czują się lojalni wobec tegoż poprzednika. Dodatkowo spora część pisiorów to jest fałszywa flaga, która wierzy w GLOBCIa, unijne dotacje, limity CO2 i wszelaki zabobon tego typu. Wiatraki i panele. Inni marzą o przejściu do aparatu biurokratycznego Unii i wobec niej się czują lojalni. Całe to towarzystwo produkuje sterty makulatury wpływające na decyzje premiera Morawieckiego.

Ta notka ma charakter syntetyczny i będzie tu podsumowany temat MON. Na końcu zaś będzie przykład dowodny byłego szefa artylerii gen. Jarosława Wierzcholskiego. Wypowiedział się on na łamach portalu Defence24 krytykując zakupy Błaszczaka. Pierwszy był gen. Drewniak na Onecie. Poziom ich nieogarnięcia wiele tłumaczy. Jak mogło coś być przy tym poziomie? Będzie o nim na końcu a teraz lecimy z definicjami:

I

Tłumaczę to już kolejny raz. Sprawa sięga lat 90-tych gdy różne partie miały koncepcję powołania kasty urzędników bezpartyjnych. W wypadku zmiany władzy i tak miały ją zachować bo obsadzi się swoimi stanowiska bezpartyjnych fachowców państwowców, którzy będą blokować co trzeba. W MON dochodzi sitwa poradziecka odnawiająca się na drodze kooptacji. PiS jest w stanie obsadzić swoimi tylko niewielki procent stanowisk a reszta zostaje. Reorganizacje to często tylko zmiana szyldów. A ci sami są na stołkach. Kontrola PiS nad resortem jest zatem iluzoryczna. Nie mogąc wywalić tamtych pisowcy próbują ich obchodzić. Przykładem jest tu WOT które mają własne dowództwo bo szpece poradzieckie rozwaliłyby formacje tą. Dalej: zamiast procedowania przetargowego robią zakupy interwencyjne żeby coś było. Jednym zdaniem: pisząc MON mam na myśli biurokrację monowska , zarówno cywilną jak i wojskową. Teraz jaśniej?

Nie było u nas szans przez dekady na jakiekolwiek uzbrojenie antyrosyjskie bo każdy tam swoją powinność rozumie i uwala wszystko na swoim szczeblu. Jak już pisałem jedyny wyjątek to F 16. Leopardy nic nie zmieniają w stosunkach sił bo każdy Leoś pojawiający się u nas znika w Niemczech i wychodzi to na zero. Dopiero za PiS weszły Kraby antyrosyjskie. Teraz mamy Abramsy wynajęte szkolne.

Gen. Koziej w 2014 roku przekonywał że wojna w naszym regionie nie grozi? Małe ryzyko konfliktu zbrojnego jest? Wpisywał to gdzie mógł?

A teraz oddaję głos komcionautom:

II Stary Wiarus17 sierpnia 2022, 11:33

Klasyczna taktyka sabotażowa MON, uniemożliwiająca wyposażenie WP w jakąkolwiek broń skuteczną przeciwko Rosji, zawsze polegała na tym, żeby nic nie produkować teraz, tylko poczekać do święty Dygdy  na super-duper polską konstrukcję, która wszystkim pokaże i będzie produkowana w ilości 5 sztuk rocznie. Inna taktyka sabotażowa MON polegała na dodawaniu do specyfikacji przetargowych importowanego sprzętu ultra-ambitnych i wyłącznie polskich wymagań, całkowicie wyjętych z dupy (czołg ma pływać, latać, tańczyć walca, pokonywać Bałtyk po dnie i wspinać się w przewieszonym terenie). Dla MON nic nigdy nie było wystarczająco dobre, z  ewentualnym wyjątkiem Gwiazdy Śmierci z "Gwiezdnych Wojen". Obecne zakupy w Korei wynikają m.in. z politycznej konieczności obejścia MON - kupujemy tam, gdzie nie ma takiego nasycenia prorosyjską agenturą wpływu jak w kraju.

III Szeliga17 sierpnia 2022, 14:43

MON specjalizował się przy każdym "dialogu technicznym" tworzeniem specyfikacji na gwiazdy śmierci. Kilkakrotnie ich specyfikacje opisywały sprzęt którego nikt (nie tylko w Polsce) nie był w stanie wyprodukować.

Tam panował kult folderów największych firm zbrojeniowych i domaganie się żeby nasz sprzęt spełniał te wymagania. Tymczasem to były tylko foldery. Wiele testów potencjalnych klientów obalało specyfikacje zgłaszane w folderach. 

Generałowie i pułkownicy odpowiedzialni za formułowanie wymagań, nie byli w stanie doczytać formuły, którą zawiera każdy materiał promocyjny szanującej się firmy: "Prezentowane informacje i specyfikacje nie stanowią oferty w rozumieniu prawa handlowego". I tyle.

My jednak ze względu na niewielką skalę twardo deklarowanych zamówień nie byliśmy w stanie zmusić konkurujących producentów zagranicznych do dostarczenia egzemplarzy sprzętu do badań testowych, porównawczych - ale prowadzonych u nas i przez nas. Gdybyśmy to robili nasi wojskowi wreszcie może zrozumieliby że nie ma idealnego sprzętu - także u najlepszych i najdroższych dostawców. I mieliby bardziej realistyczne oczekiwania wobec polskiego przemysłu obronnego.

Lubię to! Skomentuj38 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Społeczeństwo