Prakseologia to teoria sprawnego działania. Tak nas omylnie poucza Wikipedia. Mamy tu zatem element celu, który sobie stawiamy i element jego osiągania. Prakseologia odnosi się do drugiej części, czego nie rozumieją ludzie sformatowani ideologicznymi formułkami. Rozpatrzmy zagadnienie na przykładzie redpilla, który zyskuje ostatnio pewien rozgłos:
Możesz mieć różne cele, które sobie postawiłeś: stały związek, niestałe niezwiązki. Albo nawet święty spokój. W zależności od celu, jaki sobie postawiłeś zastosowanie odpowiedniej prakseologii ma umożliwić osiągnięcie zadanego sobie celu. Jeśli jesteś mężczyzną dalej zakładam, że świadomie postawiłeś sobie cel i go osiągasz. Dla sformatowanych ideologicznie, często utożsamianych z simpiarstwem i prof. Wielomskim są to zagadnienia trudne do pojęcia, że masz do czynienia z nauką o metodzie. To działa tak jak nawigacja samochodowa: pokazuje drogę niezależnie od celu jazdy, czy wieziesz obiad babci, czy jedziesz zarąbać kogoś siekierą. Zdaję sobie sprawę, że nie do pojęcia to jest.

Jeśli sobie postawiłeś przed sobą cel związku długoterminowego redpile dostarczą ci metod i środków. Celowo piszę o związku, nie w znaczeniu takim, że jak nie będzie ślubu to nie będzie i rozwodu. Może się okazać bowiem, że małżeństwo zwiększa szansę na rozpad. Wskazówki redpillowe zaś szansę tą zmniejszają. W obecnej ginocentrycznej rzeczywistości nie ma szansy na wyeliminowanie w ogóle.
Weźmy przykład wspomnianej biologii ewolucyjnej. Poucza nas ona, że ludzie muszą jeść i to konkretne rzeczy. Nie da się odżywiać betonem. Albo zostać balonem i odżywiając się fotosyntezą unosić w stratosferze roztrząsając sens istnienia. Oddychać też musimy. Nieoddychanie wykończy istotę ludzką w 5 minut dlatego mało kto je kwestionuje. Bez jedzenia wytrzymasz z tydzień, są zatem ludzie, którzy twierdzą, że nie jedzą.
Czy są osoby wywodzące, że naturalna skłonność ludzi do jedzenia, oddychania i picia jest niezgodna z katolicyzmem? Pewnie jakieś są. Wywód, że promiskuityzm jest naturalną skłonnością mężczyzn budzi jednak niezrozumiały opór. Że jest niby niezgodny z katolicyzmem? A ciekawe niby dlaczego? Mniemam, że definicja natury jest tu stosowana jakaś dziwaczna. W każdym razie krytycy nie podnoszą zarzutu, że to nie prawda. Podnoszą, że to niesłuszna prawda jest.
Konstatacja, że monogamiczne małżeństwo postulowane przez Kościół Katolicki jest kompromisem między męską a żeńską strategią reprodukcyjną również budzi niezrozumiały opór. Typowy dla konstatacji, że przyjęte przez Kościół rozwiązania mają jakiś głęboki doczesny sens. Widocznie nie powinny mieć sensu i nonsensownymi powinny być.
Faktem jest, że kiedyś małżeństwa były w ogromnej mierze aranżowane. Nie mówię tu nawet o monarszych, ale chłopi, szlachta, mieszczanie – wszędzie rodziny się układały i taki układ zapewniał stabilne funkcjonowanie społeczeństwa. Przy czym stabilne funkcjonowanie społeczeństwa nie musi być wartością. Bo niby dlaczego? Przyjęte rozwiązania były zgodne z wspomnianym redpillem, który nie jest niczym nowym.
CDN


Komentarze
Pokaż komentarze (2)