Blog
Smocze Opary
Smok Eustachy
Smok Eustachy Smokiem
28 obserwujących 516 notek 539205 odsłon
Smok Eustachy, 4 grudnia 2018 r.

Jak rozmawiać z neoprotestantem?

1120 70 0 A A A

Jest to wersja wstępna, którą udostępniam. Linki częsciowo nieaktualne. A na początek film:



Poradnik biblijny
versja 0.8c-3 -public beta

1. Wstęp
Artykuł niniejszy stanowi podsumowanie konstruktywne wieloletnich moich doświadczeń wyniesionych z rozmów z koncentrującymi się na atakach na Kościół Katolicki neoprotestantami,1 czy też szerzej protestantami różnych odłamów. Pragnę zawrzeć tu wskazówki ułatwiające osobom zmuszonym do prowadzenia takowego dyskursu tą drogę przez mękę, aby do pewnych spostrzeżeń nie musieli dochodzić sami a mieli podane na tacy. Szczególnie myślę tu o katechetach, w swojej pracy spotykających się z rożnymi dziwakami, a nie przygotowywanych od radzenia sobie z nimi. Pozwoli ten text na uniknięcie błędów, które ja kiedyś w swojej bezbrzeżnej naiwności popełniałem, zanim się zorientowałem co jest grane. A zajęło mi to trochę czasu, z uwagi na brak odpowiednich wskazówek, co stanowi widomy dowód na mizerię wydziałów teologicznych, zajmujących się wyalienowanymi z rzeczywistości abstraktami zamiast opracowaniem pożytecznych wskazówek. Podstawowy problem wynika nie tyle z nieznajomości Pisma Świętego, co z tego że katolik rzadko czyta je w celach polemicznych - neoprotestant czyni to niemal zawsze. Ale ja nie o tym.

Artykuł ilustruje fragmentami (neo)protestanckich publikacji sieciowych, w sytuacjach możliwych również fragmentami rozmów toczonych przeze mnie i różnych apologetów na różnych grupach i forach sieciowych. Ponadto zawarte będą podstawowe myśli wcześniejszych moich publikacji mieszczących się w zagadnieniu.

2. Podstawowa metodologia

W miarę sprawne poruszanie się w temacie wymaga niestety znajomości podstawowych zagadnień „Erystyki” Schopenhauera, czyli mówiąc prościej nabycia wiedzy, jak nie dać się wodzić za nos w czasie dyskusji. Niestety tematyka ta jest w powijakach, że nie wspomnę ponownie o nie przygotowaniu katechetów do podejmowaniu takich wyzwań. Nie wystarczy tu bowiem sama wiedza merytoryczna, która nie uzdalnia automatycznie do radzenia sobie z różnymi trikami-elektrikami. Dalej sygnalizuję tu zgodnie z duchem czasu nabycie odpowiedniej asertywności. Trzeba bowiem dawać sobie radę z pseudoautentycznymi wybuchami niby niekontrolowanych emocji, o czym za chwilę. Jak wiadomo – każda epoka ma swojego ducha czasu. Kiedyś dajmy na to był to feudalizm i system senior-wasal. Teraz mamy zaś rozpasaną marketoidalną wrzawę koncentrującą się na sukcesie sprzedażowym. Sposób myślenia ten, opierający się na współczesnych trendach handlowych, marketingu bezpośrednim, języku reklamy jest oczywisty dla znacznej części neoprotestantów, szczególnie w USA, a co za tym idzie we wzorujących się na amerykańskich braciach naszych krajowych.

Każdy prawie miał do czynienia z akwizytorami, i stosowanymi przez nich metodami. Dajmy na to przedstawiają się jako pracownicy biura badania opinii publicznej i proszą o opinię o komplecie noży, widelców odkurzaczu itp. Pytają się, czy podoba się, co sądzimy o właściwościach etc. Na końcu o cenę, jaką chcielibyśmy zapłacić. Ma taka gadka wytworzyć u nas świadomość okazji, jaką jest zakup takiego gadżetu. Zmiękczywszy, oszołomiwszy i zdezorientowawszy klienta co do swojej intencji przystępują do konkretyzacji oferty -mogą zaoferować nam towar po bardzo okazyjnej cenie itp. No i ludzie dają się na to nabierać. Dopiero jak ochłoną okazuje się, że jest to dziadostwo i w dodatku w ogóle niepotrzebne. Ale sukces sprzedażowy jest.

Podobnie postępują zwolennicy „wyznawania Jezusa jako Pana i Zbawiciela” /tytuły „Pan i Zbawiciel” pochodzą z tytulatury władców hellenistycznych, ergo są dowodem na wpływ pogaństwa. To już jednak inna historia/. Starają się skłonić delikwenta do takiego wyznania, jak się uda to mają kolejny sukces i kolejnego zbawionego na koncie. Niestety nasila się tendencja do stosowania schematu:

*

kazanie
*

wezwanie do wyjścia do przodu
*

akt "oddania"
*

wmawianie że się "teraz już jest zbawionym"
*

sprawozdanie: „wygłoszono, tylu i tylu się nawróciło"2

Tyle, że zbawienie nieco się różni od odkurzacza i po jakimś czasie delikwent odkrywa wskutek takiego głoszenia, że ani nie wie, co to jest, ani do niczego mu to nie jest potrzebne. Dla nas ważne są tu zaś przede wszystkim analogie:

1. tak jak akwizytora nie interesuje nasza opinia o produkcie, tak neoprotestanta nie interesują nasze opinie. On ma swoje cele i je realizuje,
2. istotne jest oszołomienie rozmówcy niepohamowanym słowotokiem,
3. ważna jest pewność siebie, a merytoryczna poprawność podawanych opinii jest czynnikiem zdecydowanie drugorzędnym.
4. oni oferują zbawienie "na warunkach preferencyjnych". Gdy jednak „kupimy” takie zbawienie, to okazuje się, że jest to mało warty gadżet w porównaniu z katolickim rozumieniem zbawienia. Tak właśnie postępują sprytni akwizytorzy sprzedając za nikła cenę "prawdziwy aparat fotograficzny" który potem okazuje się być jakąś rozsypującą się w rękach podróbką "Made in China".

Istnieje przeto znaczne podobieństwo języka reklamy z językiem neoprotestantów, przejawiające się w upodobaniu do chwytliwych haseł, bez zastanowienia się nad konsekwencjami i sensem. Reklama nie ma bowiem za zadanie przekazywać informacji o produkcie, a budować świadomość marki, pozytywne skojarzenia etc. Stąd istotne jest natężenie bodźca reklamowego, który ma natarczywie atakować wszystkie zmysły człowieka. Pod względem prawdołóstwa stają one słabiutko, np. ta Vichy o włosach o 70% bardziej puszystych, a przecież nie ma jednostki puszystości, ani nie wiadomo jak to mierzą. Ale wygląda taki text naukowo i kobiety go kupią.

Występują w reklamach słowa-klucze, które mają się odpowiednio kojarzyć. Np. „tłuszcz” ma się kojarzyć negatywnie, jest wrogiem. Dlatego jeśli skórze przypadkiem brakuje tłuszczów i produkujemy krem mający niedobór ich uzupełnić, to nie możemy napisać słowa „tłuszcz” bo ono ma ugruntowane negatywne konotacje. Piszemy więc „lipidy”.

3. Trudności gramatyczne i odrzucenie logiki

Zauważyć możemy: nieodróżnianie modyfikującego znaczenia przysłówków/? - w każdym razie nawet jak to nie przysłówki to pełnią funkcje logicznych kwantyfikatorów/ jak: „tylko”, „sama” „zawsze”. np. weźmy 2 zdania:

„Beata wczoraj założyła spódnicę”

„Beata wczoraj założyła TYLKO niebieską spódnicę”

Niby całkiem podobne a znaczenie jakby inne. Tymczasem oni tej subtelności nie bardzo uwzględniają. Np. nie spotkałem się z protestantem żeby nie wiem jak się określał biblijnym i trąbił o swojej jedyniebiblijności w oderwaniu od wszelkiej ludzkiej tradycji a podał, gdzie znajduje się jedyna wzmianka o „samej wierze” bądź też „tylko wierze” W innych miejscach nie ma o tym kwantyfikatorze mowy w ogóle.

Doskonałym przykładem na taką nieporadność gramatyczną jest text: „Kim jesteś, katolikiem czy protestantem” z Czytelni chrześcijanina na http://www.jezus.pl. Autor, Andrzej Wojtkowski z Bielska-Białej łaskaw był umieścić tam rozdział „Katolicyzm potwierdza zasadę „jedynie z Łaski”” gdzie zdumiony mogłem przeczytać: „Wielu protestantów ze zdumieniem stwierdza, z jaką swobodą autorzy katoliccy cytują zawarte w Biblii wypowiedzi dotyczące usprawiedliwienia z łaski” i dalej kilka cytatów. Generalnie stanowisko katolickie, powszechnie znane gdyż zamieszczone w 6 prawdach wiary: „Łaska Boża do zbawienia jest koniecznie potrzebna” odczytuje on jako „tylko Łaska Boża...” W artykule Richarda M. Bennetta „Pozyskiwanie Katolików Przez Ewangelię”:

http://jezus.pl/wortal/article.php?sid=624

Czytamy: „Podczas, gdy Ewangelia ma być zwiastowana dla wszystkich, nie mówi ona o nas, ani tym, co się w nas dzieje. Jest wyłącznie skoncentrowana na tym, co Jezus Chrystus uczynił, Jego śmierci i zmartwychwstaniu.” gdzie nieco jakby się Autor zapędził. Wystarczy wskazać bowiem maleńki fragment o nas, aby wykazać błędność opinii o „WYŁĄCZNYM skoncentrowaniu na tym, co Jezus Chrystus uczynił, (...)” 5 Nie jest skoncentrowana WYŁĄCZNIE bo jest mowa, że jak damy komuś kubek wody etc. to nie zostanie to bez nagrody. Albo żebyśmy sprzedali wszystko i kupili perłę. Albo żebyśmy słów faryzeuszów słuchali, ale uczynków nie naśladowali. O grobach pobielanych jest. Takie ich podejście wynika z takiej a nie innej koncepcji zbawienia. Jeśli polega ono na uzyskaniu "Bożej amnestii", no to należy skoncentrować się na dowiedzeniu się na tym, czy ona także i mnie objęła. Bo w tej logice Bóg działa suwerennie: ja nic nie mogę uczynić, aby uzyskać amnestię, mogę tylko przyjąć do wiadomości, że zostałem przez suwerennego Boga predestynowany do zbawienia.

W artykule „Kim jesteś, katolikiem czy protestantem” znajdziemy zarzut: „Katolicyzm rzymski jest religią natury ludzkiej. Teologia katolicka opiera się na klasycznej logice greckiej - najlepszej logice, na jaką zdobył się umysł ludzki. Jeżeli odczuwamy, że nasze rozumienie Ewangelii jest wytworem ludzkich spekulacji, to z pewnością zawiera ono elementy bardzo charakterystyczne dla katolicyzmu.” Faktycznie nie lubią neoprotestanci logiki zbytnio, a to dlatego, aby można było pisać rzeczy nielogiczne. Np. krytykować majówkę nie mając pojęcia co to jest. Zwracamy też uwagę na przeczenia. Dajmy na to:

może – nie może,

musi – nie musi.

Czy trafiają z właściwym przeczeniem. Musimy stale zwracać czujną uwagę na przeczenie do zdania:

„Zbawieni jesteśmy tylko z Łaski.”

brzmi owo przeczenie bowiem:

„Zbawieni jesteśmy nie tylko z Łaski.”

a nasi interlokutorzy często formułują je w sposób następujący:

„Zbawieni jesteśmy bez Łaski.”

dalej z tą tezą dyskutując. W zasadzie za każdym razem kiedy takie nieporozumienie zachodzi musimy stanowczo interweniować, mamy też szansę że za którymś razem coś tam dotrze.

Podobnie różnica pomiędzy "potrzebny" a "konieczny" jest olbrzymia - może większa niż pomiędzy "wystarczający" a "konieczny" To nie jest różnica kategoryczności, lecz różnica jakościowa powodująca iż wymiana tych słów w twierdzeniach czyni niektóre z nich absurdalnymi.

Muszę zwrócić tu uwagę na bardzo specyficzne rozumienie czasownika „czytać” pojawiającego się w kontekście Biblii. Normalnie bowiem ma on spektrum znaczeniowe rozciągające się nawet w okolice „zapoznawać się”, „rozumieć”, „pojmować”. Tak też należy go interpretować zapoznając się z zachętami do lektury Pisma. „Zapoznawać się” ma znaczenie szersze, obejmujące również inne formy aktywności umysłowej człowieka. Neoprotestant natomiast używa tego czasownika w bardzo wąskim znaczeniu technicznym, bez zwracania uwagi na końcowy efekt.

4. System wersetowy

Pokutuje często opinia o dobrej znajomości Pisma Świętego wśród protestantów. Być może jest ona prawdziwa, ja jednak mówiąc szczerze nie spotkałem się z znającym Biblię neoprotestantem, może pecha jakiegoś mam, fatum mnie prześladuje czy cuś. Generalnie oni mówią, że znają, trąbią o tym non stop stąd całkiem udatnie wywołują takie wrażenie /patrz punkt 2 o reklamie/. Doświadczenie zaś mówi, że wiedza ich jest gorsza niż katolików, nawet takich niedzielnych. Otóż u nas to chociaż funkcjonują jakieś „toposy”, ludzie używają różnych motywów w mowie potocznej, nawet nie wiedzą, że to z Pisma. Chodząc co niedzielę do kościoła coś tam zawsze usłyszą i im zostanie. Nie jest to natomiast rodzaj wiedzy którą określiłbym jako „teleturniejowa” (w sensie : "w wersecie tym a tym Paweł napisał...") w której to lubują się neoprotestanci. A że pamiętają kilka numerków to nie znaczy jeszcze że znają Pismo dobrze. Owszem , znane są pewne fragmenty, ale inne są jakby zapomniane... czym epatują nas protestanci, koncentrując się na wersetach o czym teraz kilka zdań.

Pismo Święte wydawane przez Brytyjskie Towarzystwo Biblijne ma często specyficzny układ. Każdy werset jest oddzielnym akapitem, umieszczonym w odrębnej linijce. Wygląda to mniej-więcej tak:

„Kiedy nadszedł wreszcie dzień Pięćdziesiątnicy, znajdowali się wszyscy razem na tym samym miejscu.

Nagle dał się słyszeć z nieba szum, jakby uderzenie gwałtownego wiatru, i napełnił cały dom, w którym przebywali.

Ukazały się im też języki jakby z ognia, które się rozdzieliły, i na każdym z nich spoczął jeden.

I wszyscy zostali napełnieni Duchem Świętym, i zaczęli mówić obcymi językami, tak jak im Duch pozwalał mówić.

Przebywali wtedy w Jerozolimie pobożni Żydzi ze wszystkich narodów pod słońcem.

Kiedy więc powstał ów szum, zbiegli się tłumnie i zdumieli, bo każdy słyszał, jak przemawiali w jego własnym języku.”

Taki układ utrudnia wychwycenie sensu dłuższych fragmentów, choćby dlatego że oko się męczy. Pewnej grupie ludzi w ogóle uniemożliwi, bo o ile z normalnie sformatowanym textem /jak w każdej xiążce/dali by sobie jeszcze radę, tu już będą bezradni. Wygodnie natomiast wyszukuje się poszczególny werset i powołuje na niego. Takie jest zapotrzebowanie społeczne i sposób patrzenia – Biblia jako zbiór autonomicznych wersetów. Taka redakcja jest pośrednim zafałszowaniem treści Pisma. W Biblii hebrajskiej są np. specjalne znaki melodyczne, które umożliwiają taki śpiew lub recytację odpowiednich fragmentów, aby wydobyć z nich właściwy sens. /to zamiast znaków interpunkcyjnych, akapitów itp./. Podział na wersety jest sztuczny i zaburza przekazywane treści. Tak więc numeracja rozdziałów i wersetów powinna być możliwie jak najbardziej dyskretna.

Rozpowszechnia się taki sposób czytania: aby zbadać jakieś zagadnienie, wybierają z jednego z cytatów dotyczących tego zagadnienia jakieś słowo, a następnie przeszukują Biblię wg TEGO WYRAZU (nie potrzeba o tego głębszej wiedzy - od czego komputer...). Skutek jest oczywisty - nie widzą synonimów, natomiast znajdują sprzeczności ze względu na występowanie homonimów (homonim to odwrotność synonimu - słowo które ma kilka znaczeń lub jest używane do rożnych celów - szczególnie częste jeśli się ma do czynienia z księgą z tak rozciągniętym czasem powstawania jak Biblia). Prawidłowy sposób badania problemu w Biblii jest odwrotny - szuka się wszystkich miejsc gdzie DANY TEMAT występuje ( i ewentualnie bada słowa). Stąd dwa błędy :

*

rozciągniecie znaczenia (a przecież to ze ktoś nazywał Baala Bogiem nie oznacza ze Jahwe i Baal to to samo. To ze ktoś kogoś nazywał Królową Nieba nie oznacza ze ten ktoś i Maryja to to samo (zasada: jedno słowo w Biblii ma jedno znaczenie, a jedno znaczenie ma jedno słowo3),
*

wykluczenie znaczenia (charakterystyczny przykład wypowiedzi "Jezus nie mógł nazwać Piotra "Skałą" bo skałą w Biblii jest Bóg Ps 62,3".

Nam jako katolikom takie podejścia wydają się dziwne, bo przyzwyczajeni jesteśmy do katolickiej metody interpretacyjnej: „czytamy Pismo Święte i na tej podstawie budujemy doktrynę.”4 Tymczasem oni mają odwrócony proces ten: najpierw mają doktrynę a dopiero potem szukają jej uzasadnienia w Biblii. Opierają się na jednym wersecie /co najwyżej dwóch/, a następnie szukają potwierdzenia wszędzie indziej. Rzadko kiedy analizują całe perykopy. Chodzi im moim zdaniem o karmienie swojej "zabawiającej wiary", aby uzyskiwać coraz większą pewność, co do swojego "statusu zbawionych". Jednak czytają oni Biblię bardzo regularnie, wyszukując dla swej strawy duchowej owe "fantastyczne wersety". A jak się szuka uzasadnienia pod papier istniejący to się je zawszeć znajdzie, stąd też dominacja myślenia wersetowego, czyli szukanie wersetów 4 potwierdzających dane pomysły teologiczne, jak suwerencjonizm predystynacyjny, pewność zbawienia, nieutracalność zbawienia, porwanie, sole etc. Natomiast w egzegezie katolickiej najpierw czytamy Pismo, ale nie po to głównie aby "budować doktrynę", ale aby Ono nas przemieniało swoją mocą czyniąc podobnym do Chrystusa i przygotowując do przyjęcia sakramentów.. Doktrynę buduje się pomocniczo, po to, aby odpowiedzieć na czyjeś wątpliwości, kontrowersje i dylematy /zwłaszcza natury moralnej/. Nie jest celem Kościoła "budowanie doktryny" - doktryna rozwija się organicznie razem z życiem całego Kościoła wzrastającego w wierze, pośród wszystkich "zawirowań" wynikających z konkretnych uwarunkowań i życiowych problemów.

Protestanci różnych odcieni są przeto w trudnej sytuacji dyskutując ze sobą. Każdy ma swoje wersety znalezione, jeden na pewność zbawienia, inny na szabat, trzeci na predestynację, jeszcze ktoś na suwerenność albo porwanie. Na tarzanie się w stosie dolarów. Co więcej, każdy ma też wersety świadczące niezbicie przeciw poglądom oponentów.5 Trudno w tym systemie wersetowym dojść do konsensusu, wiadomo za to jedno: nauczanie Kościoła Katolickiego jest błędne. Stąd wystarczy im wykazać, że pogląd innego protestanta jest zbliżony do katolickiego stanowiska, żeby uzyskać dowód nieodparty nieprawdziwości jego. Stąd Bennett atakuje CCI, AD7 wszystkich za szabat, zieloni obrywają etc. 6 Paradoksalnie nawet taki „niedzielny katolik” w ogóle nie czytający w domu Pisma Świętego, a jedynie słuchający czytań mszalnych bez trudu osiągnie stopień znajomości Biblii nieporównywalnie większy niż skupiający się na kilku wersetach neoprotestant.7

Wiedza ta przydaje się wtedy, kiedy mówią, że czegoś tam nie znajdują w Biblii. Na przykład obrazów. Tłumaczymy, że nie znajdują ze względu na system wersetowy, pojmowanie Biblii jako luźnej federacji autonomicznych wersetów, nierozróżnianie kwantyfikatorów, budowanie doktryny w oparciu o jeden werset.

5. Ewangelia

Dla nas Ewangelie są sercem całego Pisma świętego, są bowiem głównym świadectwem życia i nauki Słowa Wcielonego, naszego Zbawiciela. Protestanci zaś dokonali karkołomnej jak się okazuje interpretacji Listów Apostolskich, z którą to interpretacją gryzą się im mocno treści zawarte w Ewangeliach przez co są one przez neoprotestantów traktowane po macoszemu. Uciekają przed nimi jak diabeł przed święconą wodą. Dobrowolnie pomijają je – np. przytaczany text „Kim jesteś – katolikiem czy protestantem” zawiera około 40 odniesień do listów, a poniżej 10 do Ewangelii. W artykule Bennetta „Pozyskiwanie Katolików Przez Ewangelię” proporcja jest 20:9, niby nieźle, ale część cytatów ewangelicznych jest na doczepę np.: „(Kol. 2: 12, Zobacz również Jana 5:24-25.)”, z ewangelii synoptycznych jest bodajże jeden tylko. Podobnie początkowa, zaznaczona pochyleniem część pomija milczeniem Ewangelię. Artykuł zawiera kilka odniesień do całych rozdziałów listów, rozdziałów ewangelii wyraźnie mniej. np. tu:

„W Piśmie, zbawienie wyraźnie widziane jest w Chrystusie. Na przykład w Efezjan pierwszym i drugim rozdziale słowa ,w Chrystusie", "w którym", "w Nim", "w Umiłowanym" powtarzają się 18 razy.”

jest zawarta pewna próba analizy masowej. Co zajmujące text:

„Po dręczących poszukiwaniach, gdy mówiono mi, co mam robić, aby zostać zbawionym, odkryłem, że pierwszą rzeczą, która musi być biblijnie zrozumiała odnośnie Ewangelii jest to, że mówi ona ,o Jezusie Chrystusie Panu naszym", jak wskazują słowa Pawła w Rzymian l :4.”

sugeruje, że Bennett nie zna w ogóle ewangelii synoptycznych, bo nie powołuje się na początek Ewangelii Marka: „Początek Ewangelii o Jezusie Chrystusie, Synu Bożym” tylko wkleja fragment z listów. Bądź też mniej lub bardziej świadomie unika powoływania się na nie nawet w tak zdawałoby się drobnej kwestii. Uważa je za nieobowiązujące? W tej wersji Jezus spełnia tylko rolę jakiegoś "Jana Chrzciciela" w stosunku do "ewangelii łaski" objawionej w całości dopiero w liście do Rzymian...

Najbardziej skrajną i radykalną a przez to konsekwentną grupę stanowią zwolennicy dyspensacyj, którzy wyznają pogląd że Jezus Chrystus kierował swoje nauczanie do jakiejś nienarodzonej na nowo hołoty, a nie do nowonarodzonych chrześcijan przeto nie dotyczy to nauczanie ich wcale, mając znaczenie raczej takie historyczno-informacyjne. Inni werbalnie nie idą tak ostro, ale pomijają treści ewangeliczne wyraźnie, potrafią stwierdzić, że ewangelie to biografie i tam pewnie nie ma zbyt dużo o zbawieniu. Opracowałem mały wykaz niekompletny o treściach zbawczych w Ewangeliach, czyli kto będzie w niebie?8 Okazuje się, że Jezus nauczał „zbawienia z uczynków” - tak ten wykaz został podsumowany. 9

Praktycznie tę wiedzę możemy wykorzystać, odnosząc się do przedstawionych nam broszur lub wygłoszonych orędzi. Pytamy się, czemu tam nie ma prawie nic z Ewangelii. Rzecz jasną etycznym postępowaniem byłoby, gdyby od razu, zamiast atakować klękanie przed obrazami etc, sprecyzowali swoje stanowisko, mówiąc od razu, że Ewangelie im się nie podobają i treści tam zawarte są bez znaczenia. Ale takie stwierdzenie, choć prawdziwe, wyglądałoby bardzo źle, no bo jak tu twierdzić, że się jest biblijnym chrześcijaninem i od razu odcinać się od Ewangelii? W każdym razie tu musimy się wykazać ogromną dyscypliną intelektualną, każda okazja będzie bowiem dobra dla nich do opuszczenia grząskiego gruntu Ewangelii, np. według wzoru: „mimo, że w Ewangelii jest A to Paweł pisze B” i dalej o tym B już cały czas.

Z jednej strony musimy zmusić ich do poszukania, co tam w Ewangelii o zbawieniu, a ponieważ będą bardzo oporni, to im tą oporność wytykamy, stwierdzając, ze z tą biblijnością coś nie tak, skoro nic nie wiedzą o Ewangelii. W następnym etapie zmuszamy ich do analizy zbawczych treści ewangelicznych, bo Jezus przyszedł na Ziemię m. i. głosić Dobrą Nowinę i to nauczanie jego zostało spisane nie z sentymentu, a ze względu na aktualność. Jest to dla nich zadanie bardzo niewdzięczne, bo egzegeza Ewangelii wyglądać musi mniej-więcej tak:

a. Ubodzy w duchu /Mt 5/ - muszą odkręcać, że Jezus mówiąc o ubogich w duchu nie miał na myśli ubogich w duchu, tylko, że wcale nie ubodzy w duchu.

b. Miłosierni /jw/ - muszą odkręcać, że Jezus mówiąc o miłosiernych nie miał na myśli miłosiernych, tylko, że wcale nie miłosierni.

c. Prześladowani z powodu Jezusa. - muszą odkręcać, że Jezus mówiąc o prześladowanych nie miał na myśli prześladowanych, tylko, że wcale nie prześladowani.

d. Ci, co nie utracili smaku /Mt5, 113/ - muszą odkręcać, że Jezus mówiąc o tych, co nie utracili smaku nie miał na myśli tych, co nie utracili smaku, tylko, że wcale nie ci, co nie utracili smaku

e. Ci, których sprawiedliwość jest większa niż faryzeuszów i saduceuszów. - muszą odkręcać, że Jezus mówiąc o tych, których sprawiedliwość jest większa niż faryzeuszów i saduceuszów, nie miał na myśli tych, których sprawiedliwość jest większa niż faryzeuszów i saduceuszów, tylko że wcale nie ci, co ich sprawiedliwość jest większa niż faryzeuszów i saduceuszów. Itd. Takich miejsc w Ewangeliach jest mnóstwo.

Dopiero próba przedyskutowania tej kwestii daje pewien obraz wielopłaszczyznowej niekompetencji biblijnej neoprotestantów, tak trudnej do pojęcia. Problem polega na tym, że zasada „tylko łaska” wymusza pojmowanie roli człowieka jako zupełnie biernej, podczas gdy Jezus co chwile coś tam każe robić, albo chwali określoną czynną postawę.

Co ciekawe, (neo)protestanci aby zatrzeć wrażenie nieewangeliczności powinni się zmobilizować i coś tam o nauczaniu Jezusa powiedzieć. Tymczasem tak mocno tkwią w swoim paradygmacie, że dalej cytują same listy, co jest dość nielogiczne.

6. Polemika z judaizującymi w listach

Katolicy: sama ma charakter historyczny. Ani nie byliśmy żydami, ani poganami. Ani nie mieliśmy problemu z przestrzeganiem prawa żydowskiego, obrzezaniem etc. Ani nikt nam nie czynił ich koniecznymi do zbawienia. Ważne są, bo przy okazji Paweł wiele rzeczy uniwersalnych zawarł.

Protestanci: chcą tkwić w tej polemice, zwalczać chcą tych judaizujących teraz, a że nie ma to się czepili nas jak rzep psiego ogona.

7. Zbawienie

Z poczuciem pewnego tryumfu zacytować pragnę fragment znanego nam już artykułu „Kim jesteś, katolikiem czy protestantem” w którym to autor ubolewa:

„Badania statystyczne, przeprowadzone przy pomocy tej ankiety wykazały, że większość protestantów jest bardziej katolicka niż protestancka, jeśli chodzi o sprawę usprawiedliwienia.”

Istotnie bowiem protestancka koncepcja zbawienia okazuje się mało sensowna. Na pierwszy rzut oka wygląda jednak interesująco, gdyż praktycznie koncentruje się na negowaniu roli tzw. „uczynków”, w szczególności dobrych. Wyobraźmy sobie, że nowonarodzony chrześcijanin przywalił bejsbolem jakiemuś człowiekowi. Niewątpliwie jest to uczynek, który śmiało możemy nazwać grzechem. Ale zgodnie z zasadami „Sola Fide”, „Sola Gratia” nie powinien mieć żadnego wpływu na zbawienie. W praktyce jednak ma, bo to jest grzech. Grzechy jak się okazuje mają wpływ na zbawienie. Ale załóżmy, że jakiś nienarodzony na nowo Samarytanin przyjechał na wycieczkę z Orbisem i pozbierał tą ofiarę napadu z asfaltu i odwiózł do szpitala. Nieoczekiwanie też mamy do czynienia z grzesznym uczynkiem. Natomiast jeśli pomocy takiej by udzielił nowonarodzony neoprotestant, to już nie jest grzech, tylko dobry uczynek, nie mający jednak najczęściej żadnego wpływu na zbawienie.

Człowiek dziedziczy bowiem ich zdaniem nie tylko skutki grzechu Adama, ale jego winę, która zostaje każdemu prawnie przypisana. Zbawienie to głównie wymazanie tej winy, czyli zmiana usposobienia Boga względem konkretnego człowieka. Najbardziej skrajni są tu zwolennicy kalwińskiej podwójnej predestynacji, czyli poglądu, że Pan Bóg jednych przeznaczył do zbawienia, a drugich ku potępieniu, człowiek zaś nie ma wolnej woli: „ Bóg nie stracił nic ze swojej mocy i jest rzeczą wielce niestosowną, aby przypuszczać, że podobnie do ludzi wielce się wysila robiąc, co w Jego mocy, aby przekonać ludzi, by postępowali sprawiedliwie, jednak nie jest w stanie zrealizować swojego wiecznego, niezmiennego, świętego, mądrego i suwerennego planu.”10 Wymaga ten pogląd chwili uwagi, gdyż jest trudny do pojęcia, szczególnie jak się trochę zna Pismo Święte. Doktryna suwerenności Bożej ma tę zaletę, że najbardziej konsekwentnie trzyma się zasady „Tylko Łaska”, wadą jej zaś jest, że analogicznie najbardziej konsekwentnie odejmuje poszczególnemu człowiekowi wszelki wpływ na tegoż człowieka zbawienie. Pan Bóg jest tu pojmowany jako ktoś, kto jedne talerze układa na górnej półce, drugie na dolnej.11 Układa zgodnie z swoim uprzednim planem, a poszczególny talerz nie może mieć pretensji, że wylądował na dole. Do tego momentu wszystko jest pięknie i ładnie, schody się zaczynają gdy dojdziemy do Adama i Ewy. Niechętnie kalwiniści12 tłumaczą, czemu Pan Bóg kazał Adamowi zjeść to jabłko, bo skoro Pan Bóg jest suwerenny, to Adam nie mógł podjąć tej decyzji, tylko Bóg położył go na dolnej półce. A czemu go położył skoro natura jego nie była upadła? Jeszcze groźniej wygląda kwestia upadku aniołów. Nie wiadomo, czemu Pan Bóg kazał im upaść, bo przecież Szatan też wolnej woli nie miał nigdy. Ten element trzeba tu podkreślić – stworzenie w tej doktrynie nie miało, nie ma i nie będzie miało wolnej woli, o czym osoby dyskutujące z kalwinistami często zapominają.

Inni protestanci nie idą tak daleko w swoich spekulacjach, przeto są krytykowani przez kalwinistów za kryptopapizm,13 gdyż odrzucają ten pomysł z suwerennością, a co za tym idzie człowiek ma jakiś wpływ tam na swoje zbawienie. Pojmowane jest ono jednak w sposób bardzo specyficzny. Chodzi bowiem tu głównie o przebłaganie rozgniewanego Boga, co stanowi cel odpuszczenia grzechów. Można je osiągnąć wyłącznie poprzez akt wiary w Ofiarę Krzyżową Chrystusa14 Natura ludzka, została tak dalece zepsuta przez grzech Adama, że przemiana jej nie jest w ogóle możliwa. Stąd pomysł, że zostaje ona okryta zasługami Chrystusa niczym płaszczem. Zasługi Chrystusa "przykrywają" grzesznika, tak że Bóg nie poczytuje nawróconemu jego nowych grzechów. Tak więc chrześcijanin jest "simul iustus et peccator" - równocześnie sprawiedliwym i grzesznikiem; jest bowiem "uznany za sprawiedliwego" o ile tylko wierzy, że Chrystus złożył za niego Ofiarę Krzyżową. Odpuszczenie grzechów nie tylko usprawiedliwia grzesznika przed Bogiem i wybawia go od zasłużonego gniewu, ale także odnawia nasze serce, które umożliwia pełnienie dobrych uczynków. Uczynki te nie są jednak naszym dziełem, lecz wyłącznym dziełem Boga, aby zaświadczyć o otrzymanym przez wiarę usprawiedliwieniu. Stąd protestant bardziej obserwuje, czy jego wiara przyniosła owoce niż stara się je osiągać i na tej podstawie osądza jakość swojego życia duchowego, co ma bardzo doniosłe konsekwencje dla życia duchowego, o czym za chwilę.

Nauka Biblijna15 jest zupełnie odmienna, co jest powodem zasygnalizowanego w poprzedzających częściach tego artykułu żołądkowania się tradycjonalistycznie nastawionych protestantów, gdyż masy odnajdują zbyt często w Piśmie Świętym treści niepokojąco zbliżone do katolickiego Credo. Kościół Katolicki naucza bowiem, że celem stworzenia człowieka jest m. i., aby był on szczęśliwy. A pełnię szczęścia człowiek może osiągnąć tylko poprzez zanurzenie się w Bogu. Ponadto relacje doczesne tu, na Ziemi są ukształtowane często na wzór relacji Bóg-człowiek, stąd liczne przypowieści w Biblii, jak ta o synu marnotrawnym. Jest to o tyle ważne, że nauka katolicka nie jest tu w ogóle spekulatywna, nie ma nic o jakimś prawnym przypisywaniu winy Adama, wywód jest jasny i klarowny.

Pan Bóg stworzył człowieka, aby dopuścić go do życia trynitarnego, wtedy będzie on szczęśliwy. Pan Bóg kocha bowiem ludzi miłością doskonałą. Wtłoczył też dlatego w nich ideały miłości, dobra i piękna. Pan Bóg nie potrzebuje też talerzy, żeby je sobie układać na półkach, stąd oczekuje na swoją miłość wolnej odpowiedzi, dlatego obdarzył ludzi wolną wolą, chce mieć przyjaciół, a nie sługi. Stąd człowiek ma możliwość opuszczenia Pana Boga, niczym zbłąkana owca, Pan Bóg jednak wyczekuje jego powrotu niczym syna marnotrawnego. Niestety ludzkość skorzystała z tej możliwości zbuntowania się, co spowodowało zepsucie natury ludzkiej, a nie odziedziczenie winy Adama. Zepsucie to polega na nieufaniu Bogu, wątpieniu w Jego miłość i buncie przeciwko Jego planom wobec człowieka.

Wszystko to jest jasne i proste. Nikt /prawie!/nie chce być talerzem, każdy odkrywa w sobie ideały dobra, prawdy, piękna. Ojciec czekający na powrót syna, pasterz szukający zbłąkanej owcy – te obrazy są zgodne z doświadczeniem ludzkim. Podobnie jak pojęcie tzw. „dopustu Bożego”.

Porządek miłości polega na tym, że Pan Bóg nie opuszcza człowieka i nie porzuca swojego podstawowego celu. Aby ludzkość mogła uczestniczyć w relacji miłości życia trynitarnego zasypuje przepaść dzielącą naturę Bożą i ludzką poprzez wcielenie Syna Bożego – Jezusa Chrystusa, który wysłużył nam łaskę, która autentycznie zmienia i przebóstwia człowieka zastępując stopniowo naturę upadłą naturą samego Chrystusa. Oprócz przepaści grzechu dzieli nas od Boga także przepaść natury: Bóg jest duchem, a my jesteśmy cieleśni. I to właśnie Wcielenie Syna Bożego zasypuje tę przepaść między nami i Bogiem, i to niezależnie od przepaści grzechu. Owszem, aby doprowadzić do realizacji Bożego planu Jezus musiał także pokonać przepaść grzechu w Misterium Paschalnym, w czym ujawniła się Jego miłość do nas "aż do końca". Odpuszczenie grzechów jest pierwszym, nieodzownym warunkiem zbawienia ale nie jest tożsame ze zbawieniem.

Kluczowym problemem neoprotestantyzmu stała się de facto kwestia kwestia szczerości wyznania, że Jezus jest osobistym Panem i Zbawicielem. Wiadomo, że każdy, kto ją złożył z wiarą jest zbawiony /często nieutracalnie/. Nie wiadomo jednak, czy delikwent złożył ją z wiarą. Tu jest haczyk – konieczne jest utwierdzanie się, że wiara byłą autentyczna. Poznać to można po owocach tejże wiary, czyli najczęściej po dobrych uczynkach.



[predestynacja cd]

Pomysł ten doprowadził niechcący do samousprawiedliwienia się znacznej części ludzi – dochodzą oni do wniosku, że zbawienie jest poza ich zasięgiem wskutek odmiennego Bożego zamiaru, przeto dają sobie z nim spokój wiodąc światowe życie. Inna grupa chciałaby


Katolicka koncepcja zbawienia

Co jest u nas atrakcyjne i o czym trzeba mówić



8. Terminy, których warto nie używać    

*

tradycja - funkcjonuje ten termin w zbitkach: „ludzka tradycja”, „niebiblijna tradycja” i jest przeciwstawiany Biblii. Dlatego nie łączymy go z Kościołem Katolickim. Chętnie za mówimy o rozmaitych protestanckich tradycjach.
*

dogmat – z reguły „niebiblijny”. Przeciwstawiany „przeżywaniu żywej wiary”. Często wspominamy o takich dogmatach, jako „sola scriptura”, „sola gratia”, „sola fides”,
*

doktryna – podobnie jak dogmat, „niebiblijna”. Ale mamy wiele do powiedzenia o doktrynie porwania, suwerencjonizmu etc,
*

nieomylność – wyłącznie papieska. O ile neoprotestant przypisuje sobie nieomylność w skali o wiele większej niż papieska, to nigdy nie użyje tego terminu, raczej będzie twierdził, że „nie popełnia błędów teologicznych”, „jest niezawodnie prowadzony przez Ducha Świętego” etc,
*

czyściec – wielu protestantów dochodzi do wniosku, że takie miejsce, w którym człowiek pokutuje za grzechy jest konieczne, o tyle nie nazwie w życiu go czyśccem.
*

religia -

9. Jak rozmawiać o różańcu?

W świetle tego, co pokazałem do tej pory różaniec jawi się faktycznie neoprotestantowi jako coś niebiblijnego – oparty jest wszak na Ewangelii. Ale głównym momentem protestanckiej krytyki różańca jest jej niekompetencja. Nie mają oni pojęcia zielonego czym on jest. Podobnie nie wiedza nic o majówce, kiedyś miesiąc czasu zajęła mi dyskusja z krytykiem majówki, podczas której starałem się zmusić go do napisania, co wie o majówce. Okazało się, że nic nie może napisać bo nic nie wie. A ta ignorancja umożliwia podjęcie krytyki, jakby wiedzieli, co to jest, to trudno by było im krytykować.

My zaś ograniczamy się do wskazania tej ignorancji. Nic nie tłumaczymy, bo neoprotestantowi nie zależy na wiedzy o różańcu, jest ona wprost dla niego szkodliwa. Podobnie jak akwizytorowi z punktu 2 możemy udowodnić, że sprzedawany przez niego odkurzacz to grat, a i tak zastuka do następnych drzwi i będzie go zachwalał, tak samo neoprotestant impregnowany jest na wiedzę, którą byśmy chcieli mu przekazać. Gdyby w istocie chciał się dowiedzieć czegokolwiek o różańcu, to by wiedział już dawno, wszak to tajemnica żadna nie jest. Natomiast wszelakie tłumaczenia są dla niego okazją do czepiania się i zmiany tematu, czyli tworzenia kolejnego poematu dygresyjnego.

Pytamy się zatem, czy zwiastowanie jest w Biblii. No niby jest. Czy narodzenie jest w Biblii? No niby jest. Czy nawiedzenie jest w Biblii? Tu już mogą być kłopoty. Przy czym nie tłumaczymy, jakie nawiedzenie. Jak nie wie, jakie jest nawiedzenie w różańcu to jak może krytykować? Niech się idzie douczy a potem dopiero wróci i krytykuje. Drugim planem dyskusji o różańcu jest „Ojcze Nasz” i „Zdrowaś Mario”. Tu utrzymują często, że modlitwa musi być w Biblii. Ale to tylko tutaj, więc to twierdzenie każemy zapisać im na karteczce, żeby w odpowiednim momencie wyciągnąć. Faktycznie nie podobać im się może prośba o wstawiennictwo.

10. 2 wyjścia z rozmowy: agresywne i irenistyczne.
11. Uwagi końcowe.

- Bardziej celowa dyskusja z jednym dywersantem niż z większą grupą, bo się będą wstydzić jeden drugiego.

- chodzi o przechwycenie inicjatywy w dyskusji, żeby musieli krytykować u nas to, co nam na rękę i mówić o tym, co im nie na rękę.

*

Napiętnowanie teologów bujających w obłokach
*

Przypisy
1Nie mylić z neokatechumenem, czyli członkiem Drogi Neokatechumenalnej, czyli neonem. Neokatechumen różni się nieco od neoprotestanta.

2 Niezależnie od tego jak wygląda sam akt, przypisuje mu się znaczenie obrzędu inicjującego - wiele grup postawiło go w miejsce Chrztu Świętego

3Zwracam uwagę na totalnie spekulatywny charakter owego założenia. Przecież w żadnym języku tak nie ma.

4Por np.: Jankowski Augustyn OSB; „Królestwo Boże w przypowieściach”

5Dlatego nie można mówić, że (neo)protestanci nie mają racji w ogóle. Mają ją bardzo często – gdy krytykują się nawzajem.

6Szczegółowy opis tych kontrowersji przekracza ramy niniejszego artykułu, dlatego zostanie opracowany inny artykuł z graficzną prezentacja w postaci trójwymiarowej tabelki.

7Lub tez Świadek Jehowy. Świadkowie Jehowy są prekursorami tego typu podejścia w Polsce, stąd wypada polecić xiążkę x. Bednarskiego „Pismo Święte przeczy nauce Świadków Jehowy”

81. Ubodzy w duchu /Mt 5/ 2. Miłosierni /jw/ 3. Czystego serca 4. Wprowadzający pokój 5. Cierpiący prześladowanie dla sprawiedliwości. 6. Prześladowani z powodu Jezusa. 7. Ci, co nie utracili smaku /Mt5, 113/ 8. Ci, których sprawiedliwość jest większa niż faryzeuszów i saduceuszów. 9. Ci, co uczynków pobożnych nie wykonują przed ludźmi 10. Ci, co przebaczają ludziom przewinienia. 2x Mt. 18, 23 11. Ci, co gromadzą sobie skarb w niebie. 12. „Wchodzący przez ciasną bramę” 13. Nie dopuszczający się nieprawości. [2] 14. Ten, kto wytrwa w prześladowaniu /Mt 10, 17 etc/ 15. Kto słucha słowa i rozumie je, a nie zagłuszają go troski doczesne i ułuda bogactwa, oraz nie jest niestały. 16. Ci, co staną/uniżą się jak dzieci. 17. Wybrani /Mt. 22 14/ 18. Kto wytrwa do końca. 19. „Panny roztropne” co czuwają. 20. Słudzy użyteczni. 21. Karmiący braci najmniejszych. 22. Pojący braci najmniejszych. 23. Przyjmujący braci najmniejszych. 24. Odziewający braci najmniejszych. 25. Odwiedzający braci najmniejszych. 26. Przychodzący do braci najmniejszych. 27. Łotr Dobry.
9Ponoć są protestanci, którzy to dostrzegli i na odmianę odrzucają listy a opierają się na Ewangeliach. Ja się jednak póki co nie spotkałem z takimi.
10Loraine Boettner „Reformowany wykład wiary”
11To taka przypowieść jest
12Termin ten tu oznacza tu zwolennika kalwińskiej predestynacji a nie jakby się mogło wydawać członka Kościoła Ewangelicko-Reformowanego
13Patrz też cytowany Richard Bennett „Pozyskiwanie Katolików Przez Ewangelię” http://jezus.pl/wortal/article.php?sid=624
14Współcześnie wsparte często "uznaniem Chrystusa za osobistego Pana i Zbawiciela"
15Czyli Kościoła Katolickiego.

******


Opublikowano: 04.12.2018 14:05. Ostatnia aktualizacja: 04.12.2018 16:10.
Autor: Smok Eustachy
Skomentuj Obserwuj notkę Napisz notkę Zgłoś nadużycie
NEWSY - TOP 5

O mnie

Kilka zdań wyjaśnienia:

1. Mam chwilowo dość kłapania bredni o niewyszkolonej załodze.

2. Mam chwilowo dość kłapania bredni o Sasinie.

3. Mam chwilowo dość kłapania bredni o Kaczafim wysyłającym brata.

Kwestie te są omówione po wielokroć i obecnie wypisywanie pierdół na te tematy szczególnie przez trolle w stylu Chirla, etc etc musi być traktowane jako wrzutki. Będę kasował bez ostrzeżenia.

4. Zabanowanych odbanuję jak mi przyjdzie ochota.

5. Maskirowce mówimy nie ale nie banujemy, przynajmniej na razie. Szczególnie nie banujemy Piko bo z A-Temem kto wie?

Jak jakiś troll chce dyskutować na w/w tematy to niech zrobi wpis u siebie.

Ostatnie notki

Obserwowane blogi

Najpopularniejsze notki

Ostatnie komentarze

  • @ojciec & dyrektor nie
  • @Polonia-Minor do prezydenckich, przynajmniej do parlamentarnych
  • @blizni kto wprowadza uprzedni paragon?

Tematy w dziale Społeczeństwo