Witam. Zgodnie z zapowiedzią z wpisu o lewicowej nowomowie rozwijam wątek antysemityzmu rzekomo grasującego w naszym do cna zacofanym narodzie. Aby uprzedzić wszelkie komentarze z gatunku ‘troll harder’, na początek pragnę zaznaczyć, iż jestem pełen współczucia dla narodu żydowskiego za koszmar holocaustu. Nie zajmuję się kolportażem list domniemanych Żydów, nie obwiniam żydowskiego lobby za głód w Afryce etc.
Część rodzimych elit, które Waldemar Łysiak swego czasu celnie określił mianem "różowego salonu" (kolor czerwony już dzisiaj nie w modzie, lecz niektórym trudno się wyzbyć starego barwnika) w dużej mierze stoi za stworzeniem i utrzymywaniem w Polakach przekonania jak wiele brakuje nam do oświeconej Europy. Jesteśmy ponoć skrajnie ksenofobiczni, a wszystko to oczywiście wina katolickiej zabobonności z którą na Zachodzie dawno zrobiono porządek, zastępując 10 przykazań kultem hedonizmu. Wartkim krokiem zbliżamy się do stanu paranoidalnego, gdzie nawet puszczenie bąka w towarzystwie Żyda bez zgody i wiedzy Gazety Wyborczej, będzie nie tylko towarzyską gafą, ale również ewidentnym przejawem antysemityzmu. Tą retorykę od wielu lat podchwycają media zagraniczne wiadomego sortu, nierzadko dokładając małe co nieco od siebie (słynne "polskie obozy"). Dzięki takim głuchym telefonom przekonanie o polskim współudziale w holocauście staje się coraz bardziej powszechne. W końcu w państwie, gdzie "antysemityzm wysysany jest z mlekiem matek", a wieczorami urządza się rytualne polowania na syjonistów podobna atmosfera musiała dominować przez wieki.
Poprzez kreowanie antysemityzmu tam gdzie go nie ma media pokroju Wyborczej dają znakomity oręż do uskuteczniania tzw. polityki historycznej wszystkim tym nacjom, które autentycznie winny się wstydzić za swoją postawę wobec narodu żydowskiego. Nie tak dawno temu dowiedziałem się o istnieniu badań sugerujących, iż tylko co trzeci nastoletni Niemiec potrafi z siebie wydusić chociaż jedno składne zdanie o Auschwitz. Sprawy te są zatem wśród naszych zachodnich sąsiadów albo celowo przemilczane, albo traktowane po łebkach. Przecież hitlerowcy to nie to samo co Niemcy, czego oni wszyscy od nas chcą? No właśnie, czego my od nich w ogóle chcemy, przecież wszyscy wiedzą, że Hitler był Austriakiem, a Oświęcim to miasto położone w antysemickiej Polsce! Brzmi to może jak science fiction, ale niestety za niedługo właśnie tak może wyglądać (o ile już nie wygląda) wiedza przeciętnego człowieka.
"Holocaustowe niedopowiedzenia" ukazujące się nie tylko w mediach, ale niestety również w tzw. literaturze fachowej, nie zawsze są odkłamywane z dostateczną mocą, przez co stopniowo zaczynają przenikać do świadomości społeczeństw. Nie weryfikujący ich samodzielnie odbiorca zaczyna uznawać takie "fakty" za bezsprzeczne. Jakiś czas temu zdarzyło mi się odbyć rozmowę ze starym znajomym - człowiekiem obytym, pracującym w różnych krajach UE, rzeklibyście światowiec par excellence. W pewnym momencie konwersacja ów zeszła na temat Radia Maryja, polskiego antysemityzmu i jego rzekomej przeogromnej skali. Lekko zdębiałem, po czym po odzyskaniu mowy zapytałem znajomego skąd u licha bierze takie rewelacje. Niestety ten potrafił jedynie rzucić kilka standardowych tekstów na temat antyżydowskiej obsesji ojca Rydzyka, a cały wywód zakończyć nieśmiertelną frazą: "Jakoś nigdzie poza Polską nie widziałem na murach napisu 'Żydzi do gazu' ". Tego typu chwytliwymi paralelami rzuca się niestety coraz częściej, bo fajnie brzmią i są na pozór logiczne. Tymczasem jak to zwykle bywa diabeł tkwi w szczegółach. Kiedy przyjrzymy się polsko-żydowskim relacjom na bazie ciut bardziej obiektywnych faktów niż napisy na murach toalet, to odkryjemy masę bardzo ciekawych rzeczy, które totalnie przeczą narracji przyjętej przez mainstream.
Nie ma lepszej metody na ocenę zachowań danego społeczeństwa niż postawienie go w warunkach skrajnych. Polacy taki sprawdzian mają za sobą niejeden i na tle tzw. cywilizowanych narodów Europy w mojej ocenie zdaliśmy go na ocenę bardzo wysoką. Uniżenie przypominam, iż nasza ojczyzna już od czasów późnośredniowiecznych nie bez przyczyny jawiła się Żydom jako Paradisus Iudaeorum. Tolerancja religijna w wielowyznaniowej i wielonarodowej Rzeczpospolitej szlacheckiej była stanem bez precedensu w wyrzynającej się wzajemnie, płonącej od stosów Europie. Nie gdzie indziej, ale właśnie w Polsce wolni od prześladowań Żydzi mogli zakładać swoje gminy, rozwijać handel i planować życie przyszłych pokoleń. Całe tabuny gnębionej w "postępowej Europie" ludności żydowskiej znajdywały u nas schronienie. To tutaj "mordercy Chrystusa" nie byli podludźmi jak u Brytyjczyków, Francuzów czy Niemców. Jeżeli komuś trudno uwierzyć na słowo w to co tutaj wypisuję, to w celu zapoznania się z nowożytną percepcją Żydów w Europie zachodniej zalecam zajrzenie do skrajnie antysemickich prac Lutra lub nieco lżejszego w tej materii, ale nadal bardzo wymownego "Kupca Weneckiego" Williama Szekspira. Metody obchodzenia się z żydostwem w średniowiecznej Europie (vulgo traktowania go jak dojną maciorę) nie mniej zgrabnie ilustruje powieść "Ivanhoe" , popełniona w XIX w. przez sir Waltera Scotta.
W tym samym czasie kiedy nowożytne getta żydowskie rosły w Europie jak grzyby po deszczu, oblężeni przez Chmielnickiego obrońcy Lwowa odmówili wydania tamtejszych Żydów w łapy żądnych krwi najeźdźców (takiej ceny domagano się za odstąpienie od wycieńczonego wielotygodniowym oblężeniem miasta). Przykładów bezinteresownego poświecenia Polaków względem Żydów jest co nie miara na kartach historii najnowszej, dzieje II Wojny Światowej dostarczają ich wręcz garściami. Badacze szacują, że w odwecie za pomoc Żydom hitlerowcy wymordowali blisko 150 tys. naszych rodaków! W opanowanej przez nazistów Polsce udowodnienie jakiejkolwiek pomocy Żydom oznaczało śmierć nie tylko Twoją, ale całej Twojej rodziny! Mimo tego pomagano, niejednokrotnie nie szczędząć sił i środków. Czy dzisiejszy zatomizowany i stłamszony w blokowiskach człowiek jest w stanie to w ogóle pojąć?
Kiedy "urodzeni antysemici" znad Wisły ryzykowali życiem dla ratowania żydowskich współobywateli, kolaborujący z faszystami rząd w Vichy posyłał kolejne transporty do Oświęcimia. Słabo rozpowszechnionym faktem jest, iż w 1942 r. Hitler zaoferował Żydom amerykańskim wykupienie swoich europejskich braci w zamian za określoną pomoc surowcowo-sprzętową. Zgodnie z przewidywaniami bogacze zza oceanu poskąpili grosza tam, gdzie my nie skąpiliśmy krwi. O bohaterskiej Irenie Sendlerowej, której nazwisko powinno znać każde żydowskie dziecko wiedzą tylko nieliczni, tymczasem któż nie słyszał o głośnej "Liście Schindlera"? To, że podyktowany własnym interesem przypływ dobrego serca u Schindlera ma się nijak do ogromnego poświęcenia i ryzyka jakie dzień w dzień poniosła bohaterska pielęgniarka przestało już kogokolwiek bulwersować. Próbującym gdzie tylko się da wybielać swoje ewidentne przewiny Niemcom większego prezentu niż oklaskiwanie tej kiczowatej opowiastki nie mogliśmy ofiarować.
Zadajmy sobie kilka prostych pytań. Skoro Polacy to tacy zajadli antysemici to dlaczego w XIX w. około 70%-80% wszystkich (sic!) Żydów mieszkało w Polsce? Dlaczego przed II WŚ mieszkało tutaj blisko 3 mln potomków Dawida? Dlaczego Hitler uczynił centrum zagłady narodu żydowskiego kompleks Auschwitz-Birkenau? Otóż II RP była tym samym żydowskim rajem na ziemi, co wcześniej I RP. Przedstawiciele tej nacji stanowili u nas intelektualne i finansowe elity. Owszem, budziło to zawiść i potęgowało postawy ksenofobiczne, ale takie tarcia na styku kultur są procesem nieuniknionym (patrz dzisiejsze USA). Hitler założył centrum zagłady w Oświęcimiu właśnie ze względów logistycznych - większa część europejskich Żydów nadal zamieszkiwała w Polsce! Po przemieszczeniach ludności związanych z I WŚ liczba Żydów w Polsce stale wzrastała. Wielu z nich udzieliliśmy schronienia przed szalejącym na wschodzie bolszewizmem. Niektórzy potomkowie Żydów uratowanych w latach 20. od komunistycznego bata odpłacili nam masowym wstępowaniem do SB po wojnie. To nie zbieg okoliczności, że rodzimych bohaterów pokroju Pileckiego czy Fieldorfa na śmierć skazywali prokuratorzy i sędziowie o koszernie brzmiących nazwiskach. Sporą część komunistycznego aparatu represji stanowili funkcjonariusze żydowskiego pochodzenia. Biogramy sadystycznych świń pokroju Bermana czy Różańskiego (vel Goldberga) stanowią tu tylko wierzchołek góry lodowej.
W świetle tego co wyżej napisano nie dziwmy się zbytnio naszym dziadkom i babciom, jeżeli okaże się, że ich zdanie o Żydach nie jest najlepsze. Wielu z nich może po prostu wciąż pamiętać, ilu przedstawicieli tej nacji wysługiwało się komunistom. Wbrew powszechnie wbijanej nam do głowy mantrze posiadanie niskiego zdania o narodzie żydowskim nie musi się wcale równać antysemityzmowi. Ja sam mam do tej nacji sporo krytycznych uwag, ale mam też sporo uwag np. do Włochów, a jakoś nikt z tej racji nie nazywa mnie italofobem. Muszą Państwo przyznać, iż takie stawianie sprawy byłoby idiotyczne, a jednak w odniesieniu do Żydów to się dzieje na naszych oczach. Musimy sobie zdać sprawę, iż w każdym społeczeństwie znajdą się "asy intelektu", które zupełnie bezrefleksyjnie oceniają innych według klucza przynależności narodowej, koloru skóry czy kształtu nosa. Historia głupoty jest tak długa jak historia świata, ale wyciąganie z takich skrajnych zachowań generalnych wniosków jest kompletną bzdurą. Fakty historyczne wskazują na coś dokładnie przeciwnego. Jak już wspominałem setki lat przed narodzinami Adolfa Hitlera w Europie Zachodniej powstawały żydowskie getta, a samych Żydów traktowano jak podludzi zupełnie otwarcie (oskarżenia o zjadanie dzieci żywcem, wywoływanie chorób etc.). To wśród nas, Polaków, osoby te odnajdywały spokój i miejsce na ziemi, które mogły nazwać domem. Żydzi i Polacy współegzystowali przez setki lat i pomimo nieuniknionych tarć na tle narodowym, jakoś nigdy nie dochodziło u nas do masakr ludności żydowskiej, podczas gdy na zachodzie był to standard. Kiedy w czasie II WŚ wszyscy odwrócili się do Żydów plecami, nie kto inny jak przygnieceni faszystowskim buciorem Polacy uratowali ich blisko 400 tysięcy! Co uzyskaliśmy w zamian? Armię bezwzględnych funkcjonariuszy bezpieki, żądania odszkodowań za "polskie obozy" i łatkę światowych antysemitów nr 1.
W takiej sytuacji zawsze należy sobie zadać pytanie: "Qui bono"? Kto na obecnym stanie zyskuje i co w ogóle można na nim zyskać? Oczywistym beneficjentem kreowania z Polaków wspólników Hitlera w dokonywaniu shoah są narody po łokcie ubabrane w żydowskiej krwi. Znalezienie większej liczby współodpowiedzialnych tych zbrodni to oczywiście pierwszy krok na drodze do rozmywania win. Uczynienie nas współwinnymi zagładę Żydów poprawiłoby z pewnością humory nie tylko Niemcom i Włochom, ale również Francuzom i Brytyjczykom, którzy bez ogródek zdradzili nas w '39. Nie mniejszego kaca moralnego winni mieć Amerykanie, którzy rękami Roosevelta sprzedali nas w rosyjskie jarzmo na długo przed zakończeniem działań wojennych (notabene kiedy widzę wszystkie te ulice, skwery i ronda imienia Roosevelta to dotyka mnie mimowolny odruch wymiotny). Kolejnym beneficjentem rozmywania prawdy o holocauście byli by z pewnością międzynarodowi wyłudzacze odszkodowań, którzy po zgarnięciu pokaźnych sumek z Niemiec, Włoch, Francji czy Szwajcarii bardzo chętnie obraliby nasz kraj na swój nowy cel (więcej o tym za moment).
Tempo w jakim zakłamywana jest historia II WŚ może za kilka pokoleń totalnie odwrócić wektory hańby i bohaterstwa. Obawiam się, iż za te kilka pokoleń działacze pokroju Eriki Steinbach nie będą już jednostkowymi przypadkami klinicznej głupoty, ale bojownikami o nowo definiowaną prawdę historyczną. Casus tzw. "polskich obozów" oczywiście wpisuje się w cały szereg mniejszych i większych "niedopowiedzeń". Na tej bazie u progu XXI w. organizacja znana jako Światowy Kongres Żydów próbowała wyłudzić na Polsce gigantyczne odszkodowania za nasze rzekome zbrodnie. Pieniądze te miałyby trafiać do ofiar "polskich obozów" i ich rodzin, przynajmniej w teorii. Jak to często bywa praktyka okazałaby się zgoła odmienna. Prawdziwą naturę rzeczy ujawniła głośna książka Normana Finkelsteina "Przedsiębiorstwo Holocaust" (2000). Światowy Kongres Żydów i parę innych organizacji tego typu okazało się szajką padalców podtykających ofiary holocaustu przed kamery, a następnie zagarniających należne im pieniążki dla siebie. Za popsucie tego lukratywnego procederu profesor Finkelstein spotkał się ze wściekłym atakiem żydowskiego lobby, przeprowadzonym przy użyciu szeroko zakrojonej akcji medialnej (brzmi znajomo, czyż nie?). Na szczęście ten dzielny Żyd, którego oboje rodziców przeżyło piekło nazistowskich obozów, nie tylko nie ugiął się pod tym ślinotokiem, ale poszedł za ciosem, wydając kilka kolejnych publikacji jeszcze wnikliwiej ukazujących machinacje ww. środowisk ("Wielka hucpa", 2006). Przyznam szczerze, iż tylko z ogromnym trudem mogę sobie wyobraźić większe sk..ństwo aniżeli cyniczne wykorzystywanie holocaustu i jego ofiar do nabijania własnej kabzy.
Próba zrzucenia na Polaków współodpowiedzialności za Holocaust jest podręcznikowym przykładem moralnego szantażu. Nie pozwólmy, aby paszkwilanckie artykuły Gazety Wyborczej czy książki Tomasza Grossa (starego, dobrego koleżki Michnika) zabiły w nas dumę z postawy Polaków w czasie II WŚ. To oczywiste, że nie każdy z naszych przodków zachowywał się względem Żydów jak należy, jednakże gdzie jak gdzie, ale w tej materii możemy kroczyć z podniesioną głową. W czasie moralnego testu ogromna część Polaków potrafiła nieść pomoc, albo przynajmniej zachować przyzwoitość, co niektórym piewcom europejskiego postępactwa jest dzisiaj wyraźnie nie w smak. Nie za bardzo mając się czego chwycić, przywołują oni na okrągło głośne pogromy w Kielcach i Jedwabnem oraz parę pomniejszych przypadków morderstw dokonywanych przez Polaków na Żydach. Oczywiście nie wspomina się przy tej okazji ani słowem, iż większość tych zbrodni byla dokonywana przez kryminalistyczny margines, nierzadko przy inspiracji zewnętrznej. Co więcej wiele wypadków powojennych morderstw zaklasyfikowanych jako czyny na tle narodowościowym równie dobrze można by uznać za zbrodnie dokonywane z pobudek czysto materialnych. Nie zgadzajmy się, aby na bazie podobnych manipulacji powstał obraz Polaka dokonującego zagłady Żydów ręka w rękę z hitlerowcami. Nie pozwólmy na znieważanie na forum międzynarodowym żołnierzy Armii Krajowej, z których niektóre publikacje próbują czynić łowców żydowskich skalpów. A nade wszystko pamiętajmy, iż żeby być dumnym z historii swego narodu trzeba ją najpierw należycie zgłębić.



Komentarze
Pokaż komentarze (65)