SOLTYS SOLTYS
362
BLOG

Zaklinanie historii trwa w najlepsze

SOLTYS SOLTYS Polityka Obserwuj notkę 0

Kto rządzi przeszłością, w tego ręku jest przyszłość.
George Orwell, "Rok 1984"

Wedle tej prostej i jakże trafnej maksymy zdają się postępować wszelcy relatywiści, próbujący naginać fakty historyczne na potrzeby chwili obecnej. Relatywizm historyczny to nic innego jak postrzeganie danego wydarzenia w sposób odbiegający lub wręcz przeczący powszechnej wiedzy. Zjawisku temu nierzadko wtóruje mitologizowanie historii (czynienie z tchórzy herosów i/lub koloryzowanie wydarzeń). Mogłoby się wydawać, że w dzisiejszym zglobalizowanym świecie nie da się skutecznie zakłamać historii, no bo niby jak omamić całe masy wykształconych ludzi? Niestety, gdy zdamy sobie sprawę jak powszechna i głęboka jest niewiedza w zakresie wydarzeń minionych, to okazuje się, iż pole do popisu dla wszelkich przeinaczeń jest przeogromne, a wiele z nich uchodzi autorom płazem. W swoim przedostatnim wpisie starałem się odkłamywać historię stosunków polsko-żydowskich. W dniu dzisiejszym moje przemyślenia zatoczą znacznie szersze kręgi.

W putinowskiej Federacji Rosyjskiej II Wojna Światowa po dzień dzisiejszy określana jest stalinowskim terminem "Wielka Wojna Ojczyźniana" i zaczyna się nie 1 IX 1939 roku, ale 22 VI 1941! Zdradzieckie wbicie Polakom noża w plecy (17.IX.39) i półtoraroczne okupowanie naszych wschodnich ziem jest tu nadal powszechnie uznawane za tzw. "bratnią pomoc". Co gorsza o ile mi wiadomo jest to nie tyle obiegowa opinia, co oficjalna wykładnia tamtejszego programu nauczania historii. Apogeum wspominanej "bratniej pomocy" stał się oczywiście Katyń, którego nie śmiejmy przypadkiem nazywać po imieniu  (tj. ludobójstwem), bo gotowiśmy cara Władimira Władimirowicza Trzecirazputina na śmierć obrazić. W dzisiejszej Rosji kult Stalina kwitnie w najlepsze. Każde tamtejsze dziecko wie, że dobry dziadzio Józio jako urodzony pacyfista nigdy nie chciał żadnej wojny ze złym Adolfem. Do przymusowej zmiany poglądów zmusiło go dopiero hitlerowskie natarcie (plan „Barbarossa”). Jak było naprawdę świetnie opisuje znany dysydent Wiktor Suworow w „Lodołamaczu”. Czerwcowy atak Hitlera na niedawnego sojusznika był niczym innym jak uderzeniem wyprzedzającym identyczny ruch planowany w sztabie ZSRR. Jest to obecnie wiedza powszechna, ale w szkołach rosyjskich nadal powtarza się te same banialuki co 50 lat temu. Tak oto rosną u naszego wschodniego sąsiada nowe pokolenia młodych, którzy po takim pseudo-patriotycznym praniu mózgów z pewnością nie poskąpią nam "bratniej pomocy" również i w przyszłości. Starsze pokolenie zapamięta tą ofiarną pomoc aż po grób, bo przed maszerująca ze wschodu armią odurzonych wódką rabusiów i gwałcicieli  uciekano gdzie pieprz rośnie, choćby i do Niemców.

Skoro o Niemcach mowa to za zachodnią granicą zakłamywanie oczywistych faktów co prawda nie jest postępowaniem zwyczajowym, ale przemilczanie wstydliwych kart historii to już standard. Spotkałem się gdzieś z badaniami stwierdzającymi, iż jedynie co trzeci nastoletni Niemiec potrafi wydusić z siebie cokolwiek na temat Auschwitz. Wielu z nich wypiera wszelkie wzmianki o Holocauście ze swojej świadomości, uznając, że przecież hitlerowcy to nie to samo co Niemcy (sic!). Od takiej konstatacji pozostaje już tylko malutki kroczek do uznania, że naród niemiecki tak właściwie to miał w czasie II WŚ czyste ręce, a najwięcej Żydów zgładzili, a jakże ... Polacy w polskim obozie w Oświęcimiu!

Dwa lata temu ukraiński prezydent Wiktor Juszczenko odznaczył zaszczytnym tytułem Bohatera Ukrainy Stepana Banderę, uberfaszystę i jednego z inicjatorów krwawych masakr na Wołyniu. Był to finalny sztych w polityce historycznej Juszczenki, którego otoczenie zawsze idealizowało zbrodnicze organizacje pokroju OUN czy UPA. Decyzję tę co prawda oprotestowano i następnie sądownie odwołano, ale niesmak pozostał. Jeżeli naród ukraiński potrafi w majestacie prawa uznać za jednego ze swoich bohaterów ewidentnego terrorystę, to takim ludziom sprytna władza może wmówić wszystko.

Uzyskanie od przeciętnego Austriaka wiedzy kim był Jan III Sobieski jest ponoć nie lada wyzwaniem. Od odsieczy wiedeńskiej minęło już troszeczkę czasu, zatem tamtejsi twórcy programów nauczania uznali, że nie ma sensu nadwyrężać pamięci uczniów trudnym nazwiskiem polskiego władcy. Znacznie łatwiej przelać większość zasług na obrońcę Wiednia, generała Ernsta von Starhemberga. W ten prosty sposób zasługi należne za uratowanie Wiednia, a być może i całej Europy przed tureckim mieczem pozostały wśród swoich. W końcu jak to mawiają inżynierowie dusz "historię zawsze można napisać na nowo".

Kiedy po konferencji monachijskiej (wrzesień '38) Hitler ochoczo zajął się zajmowaniem Sudetenlandu, Polacy wykorzystali sprzyjającą sytuację polityczną do zajęcia Zaolzia. Wielu niezaznajomionych z tym tematem ludzi po dzień dzisiejszy sugeruje, iż w ten sposób staliśmy się niejako wspólnikami III Rzeszy, dokonującej stopniowego rozbioru Czechosłowacji. Najgłośniej i najkrytyczniej o całej sprawie piały oczywiście sojusznicze zachodnie media. Media tych samych dumnych narodów, które w Monachium bez cienia goryczy przehandlowały Czechosłowację za parę miesięcy pokoju, a następnie odwróciły się czterema literami do napadanej przez faszystów II RP. Latka mijają, a o ile mi wiadomo niektóre publikacje prasowe czy wręcz teksty naukowe nadal lansują ten kłamliwy obraz Polaków i Niemców, ręka w rękę rozkradających czechosłowackie terytorium, niczym dwa pazerne sępy. Nikt głoszący te absurdalne tezy jakoś nie zadaje sobie trudu sprawdzenia w jak haniebny sposób Zaolzie znalazło się w granicach naszego południowego sąsiada blisko dwie dekady wcześniej. Otóż kiedy Polacy resztkami sił i woli próbowali ocalić Polskę i Europę przed bolszewicką nawałą, nasi czechosłowaccy bracia wkroczyli na Zaolzie wiedząc, iż wykrwawiająca się Polska nie będzie w stanie temu przeciwdziałać. Ot i cały haczyk.

Powyższe przykłady obrazują nam co nieco jakim wynaturzeniom poddaje się politykę historyczną okolicznych państw. Z przykładów nieco odleglejszych terytorialnie trzeba by wymienić chociażby skrajnie nieuczciwą, zdominowane przez lewicową wizję świata ocenę generała Augusto Pinocheta. W żadnym razie nie zamierzam robić z tego człowieka anioła (chociaż w zestawieniu ze swoim poprzednikiem z pewnością nim był), ale typowe dla pewnych środowisk, ukazywanie byłego dyktatora Chile jako chorego z nienawiści faszysty jest równie nieuprawnione. Pinochet skazywał ludzi na śmierć z przyczyn politycznych, ale nie zapominajmy, iż w większości nie byli to przypadkowi przechodnie, ale sługusi czterech lat ultra krwawych rządów lewicowca Allende. Osobiście nie potrafię sobie wyobrazić dla takich kreatur innej "nagrody" niż kula w łeb i nie rozumiem płaczu nad losem katów, którzy stali się ofiarami swojej własnej krwiożerczości. Powiada pismo, że "po owocach ich poznacie", a tutaj liberalna polityka i reformy Pinocheta bronią się same. W ówczesnym okresie Chile było rajem na ziemi na tle pozostałych państw Ameryki Południowej (zupełnie przypadkowo co do jednego rządzonych przez socjalistów, ale to się wytnie). 

Niestety historia staje się zakładniczką polityki również na rodzimym podwórku. Niebawem na ekrany kin ma wejść film Andrzeja Wajdy o Lechu Wałęsie. Wróbelki ćwierkają, iż ów produkcja będzie kolejnym elementem kolażu, mającego na celu spłycanie czy wręcz zakłamywanie rodzimej historii, poprzez ukazanie jej według jedynej słusznej wykładni tj. wykładni samego Lecha Wałęsy i osób przekonanych o czystości jego charakteru. Nie chciałbym tutaj wchodzić ponownie w dyskusję z cyklu "Bolek czy  nie Bolek", ale raczej zwrócić uwagę na ten niebezpieczny i ciągle utrwalający się trend wg którego mówiąc o "Solidarności" widzimy Lecha Wałęsę, a po nim jest już tylko szara masa. Znając osobę pana Wajdy i jego twórczość nie mam wątpliwości, że takie postacie jak Krzysztof Wyszkowski, Anna Walentynowicz czy Andrzej Gwiazda albo nie pojawią się w tym filmie wcale, albo będą co najwyżej podawaczami kawy.

Jak wspomniałem jest to jedynie jeden maleńki fragmencik ogromnego kolażu - relatywistycznej papki podawanej nam od lat na śniadanie, obiad i kolację. Papki, która mnie osobiście coraz częściej przyprawia o odruchy wymiotne, bo niestety, ale zakłamywanie wydarzeń i mitologizowanie postaci trwa w kraju nad Wisłą w najlepsze. Wielu z niegdysiejszych cudownie nawróconych na kapitalizm działaczy PZPR jest przez dzisiejsze media i grupy wzajemnej adoracji lansowanych na mężów stanu. Pisałem już o tych farbowanych liskach przy okazji wcześniejszych wpisów, toteż nie chciałbym dodatkowo rozbuchać tego i tak już obszernego tekstu powtarzaniem się. Zachęcam każdego do samodzielnej weryfikacji życiorysów osób z tzw. opozycji niepodległościowej, bo czasem można się naprawdę przerazić poziomem faryzeuszostwa przez nich prezentowanym.

Jeżeli idzie o przeinaczanie wydarzeń to naczelnym przekłamaniem jest tutaj oczywiście mit założycielski III RP czyli tzw. okrągły stół. Wnikając w szczegóły tego wydarzenia przekonujemy się, iż jego wyniosłość i bezprecedensowość ustępują prozie życia wprost proporcjonalnie do wiedzy jaką posiadamy w tym temacie. Okazuje się bowiem, iż w dużej mierze było to nie dogadywanie się przedstawicieli narodu z władzą, ale dialog "swoich ze swoimi", którego finał był ustalony znacznie wcześniej w trakcie rozmów w Magdalence. Możemy się oczywiście rozpływać nad bezkrwawym załatwieniem sprawy, ale wspominany generał Pinochet pokazał, że czasem upuszczenie krwi kilku wieprzom i odstawienie od koryta kilku świń ma zbawienny wpływ na całość państwa. Możemy żyć w przekonaniu, iż zmiana szyldu z PRL na III RP oraz pozwolenie nomenklaturze partyjnej na dalsze rozkradanie Polski było na owy czas rozwiązaniem optymalnym, ale fakt iż 40 mln naród potrzebuje wydarzenia rangi Euro, aby zacząć budować autostrady zdaje się temu przeczyć. Gruba kreska okazała się istotnie kreską, ale na tyłku, w którym coraz bardziej jesteśmy poprzez błędy popełnione u progu lat 90. Wspominałem już na łamach tego bloga, iż mam ogromne pretensje do wszystkich ludzi maczających ręce w ukręceniu łba ustawie lustracyjnej, gdyż jestem przekonany, iż ta naiwna (bądź, co bardziej prawdopodobne - sowicie opłacona) dobroduszność czyni w naszym kraju ogromne spustoszenie po dzień dzisiejszy.

Spustoszenie to ma wymiar zarówno finansowy jak i światopoglądowy o czym najlepiej świadczy przekonanie niektórych rodaków o mesjanizmie gen. Jaruzelskiego. Wieloletni namiestnik Moskwy ratujący nas przed tą Moskwą właśnie to dla nich nie jest absolutnie żadna logiczna sprzeczność. Lech Wałęsa cichcem wykradający dokumenty z UOPu, czy odwołujący w środku nocy prolustracyjny rząd Olszewskiego również nie jest w stanie zasiać wątpliwości w ich umysłach. W kontekście powyższych wypocin i paru innych tekstów, które tutaj zamieszczałem, nie powinno już nikogo dziwić podejście obecnej władzy do kwestii nauczania historii w szkołach. Wydaje się, iż nasi włodarze wychodzą z założenia, iż zbyt dobra znajomość historii (szczególnie najnowszej) prezentowana przez obywateli jest władzy nie na rękę. Powiadają, że rynek pracy potrzebuje specjalistów o profilu technicznym i pełna zgoda, ale naród do przetrwania potrzebuje czegoś więcej niż matematyka, fizyka czy informatyka. Wbijany nam do głowy podział na humanistów i umysły ścisłe jest nie tylko sztuczny, ale i głupi. Właściwe wykształcenie to wykształcenie kompletne, bo w każdym z nas jest zarówno humanista jak i umysł ścisły. Będąc historykiem nie jestem automatycznie zwolniony z rozumienia prawa powszechnego ciążenia, zaś bycie specjalistą w branżach technicznych nie zwalnia mnie z konieczności nabycia podstawowej wiedzy historycznej, szczególnie tej odnoszącej się do przeszłości mego własnego narodu. Osobną kwestią pozostaje jak zmienić nauczanie historii, aby odejść od suchej faktografii na rzecz podejścia problemowego, aby pokazać jak właściwie podana historia potrafi być pasjonująca. Degradacja tej dziedziny nauki poprzez zastępowanie twardej wiedzy pogaduszkami o roli kobiety i mężczyzny w dziejach to moim zdaniem droga na manowce.

Pozdrawiam, Sołtys

SOLTYS
O mnie SOLTYS

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze

Inne tematy w dziale Polityka