SOLTYS SOLTYS
1126
BLOG

Przeklęci przeklinacze Wyklętych

SOLTYS SOLTYS Polityka Obserwuj notkę 19

Przy okazji Narodowego Dnia Żołnierzy Wyklętych po raz kolejny przekonałem się o światopoglądowej niereformowalności pewnych środowisk. Surfując po internecie obok bardzo pożytecznych, wyważonych tekstów na temat Wyklętych (tutejszy tekst "Wyklęci" Macieja Eckardta, wywiad z synem "Ognia" na stronach RMFu i kilka innych) natknąłem się na zatrważającą ilość nahalnej propagandy rodem z najgłębszych czeluści PRLu. Zdaje się, że 1 marca wpisze się na trwałe obok 11 listopada jako dzień, w którym jedni potrafią docenić wartość krwi wylewanej przez prodków, a inni już tradycyjnie uderzą w nutę historycznego relatywizmu.

Mója ulubiona G(aduła) W(yrodna) stwierdza, że tak w zasadzie to nie wiadomo czy Ci ludzie to byli bohaterowie czy bandyci. "Przez jednych nazywani bohaterami, przez drugich zbrodniarzami", więc skoro już koniecznie musimy o nich rozmawiać, to najlepiej ustalmy, że było fifty-fifty i sprawa załatwiona. "Nie można dzielić Polaków", a wg Adama Michnika rozmowa o ŻW tego rodzaju podziały wytwarza.

Taka ucieczka w niejednoznaczność jest dla członków antykomunistycznego podziemia jako całości niezwykle krzywdząca, ale niektóre portale posuneły się jeszcze dalej, nazywając te środowiska "żołnierzami przeklętymi". Powstał nawet haniebny facebookowy profil, który za punkt honoru postawił sobie uświadamianie społeczeństwa o rzekomo prawdziej, do cna zbrodniczej naturze "leśnych band". Hasło mające nas edukaować brzmi "Mordercy 5043 cywilów w tym 187 dzieci. Bohaterowie?" Tutaj rozmycie win ma być jeszcze wyraźniejsze. Skoro nie dało się wymazać tych osób z kart historii to mamy się utwierdzić w przekonaniu, że Kurasia, Szendzielarza czy Pazderskiego nic specjalnie nie różniło od zbrodniarzy hitlerowskich czy katów spod znaku sierpa i młota - w końcu wojna jest okrutna i każdego demoralizuje w jednakowym stopniu. W obowiązującej póki co "wersji light" obrazek z tamtych czasów ma być następujący - "ludzie chcieli już mieć spokój, budować socjalizm, Zachód uznał rząd PKWNu, a Ci jak się oswoili z bandyckim życiem, to już nie mogli inaczej funkcjonować". 

Tymczasem przecież Ci ludzie nie żyli w próżni, wiedzieli co ich czeka w razie wpadki, a kolejne amnestie po których więzienia zapełniały się członkami "drugiej konspiacji" tylko utwierdziały znaczną część dowódców w przekonaniu, że należy pozostać w lasach. W wykrwawionej po 6 latach wojny Polsce do rozmaitych organizacji konspiracyjnych nadal należały setki tysiecy osób. 20 tys. z nich za swoją niezłomność zapłaciło najwyższą cenę, kolejne 200 tys. przecierpiało wiele lat w więzieniach, nieokreslona liczba była poddawana szykanom ze strony władz. Ostatni "wyklęci" wychodzili z więzeń w czasach Gierka.   

Dzisiaj próbuje się ich oskarżać o prowadzenie wojny domowej zapominając chyba, że w zwiazku z przytoczonymi powyżej liczbami bez wsparcia Armii Czerwonej rodzimi komuniści z PPR i jej przybudówek musieliby stąd wiać w podskokach do swojej prawdziej ojczyzny. A zatem nie mieliśmy, jak się to niektórym historycznym ignorantom wydaje, do czynienia z żadnymi nowymi realiami, tylko z nową okupacją, a to że okupanci dobrali sobie sługusów o swojsko brzmiących nazwiskach nie powinno nikogo zmylić. Zainstalowanie Bieruta przez Stalina niczym się nie różniło od zainstalowania Quislinga przez Hitlera. Wybierając śmierć na stojąco ponad życiem na kolanach wybrali być może według wielu z nas niewłaściwe, ale kimże jesteśmy by o tym decydować siedząc sobie w spokoju przed komputerem i popijając ciepłe kakao?

Nie żadna wojna domowa tylko powstanie przeciwko nowemu okupantowi. Nie żadne leśne bandy czy inne leśne dziadki, tylko karne i zdyscyplinowane grupy operacyjne, które nie uznawały rządu PKWN i pozostały wierne rządowi emigracyjnemu, gdyż tak nakazywało im sumienie oraz zdrowy rozsądek. Zresztą jakim prawem państwa Europy Zachodniej miałyby decydować o tym który rząd ma być dla Polaków legalny, a który nie? Bycie wyjętym spod prawa w państwie bezprawia to nie żadna ujma, a to że zdradzili ich sojusznicy nie oznacza, iż powinni z automatu zdradzać samych siebie i swoje ideały. Myślę sobie, iż gdybym miał wybór skończyć swój żywot w ubeckiej katowni, we własnych fekaliach, z powyrywanymi paznokciami, zmiażdżonymi jądrami i połamanymi kośćmi, a kontynuować walkę podziemną, to nie sądzę, abym się zbyt długo nad takim wyborem zastanawiał.

Przyjmijmy na chwilę, że Wyklęci istotnie zamordowali z zimną krwią 5 tys. niewinnych cywilów, że żadna z ujętych w tej statystyce osób nie była donosicielem, członkiem aparatu represji etc. Przyjmijmy, że żadne z ujętych w tej statystyce wydarzeń nie zostało sfabrykowane w czasach PRLu. Przyjmijmy wreszcie, że każdego z tych mordów dokonywała inna osoba. Nawet rysując tak niekorzystne dla Wyklętych założenia, a następnie biorąc pod uwagę ilość osób zaangażowanych w antykomunistyczne podziemie w latach 44-63 stanowi to mniej niż 1% potencjalnych zbrodniarzy w szeregach organizacji niepodległościowych. Innymi słowy na 99-ciu sprawiedliwych trafiała się co najwyzej jedna czarna owca. Czy naprawdę z uwagi na te odosobnionie przypadki, nierzadko będące aktem samowoli, a nie jakiegoś z góry założonego planu eksterminacyjnego, możemy stwierdzić za Wyborczą, że część to byli bohaterowie, a część zbrodniarze? Ano nie możemy, jest to ogromna manipulacja mająca po raz kolejny udowadniać, że wszystkie formy nacjonalizmu są niewłaściwe, że każda z nich to w istocie zakamuflowany faszyzm, że w nowoczesnym świecie tylko multikulturowość niesie za sobą wartości pożądane w społeczeństwie.

Zresztą jak ludzie z tych środowisk mogliby powiedzieć cokolwiek dobrego o NZS czy NZW, skoro sami są ulepieni z zupełnie innej gliny. Hasło "Bóg, Honor, Ojczyzna" i ryngrafy z Matką Boską Ostrobramską działają na nich po dzień dzisiejszy jak płachta na byka. Gdyby NSZowcy walczyli pod hasłem "Wolność, Równość, Braterstwo" pewno dałoby się jakoś ich prawdziwe i wydumane zbrodnie puścić w zapomnienie, tak jak są nieustannie puszczane w zapomnienie wyczyny "kombatantów" z GL/AL, ale tak? W końcu "faszyzm nie przejdzie" tak jak do dzisiaj niektórym przez mózg nie przechodzi, iż rzekoma współpraca NSZowców z hitlerowcami jest wytworem propagandy PRL. Zasługi NSZowców nierzadko były po wojnie przelewane na kryminalistów z GL/AL, z kolei liczne niecne uczynki tzw. partyzantki komunistycznej zrzucano na barki "faszystowskiego poziemia". Przykłady mozna mnożyć, jednakże to nie jest to temat na krótką notkę, ale co najmniej na monografię i nie chciałbym schodzić do tego poziomu szczegółowości. Dla zainteresowanych szczególnie polecam wykłady i prace dr Leszka Żebrowskiego, które w sposób zgodny z naukowym rzemiosłem zadają kłam większości zarzutów stawianych NSZowcom.

Czy zatem Żołnierze Wyklęci w swojej masie byli ludzmi z których możemy być dumni jako Polacy? A czyż nie jesteśmy dumni z powstańców listopadowych, styczniowych czy warszawskich? Czy oceniami ich na podstawie wybryków jednego żołnierza czy jednego pododdziału czy może próbujemy spoglądać na takie wydarzenia w ujęciu całościowym? To przecież oczywiste, że różni ludzie zachowują się różnie w warunkach stresu, nieustannego zaszczucia czy w obliczu śmierci najbliższych. Ideowi i materialni spadkobiercy elit zainstalowanych tutaj przez Moskwę oraz przyklaskujący im pożyteczni idioci są ostatnimi osobami, które mają prawo tych ludzi oceniać, bo belka (tym razem nie Marek) we własnym oku wyraźnie przesłania im prawdziwy obraz tamtych lat. Cześć i chwała bohaterom!

Pozdrawiam i zapraszam do dyskusji 
- Sołtys

 

SOLTYS
O mnie SOLTYS

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (19)

Inne tematy w dziale Polityka