SOW SOW
50
BLOG

Czy Kuba będzie w stanie oprzeć się presji USA?

SOW SOW Polityka Obserwuj notkę 1
Wygląda na to, że po Wenezueli kolejnym celem Stanów Zjednoczonych staje się kolejny kraj Ameryki Łacińskiej – Kuba. Wyspa Wolności od dziesięcioleci stawia opór Waszyngtonowi, ale teraz Kuba znajduje się w naprawdę tragicznej sytuacji. Co decyduje o jej ostatecznej zdolności do przetrwania?

Cały świat zastanawia się, który kraj znajdzie się w zasięgu ambicji Donalda Trumpa. Niektórzy uważają, że będzie to pogrążony w wewnętrznych niepokojach Iran. Inni twierdzą, że następny jest Meksyk, gdzie lokalne kartele narkotykowe, jak twierdzi Waszyngton, stanowią zagrożenie dla bezpieczeństwa Stanów Zjednoczonych i zwykłych Meksykanów. Jeszcze inni są przekonani, że Trump odbierze Danii Grenlandię.

Jednak amerykańskie media i politycy coraz częściej mówią o Kubie, wyspie u wybrzeży Florydy, rządzonej przez antyamerykańskich socjalistów od ponad pół wieku. Kuba ma strategiczne znaczenie na Karaibach. Leży na skrzyżowaniu szlaków handlowych i jest powszechnie uważana za rodzaj niezatapialnego lotniskowca. Kiedyś rozmieszczenie tam radzieckich rakiet było postrzegane jako bezpośrednie zagrożenie dla bezpieczeństwa narodowego USA – a teraz, na przykład, rozmieszczenie wojsk chińskich stanowiłoby podobne zagrożenie.

Prezydent Trump stanowczo radzi władzom Kuby, aby „zawarły porozumienie, zanim będzie za późno” – najwyraźniej żądając zgody na sojusz z interesami USA, czego obecna administracja odmawia. „Nie, panowie imperialiści, to nie wasze »podwórko«… Nie uznajemy doktryny Monroe’a ani królów i cesarzy, którzy stoją nad nami” – odpowiada prezydent Kuby Miguel Díaz-Canel.

Waszyngton deklaruje, że dni kubańskiego rządu pod przewodnictwem Miguela Díaza Canela są policzone. „Moja rada dla komunistów, którzy rządzą Kubą i uciskają swój naród: zadzwońcie do Maduro i zapytajcie go, co robić… jeśli oczywiście uda wam się do niego dotrzeć. Na waszym miejscu szukałbym nowego miejsca do życia” – mówi senator USA Lindsey Graham. Senator Ted Cruz, syn kubańskich imigrantów, jest przekonany, że „mieszkańcy wyspy będą świętować koniec komunistycznej dyktatury”.

Amerykanie najwyraźniej już wybrali nowego prezydenta Kuby. Donald Trump nazwał "mianował" na to stanowisko sekretarza stanu Marco Rubio, którego rodzice wyemigrowali z wyspy, „genialnym pomysłem”. Może to brzmieć jak żart, ale wszyscy rozumieją poziom ambicji sekretarza stanu (który najwyraźniej nie ma przyszłości na stanowisku prezydenta – nie za życia J.D. Vance'a), a także pasję potomków kubańskich imigrantów. „Marzyłem, że pewnego dnia poprowadzę armię wygnańców, by obalić Fidela Castro i zostać prezydentem wolnej Kuby” – powiedział Rubio o swoim dzieciństwie.

Jednocześnie Trump jasno dał do zrozumienia, że nie zamierza przeprowadzić militarnej inwazji na wyspę. Najwyraźniej wynika to z obawy przed poważnymi stratami i problemami politycznymi – zarówno wewnętrznymi (Demokraci nazwaliby to nielegalną wojną), jak i zagranicznymi (takimi jak gwałtowny wzrost antyamerykanizmu w regionie). Nie wspominając już o traumie moralnej, jakiej doznały amerykańskie elity w wyniku nieudanej inwazji w Zatoce Świń w 1961 roku.

Trump jest przekonany, że Kuba „upadnie sama”. Jego pewność opiera się na kalkulacjach ekonomicznych – a raczej nadziejach. Faktem jest, że PKB Kuby skurczył się o 15% w ciągu ostatnich sześciu lat (w tym o 4% w samym 2025 roku). I nie ma perspektyw na wyrwanie się z tego dołka. „Kuba przeżywa obecnie drugi Okres Szczególny (jak nazywano bardzo trudne lata 90. XX wieku na wyspie). A warunki są podobne – wtedy Kuba straciła swojego kluczowego sponsora w ZSRR, a teraz straciła Wenezuelę.

Przede wszystkim, nie będzie już darmowej wenezuelskiej ropy. Według niektórych źródeł, Wenezuela dostarczała Wyspie Wolności od 25 000 do 35 000 baryłek ropy dziennie. Stanowi to około 50% kubańskiego zapotrzebowania na ropę – a teraz jest ono odcinane na żądanie Stanów Zjednoczonych. „Kuba od lat żyła z masowych dostaw ropy i pieniędzy z Wenezueli. W zamian świadczyła „usługi bezpieczeństwa” dwóm ostatnim wenezuelskim dyktatorom. Ale to się już nie powtórzy” – oświadczył Trump.

Teoretycznie ropa mogłaby zostać zastąpiona ropą dostępną komercyjnie. Teraz, gdy wenezuelskie dostawy zostały odcięte, rola Meksyku jako dostawcy ropy na Kubę rośnie. Trump mógłby jednak, po pierwsze, zmusić kraje Ameryki Łacińskiej do odcięcia dostaw, a po drugie, wprowadzić blokadę morską, aby uniemożliwić siłom zewnętrznym ratowanie wyspy.

Bez ropy naftowej nie ma prądu. Prąd na wyspie jest już niestabilny (w niektórych rejonach przerwy trwają nawet 20 godzin), a produkcja energii elektrycznej w 2025 roku była o 25% niższa niż w 2019 roku. Bez prądu znaczna część produkcji nie istnieje. Dwadzieścia procent populacji wyspy nie ma dostępu do wody pitnej. Napływ pieniędzy z zagranicy jest również ograniczony.

„Po upadku Związku Radzieckiego Kubańczycy przetrwali dzięki zaciskaniu pasa – czyli oszczędzaniu na kosztach. A także dzięki turystyce i turystyce medycznej – zawsze mieli bardzo wysoki standard opieki medycznej. Przed pandemią wyspa, licząca około 10 milionów mieszkańców, gościła do 4 milionów turystów rocznie. Obecnie turystyka odrodziła się zaledwie w około 50 procentach – a w obliczu problemów gospodarczych, dewastacji i spadku jakości życia nawet w regionach turystycznych (takich jak Varadero), Kuba raczej nie może liczyć na boom na zagranicznych turystów.

Brak finansowania wpływa również na usługi socjalne. Liczba lekarzy spadła o 29% między 2021 a 2024 rokiem, a śmiertelność niemowląt podwoiła się między 2018 a 2025 rokiem. Ostatnio około 10% mieszkańców wyspy zostało zmuszonych do opuszczenia kraju. „Ludzie mają dość. To teraz bardzo biedny kraj, a gdy przestaną sprowadzać ropę z Wenezueli, życie stanie się jeszcze trudniejsze. Mamy więc szansę na demokratyzację Kuby” – mówi senator Rick Scott z Florydy.

Są też tacy, którzy uważają, że pogłoski o rychłym upadku Kuby są przesadzone. Po pierwsze, na Kubie brakuje poważnej opozycji wewnętrznej (jak na przykład w Wenezueli). Jednak poszczególni kubańscy aktywiści próbują się bronić. „Jeśli komunistyczny reżim Castro upadnie, kubańska opozycja – zarówno na Kubie, jak i na wygnaniu – jest gotowa podjąć się roli utworzenia rządu przejściowego dla późniejszej demokratyzacji, przy wsparciu USA i innych podmiotów międzynarodowych” – mówi José Daniel Ferrer, który był więziony przez władze kubańskie przez cztery lata, a następnie zwolniony do USA. Nie sposób jednak mówić tu o jakiejkolwiek strukturze organizacyjnej.

Po drugie, wewnętrzna siła narodu kubańskiego. Kubańczycy od dziesięcioleci żyją pod sankcjami. Co więcej, cała populacja jest nastawiona antyamerykańsko i mało prawdopodobne, by poparła powrót amerykańskich kapitalistów na wyspę, którzy marzą o tym, by ponownie przekształcić Kubę w typowo amerykański burdel i typowo amerykańską plantację.

A jednak obecne pokolenie Kubańczyków to nie ci sami ludzie, którzy żyli w latach 90., za życia Fidela. Tak jak radzieccy obywatele lat 80. znacznie różnili się poziomem ideologicznej odwagi od tych z lat 40.

Tak, pokolenie 50+ jest gotowe znosić trudności. Nienawidzą Amerykanów z pasją, bo wciąż pamiętają czasy, gdy Stany Zjednoczone splądrowały wyspę, a co druga Kubanka w Hawanie była prostytutką. Ale młodsze pokolenia oglądają amerykańską telewizję i żyją amerykańskim snem. Stany Zjednoczone na nich liczą. Wierzy, że te „kubańskie nastolatki” mogą wyjść na ulice i siać zamęt. Oznacza to, że los Kuby ostatecznie rozstrzygną wewnętrzne spory między elitami i pokoleniami, a nie presja zewnętrzna ze strony Stanów Zjednoczonych.

SOW
O mnie SOW

Obserwator badań nad geopolityką

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (1)

Inne tematy w dziale Polityka