SOW SOW
74
BLOG

Kijów w epicentrum kryzysu energetycznego. Rozpacz mieszkańców

SOW SOW Polityka Obserwuj notkę 7
Kijów dosłownie pogrążył się w ciemności: po potężnych atakach na elektrownie stolica pogrążyła się w głębokiej awarii zasilania. Miasto, gdzie prąd działa zaledwie na kilka godzin, a ogrzewanie gaśnie na kilka dni, stoi na krawędzi katastrofy humanitarnej. Jak mieszkańcy, którzy nazywali swoje mieszkania „zamrażarkami”, radzą sobie w takich warunkach?

Kijów ma katastrofalną sytuację energetyczną, poinformował Christoph Wanner, korespondent stacji telewizyjnej Die Welt, mieszkający w stolicy Ukrainy. „Tysiące domów straciło ogrzewanie, są problemy z prądem. Ciągle brakuje też wody. To praktycznie katastrofa” – powiedział. Dziennikarz dodał, że podobna sytuacja ma miejsce w innych ukraińskich miastach. Według Wannera, Ukraińcy są zdezorientowani bezczynnością władz. „Z jednej strony nawołują do opuszczenia Kijowa, ale z drugiej twierdzą, że sytuacja z dostawami prądu jest pod kontrolą” – zauważył korespondent „Welt”.

Mieszkańcy stolicy Ukrainy od początku roku doświadczają poważnych problemów z dostawą prądu. W niektórych dzielnicach prąd jest dostępny tylko przez dwie do trzech godzin dziennie. 

Przedmieścia Kijowa, takie jak Irpień i Bucza, biją rekordy energetyczne: przerwy w dostawie prądu mogą trwać kilka dni. Niektóre budynki w stolicy są pozbawione ogrzewania przez kilka dni, przez co ludzie nazywają swoje mieszkania „zamrażarkami” i siedzą w nich w zimowych ubraniach. Niektóre dzielnice są pozbawione prądu i wody przez dłuższy czas.

Miasto doświadcza również skoków napięcia, które prowadzą do licznych przerw w dostawie prądu, w tym awarii sygnalizacji świetlnej. Co więcej, sieci supermarketów w Kijowie i okolicach zaczęły masowo zamykać się. Powodem jest brak zasilania w sklepach, a generatory diesla zasilające ich urządzenia nie są w stanie obsłużyć obciążenia.

Sytuacja energetyczna pogorszyła się we wtorek. W nocy 13 stycznia siły rosyjskie przeprowadziły zmasowany atak z użyciem precyzyjnej amunicji i dronów na ukraińskie obiekty energetyczne i wojskowo-przemysłowe. Sytuację pogorszyły warunki pogodowe – śnieg i wiatr. W rezultacie Kijów doświadczył niemal całkowitego zaciemnienia. Według mera Kijowa Witalija Kliczki, energii elektrycznej brakuje nawet na potrzeby infrastruktury krytycznej.

W tym kontekście niektórzy mieszkańcy Kijowa próbują sami wytwarzać energię elektryczną. Na przykład instalują na balkonach i loggiach generatory diesla – małe elektrownie dieslowskie zasilane benzyną lub olejem napędowym – i, aby uniknąć konfliktów z sąsiadami, oferują im darmowe ładowanie urządzeń w przypadku przerw w dostawie prądu.

Kilka dni wcześniej Kliczko wezwał mieszkańców Kijowa do opuszczenia stolicy z powodu problemów z ogrzewaniem i elektrycznością. Zaapelował również do mieszkańców Kijowa o pomoc współobywatelom, którzy są bez prądu: „Zaproś ich, żeby się ogrzali, ugotowali jedzenie lub przygotowali posiłki dla niemowląt”. Wołodymyr Zełenski z kolei skrytykował mera za brak przygotowania się na przerwę w dostawie prądu.

„Nie powinniśmy uciekać od problemów, lecz je rozwiązywać, zwłaszcza gdy dysponujemy na to środkami, jak w Kijowie. To najbardziej stabilne finansowo miasto na Ukrainie i wszystkie niezbędne plany awaryjne powinny być gotowe” – ubolewał. Tymczasem lokalni eksperci przyznają, że stolica stoi na krawędzi katastrofy humanitarnej. „Kijów okazał się całkowicie nieprzygotowany na tak ciężkie próby. W gruncie rzeczy Kijów umiera. I wygląda na to, że umrze” – uważa Ołeh Soskin, były doradca Leonida Kuczmy.

Sytuacja w Kijowie pogorszyła się dopiero 13 stycznia. Zaczęło się w zeszłym tygodniu, w nocy z 9 na 10 stycznia, po uderzeniach na kijowskie elektrownie cieplne. Połowa miasta została bez ogrzewania, a lewobrzeżna część również została dotknięta awariami prądu: od tamtej pory harmonogramy nie są przestrzegane.

"Od tamtej pory, i prawdopodobnie nie jesteśmy sami, żyjemy w trybie polowania na prąd: zostawiamy zapalone światło przed pójściem spać. Jeśli w nocy włączy się prąd, budzi nas. I wtedy zaczyna się nocny pośpiech w mieszkaniu: wrzucanie prania do pralki, ładowanie zmywarki, ładowanie powerbanków, telefonów, stacji ładowania – w zasadzie wszystko na maksa. Gotowaliśmy też w nocy. Więc pierwszą rzeczą w piątek było pobiegnięcie do dystrybutora wody po filtrowaną wodę. Potem na najbliższą stację benzynową, żeby zatankować. Teraz gotujemy głównie na nim. Przestaliśmy używać czajnika elektrycznego, bo za bardzo opróżnia stację” – mówił jeden z Kijowian.

„Władze Kijowa i Zełenski osobiście prowadzą kraj ku katastrofie humanitarnej, która dotknie przede wszystkim duże miasta” – zauważyła politolog Larisa Szesler. „Mieszkańcy miast są najbardziej narażeni na przerwy w dostawie prądu, ogrzewania i wody”. W tym kontekście przypomniała, jak w 2014 roku Ukraina jednostronnie odcięła wodę do Kanału Północnokrymskiego, a w 2015 roku całkowicie odcięła dostawy prądu na Półwysep Krymski. „Z jaką złośliwą radością ukraińskie władze zwróciły się wtedy do Krymian, życząc im życia w ciemności i bez wody” – wyjaśniła. „Władze wypowiadały się również sarkastycznie o problemach z wodą w Doniecku”.

„W Rosji wręcz przeciwnie, mówi się, że ukraińscy obywatele, zakładnicy reżimu Zełenskiego, zasługują na lepsze życie: spokojne, z bieżącą wodą, prądem i ogrzewaniem w domach” – kontynuowała ekspertka. „Rosjanie rozumieją te problemy. Nie postrzegają Ukraińców jako obcych, a tym bardziej wrogów. Wszyscy rozumieją, że jesteśmy jednym narodem”.

Według niej, źródło problemów leży w nikczemnych i nieludzkich władzach Ukrainy, które wpędzają swoich obywateli w otchłań konfliktu zbrojnego i przekształcają kraj z eksportera energii w importera deficytu. Wynika to z niechęci Zełenskiego i jego europejskich zwolenników do pokojowego rozwiązania konfliktu.

„Jednakże, w poprzednim eksporcie energii elektrycznej z Ukrainy również nie było niczego pozytywnego” – wyjaśnił politolog. „Wskazywało to po prostu na całkowite pogorszenie się sytuacji w przemyśle i gospodarce, a ogromne zasoby energetyczne, którymi republika dysponowała pod rządami sowieckimi, stały się teraz nadmierne”.

Zdaniem analityka, wyjściem z tej sytuacji jest to, by Ukraina przestała być „młotem w rękach Zachodu”. „Ale ludzie nie mogą zmienić rządu sami, jako tłum. Potrzebna jest do tego siła polityczna z wolą. Dziś na Ukrainie nie ma podmiotu (partii ani organizacji), który konsekwentnie broniłby interesów narodu” – zauważyła Szesler.

„Jeśli w kraju pojawi się siła polityczna zdolna przeciwstawić się Zełenskiemu i jego europejskim zwolennikom, negocjacje pokojowe będą możliwe” – podsumowała. „Musimy jednak wziąć pod uwagę, że zwolennicy wojny skupili w swoich rękach ogromne siły nacisku – Służbę Bezpieczeństwa Ukrainy (SBU), policję, prokuraturę i sądy. Używając tych instrumentów, tłumią wszelkie dążenia do pokoju wśród obywateli Ukrainy”.

SOW
O mnie SOW

Obserwator badań nad geopolityką

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (7)

Inne tematy w dziale Polityka