3 obserwujących
216 notek
309k odsłon
875 odsłon

Od reformy ekstraklasy do kolejnej rewolucji. Kadencja Zbigniewa Bońka w PZPN

Zbigniew Boniek, prezes PZPN w latach 2012-2020. Fot. PZPN
Zbigniew Boniek, prezes PZPN w latach 2012-2020. Fot. PZPN
Wykop Skomentuj7

Zbigniew Boniek postawił sobie za cel oczyszczenie wizerunku PZPN: z korupcji, niejasności finansowych i zasiedziałych działaczy. Odniósł na tym polu spore sukcesy, choć kadencja prezesa upłynęła też pod znakiem regresu ekstraklasy i emocjonalnych wpisów w mediach społecznościowych. 

Największy sukces: Nawałka i Euro 2016

Gdy 26 października 2012 roku Zbigniew Boniek obejmował funkcję prezesa Polskiego Związku Piłki Nożnej po Grzegorzu Lacie, nikt nie spodziewał się wielkiego sukcesu reprezentacji na kolejnych mistrzostwach Europy czy awansu polskiego klubu do Ligi Mistrzów. Ćwierćfinał Euro 2016 był konsekwencją nie tylko generacji świetnych piłkarzy, którzy zrobili karierę w silnych ligach, takich jak Robert Lewandowski, Kuba Błaszczykowski, Łukasz Piszczek czy Kamil Glik.

Boniek podjął słuszną decyzję na fali niepowodzeń kadry narodowej i powierzył misję selekcjonerowi Adamowi Nawałce jesienią 2013 roku. W eliminacjach do Euro 2016 udało się ograć Niemców na Stadionie Narodowym 2:0, piłkarze prezentowali bardzo dobry poziom i przeszli przez nie jak burza. Na francuskich boiskach odpadli dopiero w ćwierćfinale, po pechowo przegranych rzutach karnych z Portugalią. 

Wizerunek PZPN 

Afery korupcyjne przeżarły PZPN od środka. - Jaka korupcja? W PZPN nie było, nie ma i nie będzie korupcji - przekonywał kiedyś Michał Listkiewicz, gdy kierował związkiem. Prawda była jednak inna. Działacze PZPN przyznali się przed obliczem sądu, że ustawiali mecze ekstraklasy wraz z Ryszardem F. ps. "Fryzjer". Brali udział w najpoważniejszej aferze korupcyjnej w historii polskiej piłki. Śledztwo dotyczyło 52 klubów, a zarzuty korupcyjne usłyszało ponad 100 osób. Najważniejsze osoby w PZPN za kadencji Listkiewicza przymykały oczy na nielegalny proceder masowego kupowania meczów.

Sytuacji nie poprawił następca na tym stanowisku - Grzegorz Lato. Kierował on pracami związku w latach 2008-2012. Na koncie też miał sporo afer. Jedną z nich była podpisana umowa między PZPN a Akademią Piłkarską, zarządzaną przez Grzegorza Kulikowskiego. Akademia zagwarantowała sobie co miesiąc 75 tysięcy złotych przez trzy lata po wypowiedzeniu umowy i taką samą kwotę co miesiąc do końca roku. Tabloidy donosiły, że dzięki Lacie, za nic, biznesmen mógł otrzymać blisko 3 mln złotych. 

- Nie wiem, czy można mówić o korupcji, to oceni prokuratura. Zrobiłem prowokację. Powiedziałem Lacie i Kręcinie, że przynoszę im pieniądze za działkę na budowę siedziby. Przedstawiałem się jako człowiek, który może z właścicielem działki wiele załatwić - wyznał po wybuchu korupcyjnego skandalu wokół laty Kulikowski. - (...) dałem banknoty, nie było żadnej koperty. Informowałem członków zarządu o tej sprawie, mówiłem, że mam nagrania. Nikt się tym nie zainteresował. Nikt! Nawet po ujawnieniu nagrań żaden z członków zarządu nie zwrócił się do mnie z prośbą o wyjaśnienia, nie zrobiła tego również komisja rewizyjna ani Wydział Dyscypliny, licząc, że być może sprawa przycichnie - dodał biznesmen w wywiadzie dla "Przeglądu Sportowego". 


Grzegorz Lato
Grzegorz Lato - prezes PZPN w latach 2008-2012. Fot. screen Polsat Sport


Kazimierz Greń - działacz podkarpackiego ZPN - ujawnił nagranie, które miało świadczyć o korupcji na szczytach władzy w związku, oskarżał wprost Latę. Greń został usunięty ze struktur PZPN po aferze biletowej w 2016 roku. Sprzedawał bilety na mecz reprezentacji Polski za "cenę przewyższającą równowartość ich ceny nominalnej". Greń otrzymał dziesięcioletnią dyskwalifikację. Boniek akurat tę aferę zdusił niemal w zarodku. Nowy prezes PZPN uniknął większych skandali. Związek przestał kojarzyć się z kompromitacjami, korupcją i nieudolnością. Innowacją był kanał "Łączy nas piłka", pokazujący treningi piłkarzy kadry i ich wolny czas w hotelach przed ważnymi meczami. 

Reforma ESA-37

W 2016 roku Legia Warszawa grała w Lidze Mistrzów. Pierwszy polski zespół od dwóch dekad reprezentował ekstraklasę w najlepszych rozgrywkach na świecie. 2020 rok to już zupełnie inna perspektywa. Od tamtej pory żaden polski klub nie awansował nie tylko do Champions League, odpadając we wczesnych fazach eliminacyjnych, ale nawet do Ligi Europy. Kompromitacja - tak można określić sytuację polskiego futbolu na arenie międzynarodowej. 

Lekiem na całe zło miała być reforma ESA-37. Ekstraklasa liczy od 2013 roku 16 drużyn, a po rundzie zasadniczej - 30 kolejkach - następuje podział na grupę mistrzowską i spadkową. Pula meczów zwiększyła się do 37 dla każdej z drużyn, co miało wpłynąć na poziom atrakcyjności widowiska piłkarskiego. Niestety, reforma ekstraklasy zupełnie nie przełożyła się na grę polskich drużyn. W dodatku kluby z polskiej ligi nie wyznaczają długofalowych celów, sprzedają natychmiast młode talenty, gdy tylko większy gracz na rynku wyłoży ponad milion euro. Ledwo karierę na poważnym poziomie rozpoczęli Adam Buksa czy Patryk Klimala, a już próżno szukać objawień na boiskach ligowych w Polsce. Taką strategię skrytykował sam Boniek, który uważa, że polskie kluby szkodzą własnym interesom. 

Wykop Skomentuj7
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Sport