163 obserwujących
4738 notek
4859k odsłon
  440   2

Mailowanie

Wyciek mailli Dworczyka, to wcale nie musi być robota Ruskich, lecz jakiegoś naszego Assange, dobrze usytuowanego i zakamuflowanego w PiS, który pro publico bono ujawnia, jakim zgniłym łajnem jest ta władza [Waldemar Kuczyński].

Od pewnego czasu pojawiają się w mediach kopie zapisów, podobno pochodzące ze skrzynki mailowej Michała Dworczyka. Ich treść, gdyby nie była zmyślona, byłaby ambarasująca. Nie tylko omawiana jest tam sprawa mianowania sędziego SN i problemy wynikłe z zazębiania się jego kadencji z poprzednim stanowiskiem. Częstym problemem nurtującym jakoby władze są pozostające poza ich kompetencjami sprawy kadrowe w spółkach skarbowych.

Znajdujemy tam też ocenę naziemnej wyrzutni, stwierdzenie że byli komuniści i starcy częściej popierają prezydenta, zabiegi zwolnionych dygnitarzy o zmianę decyzji. Ba, premier rzekomo mobilizuje stronników przeciwko ministrowi. Rozważane są też możliwe sposoby naprawy stosunków między Polską a Stanami.

To ostatnie przypomina metodę prowadzenia rozgrywki między PiS-em a Brukselą. Nie sięga się tu do ogniska konfliktu i nie próbuje go gasić, ale przy pomocy ezopowej mowy przedstawia rozbieżność jako nieporozumienie. Wygląda dziwnie podobnie do sukcesu w sprawie ustawy antykorupcyjnej. Na żądanie Pawła Kukiza uchwalono ją niby, ale na potem.

Jeżeli więc mamy do czynienia z ruską prowokacją, to jej sprawca byłby bardzo dobrze zorientowany w niuansach. Bartosz Węglarczyk przypuszcza, że dobrozmienni ministrowie mogą używać prywatnych skrzynek mailowych do służbowej korespondencji, gdyż zapisy z nich nie podlegają obowiązkowej archiwizacji. Potomność więc by się nie dowiedziała o problemach dobrozmiennej władzy.

Obojętne więc kto jest sprawcą problemu, sprawa musi być ambarasująca dla władz. Absurdy zresztą zawsze są takie.


Lubię to! Skomentuj34 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Polityka