Dwa międzynarodowe fakty wstrząsnęły środą. Po pierwsze zapowiadane przez rząd podpisanie konwencji w sprawie przemocy wobec kobiet, po drugie zgoda niemieckiego sądu na uczestnictwo Niemiec w europejskim funduszu ratunkowym. Oba są u nas kontrowersyjne.
Konwencja o przemocy jest atakowana w sposób swoiście faryzejski. Z jednej strony dlatego, że polska konstytucja zapewnia ochronę rodziny a międzynarodowa umowa powiada także o związkach partnerskich. Z tego ortodoksi wywodzą wniosek, że jest ona z naszą ustawą zasadniczą sprzeczna. Bo rozszerzenie ochrony na związki nieformalne ograniczy tę “rodzinną”? Wynikałby z tego, że natężenie ochrony jest stałe i jako takie nie może się powiększyć. Niezupełnie. W konwencji chodzi też o ochronę tych osób, które w związkach homoseksualnych pełnią rolę przypisywaną kobietom. A podpisanie takiej umowy sugeruje nasze uznanie małżeństw gejowskich, adopcję, Sodomę i Gomorę. Walczą więc nieszczęśni homofobowie odziawszy się w togi konstytucjonalistów. Ona lepiej wygląda od frygijskiej czapki ale na nich też dość komicznie.
Stwierdzenie zaś niemieckiego Trybunału Konstytucyjnego, że nie jest z ich ustawą zasadniczą sprzeczne przystąpienie do europejskiego funduszu ratunkowego ma kapitalne znaczenie także dla Polski. Oto nasze zabiegi aby uczestniczyć w gremiach decydujących o finansach państw strefy euro były również faryzejsko atakowane jako sprzeczne z konstytucją Polski. Wymagały bowiem w wypadku skorzystania z pomocy takiego funduszu jego kontroli nad sposobem wydawania naszych publicznych pieniędzy, czyli zdaniem kontestatorów rezygnacji z suwerenności. Niemiecka konstytucja jest bardziej od naszej w tym względzie rygorystyczna. Wiadomość zatem osłabia naszym faryzeuszom ich dotychczasowy argument.
Obie aliści krytyki dlatego nazwałem faryzejskimi, bo stosowana do nich argumentacja kryje zasadnicze powody, dla których się nasi fundamentaliści im poświęcają. Oto przemoc w związkach nieformalnych dotyczy też kobiet, które ze swoimi chłopami wszetecznie żyją na kocią łapę. Niechże zatem już na tym padole doświadczają od swoich partnerów plag wszelakich zanim je wieczne potępienie spotka. Udręczone docześnie mogą przecież liczyć na złagodzenie natężenia wiecznego ognia piekielnego. A tu ta wstrętna Unia by im tego rodzaju doczesnej pokuty chciała skąpić.
Co się zaś tyczy paktu stabilizacyjnego, którego pochodną jest fundusz pomocowy, to także nie o jakąś tam suwerenność chodzi. Idzie o to, żeby ta Unia padła wreszcie pod ciężarem kryzysu, rozleciała się w niesławie i nareszcie sobie będziemy mogli wrócić w stare koleiny międzynarodowej izolacji.
Ostatnia jednak wieść jest druzgocąca. Krajowa. Trudno będzie znaleźć dla niej wytłumaczenie. Oto profesor Modzelewski, wiceminister finansów w rządzie Hanny Suchockiej i Waldemara Pawlaka władającego wespół z SLD(!) ba, doradca Andrzeja Leppera (!) stworzył dla Ruchu Palikota i … Prawa i Sprawiedliwości program gospodarczy w tej części, która stanowi podatki dla tych, których nie lubi każdy lewicowiec, bezbożnik i pobożny. Przecież się tego nie da opisać najzgrabniejszą nawet wolszczyzną nie mówiąc już o mowie, która się posługują palikotowcy.
Mamy jakiś zmasowany atak układu, wiadomych sił, szarej sieci i helowy pył zasnuwa scenę polityczną w sposób dawno niewidziany. Czym się to skończy?


Komentarze
Pokaż komentarze (30)