9 obserwujących
29 notek
51k odsłon
409 odsłon

Dwie książki o przemocy

Zdj.: Mateusz Opasiński, Wikimedia Commons, CC BY-SA 3.0
Zdj.: Mateusz Opasiński, Wikimedia Commons, CC BY-SA 3.0
Wykop Skomentuj7

Dwie trudne książki ostatnio przeczytałem. Chcę je z siebie teraz wyrzucić, ale i polecić lekturę.

Zapowiadam już teraz, że będzie o rzeczach ciężkich (przynajmniej dla mnie). W pierwszej części – o gnębieniu lokatorek i lokatorów, które doprowadziło do strasznej śmierci Jolanty Brzeskiej. W części drugiej – o innych aktach przemocy, zwłaszcza seksualnej, oraz o przenoszeniu odpowiedzialności na ofiary. Będą i światełka w tunelu, nie wiem jednak, na ile zmienią wydźwięk całości.

1. 

Parę tygodni temu zapadły prawomocne wyroki więzienia przeciw trójce poznańskich czyścicieli kamienic, których poczynania wielokrotnie opisywał dziennikarz „Gazety Wyborczej” Piotr Żytnicki. To ważny moment w historii dzikiej reprywatyzacji, która w Polsce doprowadziła do katastrofalnych konsekwencji. Jej zapewne najokrutniejszym aktem było spalenie warszawskiej działaczki lokatorskiej Jolanty Brzeskiej w Lesie Kabackim 1 marca 2011 roku. 

Kto chce dowiedzieć się o tym więcej, może zajrzeć np. do tekstu Piotra Ciszewskiego w „Kontakcie”. Ale może też przeczytać książkę napisaną przez tego autora wspólnie z Robertem Nowakiem, „Wszystkich nas nie spalicie”.

image

O śmierci Brzeskiej czyta się z narastającą grozą. „Wiadomo, że żyła, gdy jej ubranie ogarniały płomienie, oddychała. Biegli w jej płucach odnaleźli ślady sadzy, dusiła się dymem i tlenkiem węgla”. Kto to zrobił i dlaczego? Jest wiele znaków zapytania, być może dlatego, że policja i prokuratura nie podeszły do sprawy w sposób wystarczająco poważny. „Policjanci, którzy pojawili się w mieszkaniu Brzeskiej 7 marca, nie pobrali śladów daktyloskopijnych. […] Ślady napastników – jeśli były – zostały utracone. Znajomi Brzeskiej musieli przez wiele tygodni dopraszać się o przesłuchanie. Dopiero po 24 marca […] zaczęto zabezpieczać nagrania z kamer monitoringu”. I tak dalej, i tak dalej. Potrzeba było dwóch lat, aby krakowski Instytut Ekspertyz Sądowych wydał opinię, która mówi między innymi: „celem działania sprawców było zastraszenie Jolanty Brzeskiej poprzez oblanie jej substancją łatwopalną […] do zabójstwa doszło przypadkowo, wskutek nieprzewidzianego […] przebiegu zdarzenia”.

Ale nie chodzi tylko o tę historię, jakkolwiek tragiczna by była. Autorzy dokumentują również skalę zniszczeń 1944 roku w Warszawie i pokazują, jak problematyczne bywają dzisiejsze roszczenia do stołecznych kamienic, nierzadko stojących do dziś wyłącznie dzięki wysiłkom powojennych mieszkańców. Pokazują też szeroki arsenał środków stosowanych przez współczesnych kamieniczników. Skupowanie roszczeń od starszych ludzi za kilkadziesiąt złotych, występowanie w imieniu nieistniejących czy nieżyjących spadkobierców, wielokrotne podwyższanie czynszów w przejętych budynkach, nasyłanie bandziorów próbujących przeciąć drzwi piłą, dokwaterowywanie mieszkańców urządzających imprezy tak huczne, że wizyty policji stawały się wymuszoną codziennością… A do tego rozstrzygnięcia prawne i decyzje władz miejskich, które przez długi czas ułatwiały roszczeniowcom (czy mogę tak nazywać handlarzy roszczeń?) eksmitowanie rodzin z lokali zajmowanych nierzadko od kilkudziesięciu lat. 

Po wstrząsającej pierwszej połowie książka nieco zwalnia. Mnożą się szczegóły spraw z niedawnej lub odległej przeszłości, czasem chyba niepotrzebnie. Dzieje nieruchomości sprzed tzw. dekretu Bieruta są niewątpliwie bardzo ważne, bo to od nich w wielu wypadkach zależały rozstrzygnięcia prawne, lecz w opisach brakuje czegoś, co utrzymałoby czytelnicze napięcie. Podobnie jest z historiami przejmowania poszczególnych kamienic przez handlarzy roszczeń. Być może to po prostu zbyt skomplikowana materia, aby dokładnie ująć ją w takiej książce, i być może lepiej było się ograniczyć do pojedynczych momentów zwrotnych. Ale to nie umniejsza wagi pozycji wydanej przez Trzecią Stronę, tym bardziej że opublikowana została już w 2016 roku, kiedy afery reprywatyzacyjne dopiero od niedawna były obecne w publicznej świadomości. 

Książka Nowaka i Ciszewskiego nie jest jedyną opowieścią o tym przestępczym procederze. Między innymi Jan Śpiewak napisał „Ukradzione miasto”, a Beata Siemieniako: „Reprywatyzując Polskę” (obie te pozycje jeszcze przede mną). Nie można też zapominać o trudzie dziennikarek i dziennikarzy, a przede wszystkim działaczek i działaczy, którzy nawet kilkanaście lat temu starali się nadać należny rozgłos reprywatyzacyjnym patologiom. Ten skumulowany wysiłek nie uratuje już Jolanty Brzeskiej, ale wciąż może jej przynieść sprawiedliwość. Może również doprowadzić do tego, by kolejni przestępcy odpowiedzieli za swe czyny, oraz uchronić jeszcze niejednego lokatora i lokatorkę przed wygnaniem z domu. Trzymam kciuki.

2.

image

„Polska odwraca oczy”, jeden ze zbiorów reportaży Justyny Kopińskiej, zaczyna się od rozmowy z Anną – pracowniczką biurową, niedoszłą lekarką oraz żoną Mariusza Trynkiewicza. Tak, tego Mariusza Trynkiewicza. „On już więcej nie będzie dotykał chłopców, bo ma mnie”, mówi Anna. I dalej: „Nie wiadomo, kim obecnie byłyby te dzieci. Może wyrosłyby na zabójców lub złodziei. Kto włóczy się samotnie przy rzece w wieku kilkunastu lat? To jest dopiero brak odpowiedzialności!”. Albo tak: „Według mnie w przypadku osiemdziesięciu procent molestowań i gwałtów ofiara sama jest sobie winna. Nikt mi nie wmówi, że jak dzieci idą samotnie do księdza na plebanię, to nie przeczuwają, że coś złego może się wydarzyć. […] Mariusz tych chłopców nie ciągnął na siłę do mieszkania. […] Mieli czas, aby ochłonąć, zastanowić się i uciec. Nie zrobili tego. To była ich decyzja, że nie żyją”. 

Oburzające? Pewnie tak, dopóki nie przeczytamy zakończenia. „Miałam piętnaście lat, gdy poszłyśmy z koleżanką do kawiarni na warszawskiej Starówce. […] Podjechali samochodem i wciągnęli nas do niego siłą. […] W końcu poprosiłam dziadków, byśmy wycofali zarzuty. […] Doszłam do wniosku, że uczciwa dziewczynka nie poszłaby na wieczorem na Starówkę. Ten gwałt to tylko moja wina”.

Nie umiem być wściekły na bohaterkę reportażu, że zamiast sprawców obwinia ofiary, skoro sama jest jedną z nich. Może być mi co najwyżej bardzo, bardzo smutno. Ale to nie jedyne uczucie, które towarzyszy mi po lekturze. Drugim jest rodzaj onieśmielenia, gdy myślę o pracy Justyny Kopińskiej. Ile trzeba mieć żelaznych nerwów, by przeprowadzić tak trudną rozmowę? Ile zręczności i wrażliwości, by ją potem w ten sposób opisać? Bo przecież „Spokojny sen Anny” jest nie tylko znakomicie skomponowany, z informacjami dawkowanymi jak w thrillerze, lecz także mądry, empatyczny, uchylający się od łatwych ocen. 

A to tylko jeden z tekstów. Kopińska pisze również o małżeństwie, które z powodu choroby żony popełniło wspólne samobójstwo, o manipulowaniu wskaźnikami wykrywalności przez policję (jeśli nigdy nie zacznie się śledztwa w trudnej sprawie, można uniknąć obniżenia statystyk) oraz o wielu innych ludzkich i nieludzkich historiach. Do najważniejszych i najbardziej poruszających należy reportaż „Czy Bóg wybaczy siostrze Bernadetcie?”, który najpierw ukazał się jako tekst prasowy, a potem został rozwinięty do formy książkowej. Ta historia sióstr zakonnych prowadzących wyjątkowo koszmarny dom dziecka była przed paru laty bardzo głośna.

„Polska odwraca oczy” to lektura i ciężka, i ważna. Czasami myślę, że cała praca Justyny Kopińskiej jest taka.


Wpis ukazał się również na moim fanpage’u.

Wykop Skomentuj7
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Społeczeństwo