Dr. Stolzmann Dr. Stolzmann
115
BLOG

Mój PRL

Dr. Stolzmann Dr. Stolzmann Historia Obserwuj temat Obserwuj notkę 2

Z mieszaniną trwogi, irytacji i rozbawienia przeczytałem we wczorajszym "Wprost" felieton prof. Magdaleny Środy pod identycznym jak niniejszy wpis tytułem. Nagłówek głosił prowokacyjnie: "Mój PRL emancypował kobiety, pozwalał na swobodne aborcje, a katolicy musieli chować się po kątach", cały zaś artykuł zmierzał do wylansowania tezy, że komuna zasadniczo było cacy, bo wypracowała należyte mechanizmy państwa opiekuńczego, utrącając przy okazji zgubną hegemonię Kościoła w życiu publicznym. Pewne skazy na tym sielankowym obrazie socjalno-feministycznej idylli również, rzecz jasna, się pojawiały. Prof. Środa też nie lubiła PRL za "szarość, bylejakość, ograniczone możliwości, propagandę, brak paszportów, (...) grubaśnych facetów w źle skrojonych garniturach..." itp. Poza tym wszakże - naprawdę nie było źle! A już jako osobliwie nie na miejscu jawią się prof. Środzie antykomunistyczne tyrady jej dzisiejszych studentów. Przecież ich wtedy na świecie nie było! Co taka w klerykalizmie chowana gównarzeria może o minionych dekadach szlachetnego paternalizmu wiedzieć??

Otóż zawiadamiam szanowną prof. Środę, że coś tam jednak wiemy.  Mój bowiem - rodowitego Ślązaka, żywo zainteresowanego historią swojej małej ojczyzny - PRL wysłał pospołu z sowieckim najeźdźcą 90 tysięcy moich krajan do katorżniczej pracy na terenach "ojczyzny międzynarodowego proletariatu", około 2000 zgładził rękami funkcjonariuszy UBP w obozach koncentracyjnych, zaś przez kolejne 44 lata swego szczęśliwie minionego istnienia systematycznie prokurował gospodarczą, demograficzną, etniczną, kulturową i polityczną degrengoladę regionu. Importowani z ZSRR gangsterzy spod znaku PPR-GL-AL-ZPP, a następnie ich sukcesorzy w emancypowaniu kobiet i kacykowaniu "bratniemu narodowi radzieckiemu", mając na dokonanie swego dzieła zniszczenia niespełna pół wieku, wykazali się nadzwyczajną wprost skutecznością. Zastali krainę dostatnią, będącą niedawno jeszcze jedną z trzech - obok Berlina i Zagłębia Ruhry - industrialnych wysp bogactwa w państwie niemieckim - pozostawili bankrutujący, ciążący całej Polsce tzw. luką strukturalną przemysł ciężki. Wieloetniczny, multikulturowy region zasiedlany przez żyjącą w pokoju ludność dwu gdzie indziej zwaśnionych  narodowości - zamienili na homogeniczne siedlisko frustracji i patologii. Miast przedwojennej autonomii administracyjno-gospodarczej - przynieśli centralizm i dyktaturę proletariatu, czyli - partyjnej nomenklatury.

Taki właśnie był "mój" PRL. Jego trujące owoce zmuszony jestem smakować do dziś, stąd mam do tego ustroju stosunek osobisty. Podobne odczucia żywi tysiące Ślązaków - ale ich opowieść przejętą do głębi walką o parytety i darmowe skrobanki prof. Środę obchodzi niewiele. Zapewne nawet jej nie zna, bo i co ją to obchodzi?

Szkopuł w tym, że podobnie gorzką narrację o "swoim" PRL mogłyby godzinami snuć rzesze Polaków z dowolnego regionu kraju. Ich głosu Magdalena Środa również jednak nie słyszy. Myśląc latami nad tym, jak tu ulżyć płci słabszej i poświęcając temu lwią część swojej działalności naukowej, o reszcie świata - zdaje się - zapomniała. Cóż, jak mówi stare porzekadło - "bacz, byś nie zgłupiał od mądrości swojej."

PS: Prof. Środa w swoim felietionie aprobatywnie wypowiada się o stosowanych w PRL punktach za pochodzenie. Chce tym sposobem zneutralizować argumenty polemistów przyrównujących "demokrację" parytetową do owej niecnej praktyki władz komunistycznych, pozwalającej byle przygłupom sięgać na uczelniach po miejsca należne uczniom pilnym. Czyżby wątek autobiograficzny?

 

Student filozofii.Członek Ruchu Autonomii Śląska oraz Stowarzyszenia KoLiber. Górnoślązak z urodzenia i z przekonania. Libertarianin-minarchista.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (2)

Inne tematy w dziale Kultura