Bartosz Wiciński-STOPS Bartosz Wiciński-STOPS
353
BLOG

Napieralski i Mały Führer

Bartosz Wiciński-STOPS Bartosz Wiciński-STOPS Polityka Obserwuj notkę 0

Opada powoli kurz wyborczy i Polska wraca do codzienności politycznej. Przez ostatni tydzień niektóre partie polityczne radowały się zwycięstwami i dobrymi wynikami. Politycy z jednego ugrupowania politycznego mieli bardzo marsowe miny a kandydaci na posłów i senatorów z lewej strony sceny politycznej, poczuli autentyczne zderzenie z pociągiem towarowym. Wiadomo, że zwycięzców się nie sądzi i nie ocenia tylko gratuluje się wygranej. Inaczej ma to się do partii przegranych, które miały wielkie apetyty na konfitury. Wielu publicystów, dziennikarzy, komentatorów, blogerów oceniło już kampanie poszczególnych partii i ich liderów. Ocenili, wycenili, rozliczyli, wyciągnęli wnioski, postawili diagnozy, zaproponowali "lekarstwo' i temat uważają za zamknięty. Nie ma się czemu dziwić, bo taka jest Im pisana rola na tym ziemskim padole. Inaczej ma to się do wewnątrz partyjnych rozliczeń.

Po sromotnie przegranych wyborach, praktycznie błyskawiczną reakcją wykazał się lider Grzegorz Napieralski. Na zwołanej konferencji prasowej poinformował o przyspieszeniu wyborów w partii i o tym,że nie będzie w nich kandydował na przewodniczącego. Nie ma się co dziwić, bo SLD zmniejszyło swój posiadania w Sejmie a koncepcja budowania i prowadzenia Sojuszu przez Napieralskiego się nie sprawdziła. Chociaż nie darzę sympatią przewodniczącego SLD to należy mu przyznać, że postąpił bardzo słusznie bo równie dobrze mógł lawirować z terminem zwołania kongresu. Grzegorz Napieralski jednym cięciem przeciął wszelkie spekulacje a za razem w ten sposób przyznał, że przyczynił się do porażki wyborczej wskazując również na przyczyny. Należy tutaj dodać, że to paradoksalnie była pierwsza przegrana przewodniczącego SLD, ponieważ wybory samorządowe jak i wybory prezydenckie można traktować w kategorii wygranych patrząc na zdobyte procenty. Ostatnio trochę bardziej słychać głosy dopływające z SLD o ewentualnych kandydatach. Polemiki między politykami tej partii można dostrzec na blogach, w studiach telewizyjnych i w prasie. Zapewne wewnątrz SLD też dochodzi rozmów mniej lub bardziej gwałtownych na ten temat.

Diametralnie inna sytuacja jest po szóstych przegranych wyborach w partii Małego Führera. Jedyny i ukochany wódz powiedział w 2008 roku, ze jak przegra wybory w 2011 roku to odejdzie i pozostawi miejsce młodym. Podczas miesięcznicy na pytanie reporterki Polsat News odpowiedział, że zadecyduje partia. Dzisiaj można powiedzieć z dużą pewnością, że partia nie miała w tej sprawie nic do powiedzenia i nie będzie miała. Prawo i Sprawiedliwość straciło w porównaniu z rokiem 2007 2,22 punktów procentowych, w Sejmie zasiada o dziewięciu posłów mniej a w Senacie o ośmiu. Niestety (a może dobrze?) te liczby nie dały nikomu w Partii Führera do myślenia nad zmianą przywództwa. Nie dały, bo nawet myślenie na ten temat zostałoby spacyfikowane. Wszelkie ruchy oddolne w takich kwestiach są tłumione w zarodku bo Jarosław Kaczyński nie stworzył partii po to żeby wygrywać wybory, nie po to żeby obdzielać stanowiskami ministerialnymi, tylko po to żeby rozwijać kult Jego jednostki. Mały Führer otoczony takim kultem jest przedstawiany jako osoba nieomylna, nieprzeciętnie utalentowana której cały naród jest winien wdzięczność. Jak już wspomniałem, jakakolwiek próba kwestionowania geniuszu osoby otaczanej kultem jest karana surowymi represjami. Myślę, że jest tysiące osób w tym kraju które modlą się do Kaczyńskiego a to już jest kult religijny. Adolfa Hitlera nigdy nie rozliczano i nie wytykano błędów taktycznych, błędnych decyzji. Nie wytykano, bo wszyscy żyli w strachu identycznie jak w Prawie i Sprawiedliwości. Dlatego nigdy nie będzie rozliczenia kampanii wyborczej, bo Mały Führer zaszczepił taką myśl wśród ludzi Go otaczających, że bez Niego nie istnieją. Tacy ludzie stają się bezproduktywnymi marionetkami, wykastrowanymi kogutami, osobami wypłukanymi z ambicji ślepo zapatrzonymi w Jarosława Kaczyńskiego. Ich jedyną ambicją jest trwanie przy swoim wodzu po to, żeby się dostać do Sejmu, Senatu czy Europarlamentu i trwać przy konfiturach. Mały Führer za propagowanie i wyznawanie Jego kultu płaci Im za to z państwowych pieniędzy jakie pobierają z racji pełnionych mandatów. Jest to na rękę ludziom z Jego prywatnej partii bo zarabiają niemałe pieniądze w zamian kadząc Mu 24 godziny na dobę.

Należy jednak bardzo uważać na Małego Führera, bo nie zdjął maski z kampanii wyborczej i zaczął coś kombinować. Widać po Nim, że był w stanie krytycznym przychodząc do Prezydenta Komorowskiego i podając Mu rękę. Jarosław Kaczyński coś kombinuje i nie dajmy się na to nabrać.

 

BANUJĘ ZA SPAM. ROCZNIK 1976.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze

Inne tematy w dziale Polityka