Leszek Miller - dla wielu polityczne bydlę (w dobrym tego słowa znaczeniu ;-) ), dla wielu kobiet facet nigdy nie kończący, dla wielu obojętnie od płci znienawidzony. Z jednej strony uważany za zbawcę a z drugiej człowiek z Grupy Trzymającej Władzę (GTW). Człowiek o tak barwnym języku którego Jarosław Kaczyński może Mu pozazdrościć. Osoba bardzo spokojna ale skora do bitki, nawet z Aleksandrem Kwaśniewskim w swoim czasie.
Leszek Miller właśnie stanął do bitki w imię SLD. W imię SLD i wewnątrz Sojuszu.
Były premier jest wytrawnym graczem politycznym i tego Mu nie może ująć nawet prawa strona sceny politycznej. Ostatnio udzielone porady które Leszek Miller dawał Marszałkowi Grzegorzowi Schetynie dają wiele do myślenia. Były premier wypowiadający się o sytuacji w Platformie Obywatelskiej wspomniał o Brutusie, porównując Marszałka Sejmu do postaci mitycznej. Zalecił Schetynie :
"Na miejscu Schetyny usiadłbym w ostatnim rzędzie i cicho czekał - tak były premier Leszek Miller w Kontrwywiadzie RMF FM skomentował sytuację polityka PO."
Mniemam lub może nawet nad interpretuję, że Leszek Miller do tej pory siedział w takim politycznym ostatnim rzędzie i właśnie jak Brutus podnosi sztylet. Już raz nim ugodził wygrywając wybory na nowego szefa klubu parlamentarnego Sojuszu. To jednak w zamiarach premiera nie miało być ugodzenie śmiertelne, to miało być takie pierwsze dźgnięcie jak w corridzie. Powrót z takim przytupem robi wrażenie, pewnie nawet u partyjnych kolegów. Zbliżają się jednak kolejne wybory na łonie SLD bo trzeba wybrać szefa partii, a jak zwykle Leszkowi Millerowi się nigdzie nie śpieszy. Jak powszechnie wiadomo to stara zagrywka premiera, ale w tym przypadku to nie będzie kolejne sztyletowanie, bo Miller z dużym prawdopodobieństwem nie wystartuje a i widać, że konkurenci generalnie mało znani. Leszek Miller nie potrzebuje takich zwycięstw, bo to Go kompletnie nie satysfakcjonuje. Zresztą jak by to wyglądało; szef klubu i szef partii za razem?
Leszek Miller jako osoba która pragnie władzy, zaszczytów i brylowania w mediach nie rządziła jeszcze z drugiego fotela. Lepiej jest dla Niego przeforsowanie młodego i podległego człowieka Grzegorzowi Napieralskiemu, niż osobisty start w wyborach na szefa SLD. Lubię Leszka Millera ale tutaj nie do końca wyczuwam całkowite oddanie się dla SLD. Wojciech Olejniczak nie wpuścił na listy wyborcze byłego premiera, za to Grzegorz Napieralski Go ugościł jedynką jako byłego żołnierza Marynarki Wojennej na Wybrzeżu. Mam wrażenie, że premier Miller przesunął się z dalszego rzędu w którym siedział do rzędu z którego będzie mógł zadawać kolejne ciosy sztyletem.
Szefowanie Sojuszem z drugiego fotela daje ogromnie możliwości przy pełnej współpracy z Napieralskim. Generalnie rzecz biorąc to nic się nie zmienia w SLD, bo nadal duże udziały ma w tym wszystkim kandydat na prezydenta z ramienia Sojuszu w ostatnich wyborach. Zmienia się tylko osoba wydająca polecenia bo twarz, sposób bycia i wiele innych elementów Leszka Millera dają duży handicap przed kolejnymi sondażami. Były premier ma tego świadomość i dlatego teraz sztylet schował, bo wielokrotne dźganie może doprowadzić do śmierci a mam małą nadzieję, że śmierć nie ma dotyczyć całego SLD. Miller jako przytoczony Brutus będzie nadal zadawał ciosy, tylko kto jest teraz na celowniku? Ostatnio dla Polsat News Leszek Miller powiedział, że bardzo zazdrości Tuskowi sprawowania władzy przez dwie kadencje. Jeżeli On czegoś komuś zazdrości to znaczy, że chce go pokonać lub być na równi z Nim. Czy ma na celowniku Donalda Tuska? Nie wiem, ale wiele może na to wskazywać. Dla wielu może to być porwanie się z motyką na słońce, ale dla wielu, SLD już inaczej wygląda z twarzą Millera. Jeżeli premier Miller nie zaplącze się w dyrygowanie Sojuszem z tylego fotela w celu rozliczenia swoich prywatnych rachunków które chce wyrównać, to rzeczywiście można wbić sztylet w Donalda Tuska. Tylko pod jednym warunkiem, że zrobi to z Ruchem Palikota, bo tylko wtedy ma jakiekolwiek szanse.....
na rządzenie z pierwszego fotela. :-)


Komentarze
Pokaż komentarze (2)