59 obserwujących
265 notek
112k odsłon
  721   0

Paweł Przepióra: Jak omamić czterdziestomilionowy naród tronem

czyli rzecz o minionej kadencji Przewodniczącego Parlamentu Europejskiego.

    Panie Premierze, w Unii nas nie szanują! Nie mamy wpływu na decyzje Brukseli, które nas bezpośrednio dotyczą. Do niedawna „Słońce Peru”, mógł odpowiedzieć na tak postawiony zarzut: Przepraszam, a Pan profesor Buzek na stanowisku przewodniczącego parlamentu Europejskiego?
Ten argument – z racji zakończenia kadencji byłego premiera - upadł, ale czy kiedykolwiek był poważnym…?

Pan prof. Jerzy Buzek zasiadał w fotelu przewodniczącego Parlamentu Europejskiego od czternastego lipca 2009 roku i zajmował go przez dwa i pół roku. Na mocy porozumienia, jakie Frakcja Ludowa zawarła z Socjalistami, kadencja przewodniczącego została podzielona po równo między zainteresowane strony. Po byłym prezesie rady ministrów najwygodniejsze, cechujące się najlepszym widokiem, miejsce na Sali obrad parlamentu zajął socjalista Martin Schultz. I chyba w tym miejscu możemy zakończyć teoretyczne rozważania na temat „zysków” płynących z piastowania przezeń tej funkcji.

Każdy, kto choćby pobieżnie śledził bohaterski trud naszego rodaka, jakim niewątpliwie było przewodniczenie „najdostojniejszemu” organowi europejskiej biurokracji, zadaje sobie dzisiaj pytanie o wagę i sens tej ofiary zacnego pana Profesora. Jaki wpływ na bieg zdarzeń, w ciągu ostatnich trzydziestu miesięcy miał nasz najwyższy rangą przedstawiciel w Brukseli? Chyba nikt nie odsądzi mnie od czci i wiary, jeżeli bez ogródek przyznam, że żaden lub jedynie czysto PR-owski.

W minionej kadencji Parlamentu Europejskiego, Unia stanęła przed kilkoma ważnymi problemami do rozwiązania. Tzw. druga fala kryzysu, która według europejskich liderów doprowadziła do tak dramatycznej sytuacji finansów wielu jej członków, kryzys projektu wspólnej waluty, czy chociażby dość napięta sytuacja społeczno-ekonomiczna na całym globie. Wydawać by się mogło, że przez okres trzydziestu miesięcy, można część z powstałych problemów rozwiązać. Okazuje się jednak, że reprezentanci krajów wspólnoty – zasiadający w ławach unijnego parlamentu i obradujący pod przewodnictwem Pana Profesora Buzka – są zdolni jedynie do płomiennych wystąpień i permanentnego odkładania ważnych decyzji na później. Co więcej, europosłowie (w znakomitej większości) nie dostrzegają powagi sytuacji, w jakiej znalazła się wspólnota i to na skutek ich zaniechań, czy błędnych decyzji z przeszłości. Aż chce się przytoczyć legendarnego Stefana Kisielewskiego…

Oglądając relacje z prac PE, odniosłem wrażenie, że jest to klub wzajemnej adoracji kilku osób i podręcznikowy przykład zdobywania powszechnego szacunku i uznania, poprzez nadmierne wazeliniarstwo. Ciężko jest szczeremu wyznawcy idei konserwatywno-liberalnej, patrzeć na salę posiedzeń, wypełnioną pasibrzuchami i wszelakimi nierobami, którzy mają dość istotny wpływ na kierunek w którym podąża Unia Europejska. Jedynym pocieszeniem, jest obecność na sali obrad Nigela Farage’a i jego niezłomna postawa w dążeniu do uwypuklenia niebywałego konformizmu i hipokryzji, towarzyszących wspólnocie od zarania jej dziejów.

Tutaj należy postawić pytanie, czy jakakolwiek poważna analiza ostatnich trzydziestu miesięcy ma w ogóle sens. Wszystkie, bez mała, problemy zostały wrzucone do teczki „POMYŚLIMY, ZOBACZYMY”. Chyba tylko odznaczenia i wszelakie zaszczyty przyznawane były przez europarlament z godną podziwu sprawnością. Jestem święcie przekonany, że Pan Przewodniczący Schultz – jak nakazuje eurotradycja – tylko zdrowo „podpasie” rzeczoną aktówkę kolejnymi „decyzjami, wymagającymi należytych przemyśleń i analiz”. Aż boję się pomyśleć, jakie będą konsekwencję pęknięcia sznureczka, na który jest ona zawiązywana…   

Niewątpliwie, pan profesor Jerzy Buzek, to człowiek wysokiej kultury osobistej, powszechnie szanowany na krajowych salonach, nie tylko politycznych. Cóż jednak z tego, skoro ów szacunek wśród polityków ma swoja genezę w bierności i daleko posuniętej uległości wobec swoich mocodawców. Osoba, z tak obszernym dorobkiem naukowym, która – w imię świętego spokoju swojego środowiska politycznego – jest w stanie przemilczeć fakty wywołujące powszechne oburzenie i ginąć za największą głupotę, jest tylko ładnie wypolerowanym pionkiem, dodatkowo podbitym wysokiej jakości filcem. Jego dowolne przesuwanie po szachownicy nie stanowi dla gracza żadnych trudności. Pytanie, któż zasiadł do tej partyjki szachów?

Odpowiedź wydaje się całkiem oczywista. Oto Jego Eminencja Donald Tusk rozgrywa własny naród. Bezlitośnie używa kolejne znamienite figury (pan minister Radosław Sikorski, unijny komisarz ds. budżetu – pan Janusz Lewandowski), stosuje rozmaite roszady, by swojego przeciwnika ośmieszyć i ostatecznie pokonać. Tłuszcza, która – mamiona złotoustymi wypowiedziami szefa rządu – oddała swój los w ręce obecnej klasy rządzącej, dała się nabrać na ogromną pulę dotacji z budżetu Unii Europejskiej, walkę z zagrażającą polskiej racji stanu pseudo prawicą, czy chociażby obronę tego – tak  charakterystycznego dla naszej wymierającej cywilizacji – pędu za „nowoczesnością”. Pan premier właśnie dopuścił do podpisania ACTA, czym chyba zaszachował większość swoich wyborców. W tym momencie rodzi się kolejne pytanie, o cel tego typu postępowania. Czy jest to „bohaterskie” trwanie na posterunku, które zakończy się triumfalnym matem i wymarszem do Brukseli, po ciepłą posadkę czekającą na każdego eurokonformistę? Bardzo możliwe. Pytanie tylko, czy będzie skąd i do czego wyruszać…

 

Lubię to! Skomentuj Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale